Powrót na str. główną


LIST DO WARSZAWSKIEGO SLD. [9 X 2011 r.].

Pragnę przekazać uznanie i poparcie dla inicjatywy wyrażonej Uchwałą Rady Warszawskiej Sojuszu Lewicy Demokratycznej w sprawie wyników wyborów parlamentarnych 2011. Zarazem jednak muszę zwrócić uwagę na poważny błąd widoczny w treści tej Uchwały. Wyraźnie jej Autorzy nie zdają sobie sprawy z tego, że zaproponowane działania naprawcze, aczkolwiek potrzebne, dotyczą jedynie spraw wtórnych, nie poruszają natomiast zasadniczej przyczyny utraty przez SLD zaufania naszych rodaków, odejścia wielu wartościowych członków i degrengolady aparatu partyjnego.

Zasadniczym problemem lewicy jest lekceważenie reguł demokracji uczestniczącej (partycypacyjnej) wyrażające się skłonnością do wyolbrzymiania roli liderów (popularnie nazywamy to "wodzostwem"), co w SLD wyraziło się łamaniem postanowień Statutu. Zarząd Krajowy i podobnie zarządy wojewódzkie nie tylko nie pomagały (Art. 8 p. 2i) w nawiązywaniu dyskusji na niewygodne dla nich tematy (Art. 8 p. 2a), w programowaniu (Art. 8 p. 2b) i w uzyskiwaniu informacji o wydarzeniach wewnątrz partii (Art. 8 p. 2c), lecz sabotowały wszelkie próby działalności niezależnej od aparatu partyjnego. Nie uzupełnię tej konstatacji wyjaśnieniami dokumentującymi jej słuszność, gdyż czyniłem to wielokrotnie w tekstach niedopuszczonych do upublicznienia na witrynie SLD (np. Aparatczykostwo", lub "Problem informacji o SLD" i in.) tak, że mający wątpliwości może skorzystać ze wskazanych linków. Wspomnę jedynie iż fakt, że Wasza Uchwała zamiast dotrzeć do członków przez stronę internetową lub biuletyn SLD, upowszechniana jest przez e-mail rozsyłany do zarządów niskiego szczebla, skąd przekazanie członkom jest przecież zależne od dobrej woli osoby obsługującej służbowy komputer, potwierdza istnienie opisanej przeze mnie patologii.

Uważam, że Uchwała (uzupełniona żądaniem działania aparatu partyjnego ściśle wg Statutu) stanowi ważne wydarzenie dotyczące całej partii, powinna być zaczątkiem ogólnej (z udziałem aparatu) dyskusji, a przekonanie to widocznie podzielacie, skoro zadaliście sobie trud rozpowszechniania jej tekstu. Jeżeli więc poprzestaniemy na tym, by - jak to wynika z treści Uchwały - ścisłe stosowanie Statutu ograniczało się do wyboru władz partyjnych, możliwości poprawienia stanu partii nie widzę.

I jeszcze jedno: na witrynie warszawskiej organizacji SLD nie udało mi się odnaleźć jakichkolwiek prób analizowania stanu wewnętrznego partii wcześniejszych niż omawiana Uchwała. Świadczy to o tym, że albo żaden z Waszych członków nie próbował przemyśleć kwestii, czy SLD działa prawidłowo w duchu socjaldemokracji albo, że w Waszym środowisku działa cenzura podobna do tej, która nie dopuszcza dyskusji na witrynie ogólnokrajowej SLD. To nieprawda, że za stan partii odpowiada tylko aparat zarządzający. Oczywistą jest rzeczą, że winni są w pierwszej kolejności stojący na szczycie władzy, ale również znaczna odpowiedzialność dotyczy członków Rady Krajowej, którzy tolerują manipulowanie obradami. Jednak nie tylko oni. Każdy członek ma obowiązek krytycznie obserwować wydarzenia nie tylko lokalne (ślad tego rodzaju aktywności można w Internecie znaleźć), ale również dotyczące całej organizacji, przede wszystkim Zarządu Krajowego, klubu poselskiego i Rady Krajowej, a zauważywszy niezrozumiałe zjawiska domagać się wyjaśnień dostępnych ogółowi i poddanych dyskusji obejmującej całą partię. Przecież sens udziału w partii nie polega na walce o załatanie dziury w chodniku, lecz możliwość wpływania na stan państwa, czego bez osobistej odpowiedzialności za partię i jej prowadzenie osiągnąć nie można.

