Powrót na str. główną



ROZWAŻANIA O PARTII [VI 2018 r.]

Jestem przekonany, że RAZEM jest w stanie osiągnąć powodzenie w przyszłych wyborach do parlamentu. Nie wykluczam przy tym możliwości uzyskania bezwzględnej większości w sejmie. Przekonanie bierze się stąd, że efemeryczne powodzenie Leppera, Palikota oraz podobne ostatnio Kukiza i Petru, a także szereg innych zjawisk wskazują na zmęczenie społeczeństwa obciążającym wszystkich naszych polityków nastawieniem, które określam słowem "partyjniactwo". Zjawiska tego wyborcy nie potrafią zdefiniować poprzestając jedynie na stwierdzeniu, że "wszyscy politycy kłamią" i w głosowaniu kierują się wyborem "mniejszego zła", a szczególnie zwracają się ku tym stronnictwom, które zdołają stworzyć (na ogół chwilowe) wrażenie, że oto zjawił się ktoś inny, niepodlegający tej panującej zgniłej atmosferze. Otóż jeżeli ta diagnoza jest słuszna, partia, która potrafi w swoich szeregach wyzbyć się tej nierozpoznanej przez ogół trucizny i potrafi przekonać o tym społeczeństwo, uzyska znaczące poparcie. I RAZEM jest jedynym lewicowym ugrupowaniem, które ma szanse tego dokonać, gdyż jest już w tej chwili w znaczącym stopniu od partyjniactwa wolna. Pytanie więc należy postawić o przyczynę tego, że wskazana - jak twierdzę główna lub nawet jedyna - zaleta nie spowodowała wzrostu poparcia.

By uzyskać odpowiedź, musimy rozpatrzyć, jak poszczególne nasze działania są oceniane przez publiczność. A nie wygląda to dobrze: jederman czyli przysłowiowy Kowalski uważa, że na lewicy łącznie z RAZEM cała otoczka programowa i ideowa jest tylko formalnym podkładem dla starań kilku osób o intratne stanowiska. Winniśmy zastanowić się nad sprostowaniem tego mniemania.

Jak można się zorientować, najwięcej na kształtowanie wyobrażenia o naszej partii wpływa sprawa ustosunkowania się RAZEM do SLD. Tu mamy stan fatalny. Publiczność uważa RAZEM za jedną z odwołujących się do lewicowości partyjek identycznych pod każdym względem z wyjątkiem osoby "wodza" wysuniętego przez aktualnie panującą koterię (czyli tzw. aparat partyjny). W takim osądzie lewicy, brak u nas oficjalnego przewodniczącego, traktowany jest jako odmiana stosowanego we wszystkich partiach kamuflowania samowładztwa.

Podkreślić należy, że do takiego mniemania o pozornym demokratyzmie naszej partii, przyczynił się fakt, że nie mamy uchwalonego stanowiska wobec inicjatywy jednoczenia lewicy (praktycznie chodzi tu o wchłonięcie przez SLD, czyli podporządkowania całej lewicy eseldowskiemu aparatowi z rozszerzeniem go o kilka osób). W rezultacie sporadycznie w wywiadach udzielane wyjaśnienia są zupełnie niezrozumiałe dla publiczności (dla mnie też). Jak mogłem się zorientować, powszechne jest przekonanie, że my sami, porównując się z SLD potrafimy tylko wytknąć, że Miller 10 lat temu coś tam powiedział o podatkach, że był blamaż pani Ogórkowej i jeszcze kilka innych podobnych bzdetów, czego oczywiście ludzie nie traktują poważnie.

A przecież nasza partia, choć dużo nam brakuje do doskonałości, rzeczywiście różni się od całej polskiej, okulawiałej lewicy. Niestety jednak mamy bardzo niską świadomość tego, co jest naszą główną szansą. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że istotą lewicowości jest demokratyzm uczestniczący, podporządkowanie się woli większości z jednoczesnym zachowaniem własnego zdania i indywidualnej odpowiedzialności za całość. Zdanie, że partia lewicowa musi być wrośnięta w lud, kierować nim i zarazem czerpać z niego inspirację, brzmi jak frazes, ale jest warunkiem przetrwania i sensem istnienia. A świadomość tego w społeczeństwie jest jeszcze mniejsza niż nasza. Ludzie zdają sobie sprawę, wyczuwają, że lewicowość wszystkich tego kierunku partii mimo pięknych haseł i deklaracji jest zafałszowana, a jedynie nie potrafią (podobnie jak my sami) istoty tego fałszu wyartykułować.

Dodatkowo ogół "czuje", że w w parlamencie i w rządzeniu państwem nie ma prawdziwie prospołecznego nastawienia, więc w rezultacie zwraca sympatię ku sporadycznym zdarzeniem jak np. 500+ lub piętnowanie nadużyć, a zarazem popełnione (głównie przez SLD) błędy powodują, że te pozytywy przestały się kojarzyć ze słowem lewica. Wyczuwają również, że rządzący wyobcowali się z ogółu, że nie istnieją narzędzia umożliwiające efektywne (tzn. zawierające wzajemną krytykę, pytania i wyjaśnienia) porozumiewanie się władz ze społeczeństwem i między ich poszczególnymi składnikami. Otóż twierdzę, że tylko nasz partia ma możliwość stać się zalążkiem naprawy tego stanu i jednocześnie wykazać odrębność od skompromitowanej lewicy. Nie jest to jednak łatwe, gdyż sprawa jest zabagniona (tzn. społeczeństwo przyzwyczaiło się do przekonania, że tak musi być, że nic się nie da zmienić), a zarazem istnieją przeszkody zarówno wewnątrz naszej organizacji jak i zewnętrzne.

O przeszkodach zewnętrznych pisałem (m. in. "Dlaczego piętnowanie błędów PiS jest nieskuteczne"), teraz należy zastanowić się nad tym, co trzeba poprawić w naszej partii. Nie jestem tu nowatorem, że wspomnę kilka artykułów ogłoszonych na mównicy (np. Marek Pokropski "Do czego służy partia", Marcin Wolniewicz "Kim jesteśmy i gdzie idziemy", Maciej Śmigielski "Nasz związek z partią i o szczerości w tym związku", Przemysław Czechanowski "Dokąd razem zmierzamy", Leszek Kraszyna "Czym jest przemądrzałość"), z których tezami zgadzam się jednak tylko częściowo.

Chodzi mi w pierwszej kolejności o wspomniane wyżej błędne pojmowanie lewicowości co w konsekwencji daje pomieszanie hierarchii ważności celów i zadań. Odbija się to na wiele sposobów, ale zwrócę ponownie uwagę na to, jak