Tak więc, zgodnie z powiedzeniem, że naprawianie świata należy zaczynać od siebie, oczekuję od SLD-owców (a więc i od siebie) przemyślenia i przedyskutowania pytania o to, w jaki sposób sami przyczyniliśmy się do obecnego stanu i jakie winniśmy wyciągnąć wnioski na przyszłość? Przecież twierdzenie, że wybór "właściwego" przewodniczącego załatwi wszystko, jest głupotą. Jeżeli doły partyjne nie zmienią swego biernego nastawienia, nie będą wymuszały na elicie zachowania reguł demokratycznych, postępowania ściśle wg Statutu w każdej sprawie, prędzej czy później pozbawiony temperującego wpływu krytyki nowy przewodniczący stanie się aparatczykowskim "wodzem" zależnym tylko od otaczającej go koterii.

Apeluję więc o rozważenie przedstawionych spraw, o dyskusję do której omawiana Uchwała może być wstępem.

Powrót na str. główną


Z PERSPEKTYWY ZBLIŻAJĄCYCH SIĘ WYBORÓW PARLAMENTARNYCH. [2011 IV 15]

Internetowy „Portal Gospodarczy" przedstawił wywiad z Grzegorzem Napieralskim. Rozmowa dotyczy postępowania SLD w warunkach prawdopodobnego wejścia do koalicji rządowej, jakie i w jaki sposób rozwiązane problemy gospodarcze nasza partia uważa za najważniejsze w przewidywanych pertraktacjach poprzedzających wejście do koalicji. A trzeba wyraźnie powiedzieć, że jest to dla przyszłości Polski jedyna sprawa istotna. Przyszłość Polski zależy nie od wszelkich, wszczynanych w związku z różnymi rocznicami lub pod innym pretekstem, awantur, głośno i z uporem komentowanych w mediach. Przyszłość nasza zależy wyłącznie od tego, czy gospodarka nasza rozwinie się, czy czeka ją zastój. Uważam, że wyraźnie przedstawione odpowiedzialne stanowisko w tej sprawie przemówi do wszystkich rozsądnych wyborców, którzy wbrew pozorom w naszym coraz lepiej wykształconym społeczeństwie jest większość, a fakt ten jest jedynie zakryty przez panoszącą się demagogię.

Niestety, z treści notatki wynika, że GN swoimi słowami wpisuje się w nurt wypowiedzi demagogicznych, nastawionych wyłącznie na unikanie konkretów, na bezrefleksyjną krytykę aktualnego rządu połączoną z głoszeniem ogólnikowych haseł. Przecież taka argumentacja, widoczna również na naszej stronie internetowej, stawia SLD w równym szeregu z pozostałymi stronnictwami sejmowymi, którym słusznie zarzuca się, że jedyne co potrafią, to totalne zaprzeczanie przeciwnikom jakichkolwiek osiągnięć i racji oraz rzucanie gołosłownych, ogólnikowych obietnic. Jedyną bowiem odpowiedź GN na pytanie o konkrety jest zapewnienie, że program jest, jednak „na tym etapie nie chciałbym go ujawniać, bo nadal nad nim pracujemy. Zaprezentujemy go w odpowiednim momencie”, co trudno uznać za coś innego niż kompromitujące przyznanie się do braku jakiejkolwiek koncepcji. Dowiadujemy się zarazem, że GN wystąpi na forum Europejskiego Kongresu Gospodarczego. Czy przedstawienie swojego stanowiska tak poważnemu i wymagającemu gremium jest osiągalne, gdy miesiąc przed zapowiedzianą konferencją przyznajemy się do tego, że nie potrafimy nawet omówić sprawy w zarysie wystarczającym dla szerokiej publiczności?

Na dodatek, jeżeli wbrew moim wątpliwościom rzeczywiście ktoś w Zarządzie Krajowym poważnie próbuje obmyśleć wskazania dla gospodarki, dlaczego fakt ten nie jest ujawniony członkom, dlaczego nie stworzono warunków dla ogólnopartyjnej dyskusji? Czy członkowie zarządu uważają, że są nieomylni, że poza nimi nikt nie potrafi zauważyć błędu lub dodatkowego, nieprzewidzianego przez nich zagadnienia? Czy nie znają Statutu partii, który nakłada na nich obowiązek informowania członków o istocie najważniejszych zadań stojących przed organizacją i konsultowania z nimi sposobów rozwiązywania tych problemów? Być może, sprawa będzie omawiana na sesji Rady Krajowej, ale w takim razie czy Zarząd nie zdaje sobie sprawy z tego, że praktykowane w wielu innych kwestiach zawężenie takiej dyskusji do kilkugodzinnych, obarczonych różnymi innymi sprawami obrad naszych przedstawicieli (o nikłej w porównaniu z całą partią ilości członków), jest niedopuszczalnym odstępstwem od wymagań statutowych? Ja np. również chciałbym mieć możność przedstawienia swojego poglądu choćby na istotną dla gospodarki sprawę zaognienia stosunków między pracownikami a zarządami przedsiębiorstw, co od lat utrudnia funkcjonowanie przemysłu węglowego, a ostatnio grozi strajkami w KGHM, w energetyce i in., poglądu na to jaką postawę wobec tych wydarzeń winna zająć lewicowa partia. A spraw tego rodzaju, niezbędnych do tego, by przedstawiany wyborcom program zawierał nie frazesy, lecz konkrety, jest do rozważenia wiele. Nie prawdą jest bowiem, że źródłem sukcesu może być jedynie zakrywanie trudności i unikanie jasnych sformułowań. Tego rodzaju taktyka może bywa skuteczna na prawicy; lewica albo jest racjonalna i do bólu rzeczowa, albo degeneruje się.

Z kolei w odpowiedzi na pytanie o program minimum do rozmów z innymi partiami GN wyjaśnił, że jest nim „kontynuacja tego, co rozpoczęło się za rządów premiera Leszka Millera, a dotyczyło większej swobody gospodarczej”. W tej sprawie, o ile z całym przekonaniem popieram zamiar kontynuacji osiągnięć lat 2001-2005, to nie rozumiem, dlaczego z ówczesnego dorobku na uznanie ma zasługiwać tylko (dość zresztą niejasne) rozszerzanie owej swobody? Czy obejmuje ono np. tzw. plan Hausnera, który przecież nie był ograniczony do tego jednego zagadnienia? Czy nie zasługują na rozważenie sporządzone z perspektywą wieloletnią plany tamtych rządów dotyczące nie tylko omawianych w wywiadzie spraw gospodarczych, lecz również pośrednio na nie oddziałujących zagadnień z dziedziny oświaty, stosunków społecznych, kultury itd.?

Niezależnie od tych wątpliwości uważam, że przypomnienie publiczności i poddanie rzeczowej dyskusji osiągnięć i porażek obydwu kadencji, w których SLD miała możność decydująco wpływać na całość polskiej polityki, jest dla naszej partii kwestią decydującą o sukcesie lub porażce. Należy to potraktować jako pilną konieczność, gdyż aczkolwiek wypaczające prawdziwy obraz głosy, zarówno lewicowych „obrońców przywilejów ludzi pracy zagrożonych przez SLD-owskich sprzedawczyków” (cytat z pamięci) jak i zajętej aferami, rocznicami itp. prawicy, nieco przycichły, jest pewne, że wobec rysującej się perspektywy sukcesu jedynej istniejącej realnie partii lewicowej, wrzawa wybuchnie na nowo. Należy więc odtworzyć na naszej stronie internetowej archiwum poruszających ważne sprawy tekstów i odważnie przeprowadzić obrachunek osiągniętych sukcesów i popełnionych błędów.

Powrót na str. główną


UWAGI DO LISTU GRZEGORZA NAPIERALSKIEGO Z 2008-06-05

Biuro Komunikacji Elektronicznej SLD przysłało mi e-mail zawierający "List przewodniczącego SLD Grzegorza Napieralskiego do działaczy". Treść tego dokumentu zgodna jest z obfitym zbiorem wystąpień nowego przewodniczącego partii prezentowanych na stronie internetowej Rady Krajowej SLD, a nawet - jak oceniam - stanowi ich skrót zawierający kwintesencję całości, co usprawiedliwia wyciąganie z niej wniosków ogólnych. W liście zwróciłem specjalną uwagę na trzy fragmenty.

Tak więc mamy stwierdzenie, że "Kongres to nie tylko wybory personalne. To także, a nawet przede wszystkim określenie podstawowych celów i zadań partii na najbliższe lata", w którym uderza brak nawiązania do uprzednich ustaleń dotyczących tego samego tematu, w tym szczególnie całkowite pominięcie tzw. "Konstytucji SLD". A przecież ten dokument został zatwierdzony przy zachowaniu szczególnych warunków: przez ankietę będącą formą powszechnego głosowania i przy wielkim szumie propagandowym. Pomijam swoją ocenę tego dokumentu (głosowałem przeciw jej przyjęciu, swoje zastrzeżenia przedstawiałem Zarządowi Krajowemu i upubliczniałem innymi sposobami, a sam dokument i sposób jego wprowadzenia określam jako skandal), gdyż jestem w tym względzie odosobniony. Fakt, że p. Napieralski ani w przeszłości, ani obecnie, gdy wyraźnie brak jest jakichkolwiek przeszkód podaniu do wiadomości jego sądu, nie wyraził jakichkolwiek zastrzeżeń, dowodzi, że Konstytucję i jej charakter akceptuje bez zastrzeżeń. W tych warunkach wspomnienie o określeniu "podstawowych celów i zadań partii na najbliższe lata" bez nawiązania do tak silnie w swoim czasie wyeksponowanego dokumentu dotyczącego tej samej kwestii, albo dowodzi amnezji, albo świadczy o celowej autoreklamie, o manipulacji ukierunkowanej na wytworzenie przekonania o absolutnym nowatorstwie kolejnego przewodniczącego.

Dodam tu, że również całość bardzo obfitej twórczości p. Napieralskiego z ostatnich dni, a raczej cała zawartość SLD-owskiej głównej strony internetowej, potwierdza to drugie mniemanie. Nie jest to nowością. Od kilku lat wyraźne jest stosowanie zasady, że treść witryny RK SLD ma jednoznacznie świadczyć o bezwzględnym pierwszeństwie tandemu złożonego z aktualnego przewodniczącego i sekretarza generalnego: wykluczone są wszelkie wiadomości nie tylko krytyczne wobec nich, ale nawet nie toleruje się objaśnień dających podstawę do przypuszczenia, że ktokolwiek poza nimi mógłby coś zaproponować czy wymyśleć. Wszelkie ustalenia podawane są albo jako będące autorstwa któregoś z tej pary, albo jako twory bezimienne z kontekstem wskazującym na decydujący o utworzeniu udział obu wspomnianych panów. Teksty podpisane innym nazwiskiem nie dotyczą programu i innych spraw wewnętrznych partii, albo wręcz - jak ostatnio zamieszczony "Naczas: Joanna Senyszyn, czyli jakich zachowań nam nie potrzeba" - wpisują się w promocję osoby przewodniczącego. Jedyna obecnie rysująca się zmiana polega na tym, że sekretarz generalny zostaje usunięty na drugi plan. Duumvirat został zastąpiony jedynowładzą.

Dalej czytamy: "Zapraszam do zapoznania się z tekstami uchwał". Charakterystyczny jest fakt, że chodzi wyłącznie o "zapoznanie się" z niewypowiedzianym, ale realnie praktykowanym wykluczeniem jakiejkolwiek dyskusji, przedstawienia ogółowi członków wątpliwości i zastrzeżeń co do treści tego dokumentu. I znowu można dodać "nihil novi sub sole". W wyniku socjotechnicznych manipulacji władz partyjnych, wszystkie postanowienia SLD powstają w warunkach uniemożliwienia krytycznego oglądu ich treści czy to przez ogół członków, czy - jak niedwuznacznie wynika z publikowanych "sprawozdań" z posiedzeń Rady Krajowej - choćby przez ich reprezentantów. Wyjaśnienie: jak łatwo się przekonać na stronie internetowej RK SLD, wspomniane sprawozdania zawierają jedynie pełne napuszonej frazeologii przemówienia przewodniczącego, sekretarza gen., oraz ew. jeszcze jednej zaufanej osoby, uzupełnione bezsensownymi, ogólnikowymi i bezosobowymi wzmiankami, że coś tam "przedyskutowano", czy "omówiono" bez – jak to wspomniałem – śladu krytycznego przemyślenia treści. W tym kontekście nie dziwi fakt, że po kilku miesiącach powstający kolejny dokument nie zawiera żadnych odniesień do wcześniejszych postanowień, traktuje je jako niebyłe.

Na koniec czytamy: "Wspólnie ze znakomitymi wiceprzewodniczącymi wybranymi przez Kongres: Katarzyną Piekarską, Jolantą Szymanek-Deresz, profesorem Longinem Pastusiakiem i Jerzym Szmajdzińskim, a także nowym Sekretarzem Generalnym, doskonałym organizatorem - Markiem Nawrotem będziemy walczyć ...", z czego niedwuznacznie przebija przekonanie o decydującej roli w partii wymienionego tandemu. Przy tym, z dotychczasowej praktyki wynika, że wzmianka o "znakomitych wiceprzewodniczących" ma charakter czysto grzecznościowy, nie widzę bowiem w żadnej wypowiedzi N. zamiaru odstąpienia od praktyki ścisłego utajniania jakichkolwiek kontrowersji w Zarządzie Krajowym (co powoduje drastyczne ograniczenie ilości osób mających wpływ na decyzje). Przecież np. o tym, że istnieje różnica zdań między panami O. i N. dowiedzieliśmy się oficjalnie dopiero na Kongresie (nb. bez wyjaśnienia - nadal utajnianych - zarówno istoty sprawy jak i szczegółów dotyczących prób rozwiązania sporu na zebraniach Zarządu). Wcześniej, co jest faktem kompromitującym władze partyjne, dowiedzieć się o tym mogliśmy jedynie z mediów. Wszystko to stanowi wymowne świadectwo patologicznego stanu polegającego na tym, że organy wykonawcze zamiast przewodniczyć realizacji poleceń partii, rządzą nią z pogwałceniem obowiązujących procedur demokratycznych opisanych w Statucie (szczególnie art. 8).

Powrót na str. główną


DYSKUSJA NAD KONSTUTYCJĄ. [20 V 2006 r.]

Zarząd Krajowy SLD przedstawił do opiniowania dokument zatytułowany "PAŃSTWO SOCJALNE I DEMOKRATYCZNE. Założenia Konstytucji Programowej SLD". W tym programowym tekście zasadniczy brak polega na pominięciu demokracji i demokratyzmu, których niedostatek stanowi zasadniczy problem zarówno całego państwa polskiego jak i SLD. Chodzi mi przy tym nie o pojęcia fasadowe sprowadzające się do odświętnego, raz na kilka lat, udziału w wyborze władz, lecz na demokratyzmie rzeczywistym polegającym na dialogu władzy ze społeczeństwem. Ponieważ tematem dyskusji jest program partii, w dalszym ciągu będę mówił jedynie o demokracji wewnątrzpartyjnej. Jest zarazem oczywiste, że zarządzanie państwem w sposób demokratyczny nie jest możliwe, jeśli ugrupowanie, które otrzymało mandat sprawowania władzy, samo w swoich szeregach nie przestrzega zasady podporządkowania wybranych przywódców ogółowi członków.

W "Założeniach Konstytucji" czytamy np.: "Nowe SLD powstało dzięki uwzględnieniu swoich wcześniejszych błędów ... Państwo opiekuńcze współcześnie nie może ograniczać się do zwykłego rozdawnictwa ani usprawiedliwiać bierności ... Budowa współczesnego państwa demokratycznego i socjalnego oznacza prowadzenie polityki, która zapobiega przyczynom wykluczenia." I dalej: "ZWROT POKOLENIOWY – ku nowym generacjom, ciągle jeszcze zbyt słabo obecnym w SLD".

Pomijając ogólnikowość całej, przedstawionej przeze mnie fragmentarycznie analizy, uderza w niej przekonanie, że błąd polega na desygnowaniu do kierowania partią osób, które podejmowały niewłaściwe decyzje, a do tego były w nieodpowiednim wieku. W konsekwencji naprawa winna się sprowadzać do wyboru wodza, który błędów nie popełnia, a zarazem jest względnie młody.

Nie muszę chyba przypominać, że takie rozumowanie nie ma nic wspólnego z deklarowaną na wstępie "Konstytucji" lewicowością. Owszem, "wodzowskie" pojmowanie partii jest typowe dla prawicy, a ściślej dla faszyzmu. Jest też sprzeczne z rozsądkiem: nigdy nie było, nie ma i nie będzie człowieka nie popełniającego błędów, a jedynym sposobem na ograniczenie destrukcyjnych skutków tego fatum jest demokratyzm, poddanie kierownictwa kontroli ogółu członków. Miller i jego ekipa zawinili nie tym, że mieli niewłaściwe pomysły, to zdarzy się każdemu. Błąd polegał na tym, że wyobcowali się z partii, nie wypełniali obowiązków zapisanych w statucie partii (dokładnie w punkcie ósmym): nawet nie próbowali podejmować dyskusji, konsultacji, nie poddawali swych poczynań osądowi.

Przykładowo: na wstępie swego premierostwa zobowiązał się do okresowego przedstawiania krytycznej oceny wypełniania zobowiązań wynikających z programu wyborczego partii. Jedyne tego rodzaju resume zostało przezeń wygłoszone w sejmie z okazji 100 dni sprawowania władzy. Jest przy tym znamiennym, że wyraźnie skierowane ono było jedynie do opozycji, która zresztą wykazała zupełny brak zainteresowania, co - jak przypuszczam - skłoniło premiera do zaniechania podobnych wystąpień w kolejnych latach. Żadnych prób, by zdać sprawę w ten sposób wobec ogółu członków partii, zorganizować dyskusję i podsumować jej wynik, nie było.

Innych przykładów lekceważenia partii można wymienić wiele: brak wyjaśnień w sprawie wielokrotnie dokonywanych zmian statutu, brak reakcji na krytykę prasową (np. na alarmujące artykuły w najpoważniejszym miesięczniku lewicowym "DZIŚ"), brak informacji o zgłaszanych do kierownictwa partii opinii zarówno bezpośrednio przez poszczególnych członków jak i ich przedstawicieli w Krajowej Radzie oraz zarządach wojewódzkich itd. Ogólnie rzecz biorąc, postanowienia artykułu 8 p-kty a-d statutu partii zostały sprowadzone do fikcji, co zaowocowało nie tylko tym, że decyzje, podejmowane przez przewodniczącego, nie poddane kontroli członków stwarzającej szanse naprawienia błędów (przecież normalnych dla kondycji najmądrzejszego nawet człowieka), doprowadziły do utraty poparcia społecznego. Drugim bowiem, nie mniej opłakanym skutkiem tego wyobcowania się kierownictwa, jest odejście jednych i bierność pozostałych członków przeświadczonych (być może nawet niesłusznie, lub przynajmniej przesadnie) o tym, że nie mają szans zaistnienia jako aktywni uczestnicy działań organizacji.

Pod tym, tak istotnym względem, nic się nie zmieniło, a jeżeli SLD nie przestanie być partią wodzowską, jeżeli nie będzie w niej realizowany demokratyzm, żadne "konstytucje", czy "kotwice" sytuacji nie poprawią.

Powrót na str. główną


PROBLEM INFORMACJI O SLD. [5 II 2006 r.]

Nareszcie, po długim i daremnym oczekiwaniu, uzyskałem istotny fragment tego, co wg p. 8c Statutu SLD przysługuje mi jako członkowi tej partii: dowiedziałem się, jakie najistotniejsze problemy są dyskutowane przez Zarząd Krajowy, oraz - na marginesie tego oraz w stopniu niewystarczającym - również poinformowano mnie o nastawieniu ogółu członków. Poinformowano mnie bowiem o konflikcie między przewodniczącym a sekretarzem, o ścieraniu się frakcji, rywalizacji o funkcję przewodniczącego, o dyskusjach n. t. możliwości współdziałania z poszczególnymi stronnictwami działającymi w Polsce itd.

Uczucie zadowolenia wynikające z tego sukcesu jest przytłumione przez trzy okoliczności:

- w dalszym ciągu jestem pozbawiony możliwości gwarantowanego przez pp. 8b i 8d uczestnictwa, wpływania na decyzje, które muszą prędzej czy później zostać podjęte przez ZK w związku z wymienionymi kwestiami.

- wiadomości, które otrzymałem są bardzo skąpe, a ich rzeczowość - wątpliwa,

i last not least -

- informację otrzymałem nie ze strony Internetowej Krajowej Rady SLD, z biuletynu, czy w inny sposób właściwy dla działania naszej partii, lecz z Gazety Wyborczej, która podjęła się wyręczyć nasz ZK w zakresie wypełniania jego obowiązków wynikających z p. 8i Statutu.

Z wymienionych trzech powodów niezadowolenia należy zwrócić uwagę na ostatni.

Dopominanie się o to, by władze partyjne (w pierwszej kolejności ZK) szanowały członków i wywiązywały się wobec nich z obowiązku odbierania opinii i informowania o kwestiach dotyczących zasadniczych dyskusji toczonych w organizacji, przypomina przysłowiowe gadanie do słupa (kilka z moich listów wysłanych m. in. w tej sprawie do Zarządu Krajowego zostało wydrukowanych w "Dziś", lub umieszczonych na stronie internetowej gdańskiego SLD, jakiejkolwiek reakcji czy na moje czy innych osób wystąpienia nigdy nie było).

Ostatnio udało mi się, wykorzystując obecność w Gdańsku naszego sekretarza generalnego, skłonić go do krótkiej rozmowy na ten temat. Wynika z niej, że wg kierownictwa, prawo członków do "informacji o działalności partii" (cyt. z p.8c Statutu) sprowadza się do otrzymywania tekstów uchwał i przemówień prominentnych osób, co na stronach internetowych wykonywane jest należycie. Doprawdy, nie potrafię określić, czy takie przedstawienie sprawy to głupota, cynizm, czy bezczelność?

Nie poprzestając na otrzymanym krótkim wyjaśnieniu, którego sens podałem wyżej, nie dając się spławić byle czym, zacząłem konkretnie dopominać się o podawanie poprzez stronę internetową RK SLD informacji nt. dyskusji odbywających się w partii i wówczas dowiedziałem się, że ZK rozważa wprowadzenie zmian w tym środku przekazu i że zmiany te będą "niedługo" wprowadzone. Na pytania: kiedy to nastąpi, dlaczego o tej, tak istotnej sprawie nie ma w Internecie choćby wzmianki i na koniec - dlaczego odbywa się to bez zasięgnięcia opinii członków (p. 8d Statutu!), dla których witryna RK powinna przecież być podstawowym źródłem informacji o działaniu partii, odpowiedzi nie uzyskałem - najwyraźniej cierpliwość prominentnej osoby wyczerpała się.

Wygląda więc na to, że jeżeli nie uda się jakimkolwiek sposobem zmusić Zarządu do respektowania postanowień Statutu, nadal SLD pozostanie partią typu wodzowskiego, w której członkowie są traktowani jako tolerowany ze względów praktycznych dodatek do wodza i jego koterii. Nadal istotne dla partii decyzje będą podejmowane w kuluarach, bez udziału i kontroli nie tylko ogółu członków, lecz nawet z pominięciem Rady Krajowej, która - jak widzę ze sprawozdań na jej stronie internetowej, oraz z wiadomości uzyskanych od jej członków - jest instytucją fasadową.

I jeszcze na zakończenie dodam swoją refleksję dotyczącą wspomnianej wizyty sekretarza generalnego SLD Grzegorza Napieralskiego w gdańskim Klubie Współczesnej Myśli Politycznej. Otóż na spotkaniu najpierw nasz gość mówił nt. "Lewica na polskiej scenie politycznej", a po tym wstępie odbyła się dyskusja - pytania i odpowiedzi. W toku tego uderzający był fakt, że prelegent i słuchacze zupełnie się wzajemnie nie rozumieli, podawane argumentacje niejako mijały się bez punktów wspólnych. Jest to sytuacja typowa w wypadku, gdy w spotkaniu biorą udział dwie strony, które uprzednio nie miały ze sobą żadnego kontaktu, gdy spotkanie nie zostało przygotowane wstępną wymianą opinii. Jest bowiem oczywiste, że w ciągu dwu godzin nie jest możliwe zrozumienie między środowiskami, których opinie kształtowały się przez lata bez wzajemnej wymiany informacji nt., co która strona uważa za błędne, które i dlaczego argumenty są niezrozumiałe itp.. A tak jest właśnie w SLD: "elita" wyżywa się w dyskusjach gabinetowych i kuluarowych, zaś ogół sympatyków lewicy, kształtuje swoje przekonania osobno. I nie ma między tymi dwiema grupami rzeczywistej wymiany informacji, gdyż - jak już wspomniałem - strony internetowe utrzymywane przez partię są zamknięte dla przekazywania opinii, a istniejące w kilku miastach kluby dyskusyjne, obustronnie są lekceważone (obawiam się przy tym, że to lekceważenie ze strony ogółu jest usprawiedliwione - dlaczego tak sądzę, to już osobny temat). Odpowiedzialność za ten stan rzeczy w całości spada na Zarząd Krajowy, który nie wypełnia zobowiązań statutowych, o czym wspomniałem wyżej, a uzdrowienie sytuacji bez zasadniczych zmian w postępowaniu ZK jest mało prawdopodobne.

Powrót na str. główną


UWAGI ZWIĄZANE Z WYSTĄPIENIEM SEJMOWYM POSŁA SZMAJDZIŃSKIEGO
[16 XII 2005 r.]

Otrzymałem 2-gie wydanie biuletynu NI ("NEWSLETTER INFORMACYJNY"). Umieszczono w nim "Wystąpienie posła Jerzego Szmajdzińskiego podczas 4. posiedzenia Sejmu RP w dniu 7 grudnia 2005 r.", którego treść, w moim przekonaniu, winna być możliwie jak najszerzej upowszechniona. Dotyczy ona ustawy budżetowej, jednak dwa jej wątki decydują o tym, że znajomość poruszonych przez posła spraw jest istotna dla każdego z poza grona zajmujących się polityką w sposób profesjonalny (lub zbliżony).

Jeden wątek dotyczy osiągnięć rządów koalicji SLD-UP i częściowo PSL poprzedniej kadencji sejmowej oraz roli tych sukcesów w aktualnej sytuacji kraju. Dokonania te są przedstawione bez odniesienia do kadencji z lat 1993-97 i nie tak szczegółowo, jak w dokumencie zatytułowanym "Informacja o stanie realizacji programu wyborczego koalicji SLD-UP", za to istotne jest wykazanie ich powiązanie z aktualną perspektywą najbliższych lat.

Drugi wątek przemówienia, na który chcę zwrócić uwagę, dotyczy błędów popełnionych przez rząd przy "poprawianiu" ustawy budżetowej przygotowanej przez rząd premiera Belki, a których bez pomocy osoby obytej z interpretowaniem tekstów sejmowych, sądząc z tego czego sam doświadczyłem, czytelnik nie zauważy. Jest to tym bardziej istotne, że jak S. wykazał, charakteryzują one niebezpieczne tendencje zmierzające do powtórzenia błędów AWS i UW, które, jak wiadomo, doprowadziły do katastrofy finansów publicznych i dramatycznego wzrostu bezrobocia.

A przecież nasze społeczeństwo, nie wyłączając członków partii, jest praktycznie nieświadome tego, że odczuwane ubóstwo i zagrożenie bezrobociem są konsekwencją nie efektownie przedstawianych w mediach "afer", lecz wynikają z tego, co ekonomiści ujmują cyframi statystyk, lub co tkwi w dokumentach pozbawionych wzbudzających emocje dodatków. To właśnie przemawia za potrzebą ciągłego propagowania treści zawartych w obu wspomnianych tekstach, które - stanowczo twierdzę - są zbyt słabo eksponowane. Tak więc omawiane przemówienie S. podano tylko w biuletynie docierającym do ograniczonego grona członków SLD. Nie ma go ani na witrynie RK SLD, ani na stronie Klubu Parlamentarnego (sld.kluby.sejm.pl/startns1.html), gdzie miałby szansę trafić na nią internauta, czy to przypadkowy, czy odwiedzający sympatyk lewicy, czy wreszcie członek partii nie otrzymujący biuletynu. Z kolei wspomniana "Informacja o stanie ..." jest tak głęboko ukryta wśród tekstów dotyczących III Kongresu, że dotarcie do niej przy przeglądaniu witryny jest mało prawdopodobne.

Dodatkowe zastrzeżenie powoduje fakt publikowania zarówno biuletynu, jak i innych dokumentów w formatach (przykł. pdf, RTF i tp.) możliwych do odczytania jedynie przy użyciu zaawansowanego oprogramowania, co z góry wyklucza z grona odbiorców niezamożnych posiadaczy starego sprzętu. Stanowczo, jeżeli SLD ma być partią masową, skupiającą nie tylko beneficjentów przemiany ustrojowej, w pierwszej kolejności jej publikacje cyfrowe winny być przedstawiane w formacie tekstowym, lub przynajmniej łatwym do przetworzenia nań jak np. html.

Powrót na str. główną


NOTATKA Z ZEBRANIA KOŁA WRZESZCZ DLN. [03 XI 2005 r.]

Omawiano m. in. pomyślnie realizowaną zbiórkę składek członków na dożywianie wymagających pomocy dzieci w pobliskiej szkole podstawowej, przygotowanie do przyszłorocznych wyborów samorządowych (wobec ubóstwa treści strony internetowej SLD wyłącznie w oparciu o informacje prasowe) i - w znacznej mierze dotyczącego tej sprawy - realizację kontaktu z kołami działającymi w sąsiedztwie. Niestety nie przybył spodziewany przedstawiciel z pobliskiej dzielnicy, ustalono natomiast, że jeden lub kilku naszych członków postara się o zaproszenie do odwiedzenia ich najbliższego zebrania. Należy spodziewać się, że praktykowana w ten sposób wymiana informacji będzie miała korzystny wpływ zarówno na wspomnianą akcję przedwyborczą, jak i na ogólną działalność partii.

Tu kolejna refleksja: statut SLD w art. 8 gwarantuje członkom należytą informację, oraz warunki dla udziału w dyskusji, wyrażania swej opinii itp. Wspomniany fakt wskazuje na to, że ten postulat nie jest spełniany, a ponadto, niezależnie od konieczności respektowania postanowień podstawowego dokumentu organizacji, rozsądek wskazuje, że sytuacja, gdy członek o wydarzeniach dotyczących jego partii dowiaduje się ze źródeł obcych, jest patologiczna. Jak mam np. współdziałać w propagowaniu naszych racji, gdy zaatakowany w gronie osób niezorientowanych, muszę polegać jedynie na wiadomościach z gazety prawicowej?

A nie jest to zdarzenie odosobnione: jednocześnie np. zostaliśmy postawieni wobec faktu zręcznie zmontowanego przez TVN przedstawienia pani poseł Ostrowskiej w sposób tendencyjnie sugerujący nadmierną jej skłonność do alkoholu. I znowu żadnej informacji będącej reakcją organizacji na tą napaść nie mamy. Wymieniam tu dwie sprawy z ostatniej chwili, a sięgając w przeszłość, przykładów podobnych można podać wiele.

Uderzające w tej kwestii jest pomijanie możliwości stwarzanych przez Internet. Zarówno Rada Krajowa jak i niższe szczeble zarządzania SLD posiadają strony internetowe, na których można byłoby umieszczać choćby przynajmniej noty o publikacjach prasowych objaśniających sedno dyskutowanych w kraju kwestii, nie mówiąc o możliwości informowania ogółu członków o tym, co dzieje się w partii, jakie tematy są omawiane w kołach, jak szeregowi członkowie oceniają działalność swoich przedstawicieli itp. (nb. jest to obowiązkiem zarządów wynikającym ze wspomnianego art. 8 statutu).

Powrót na str. główną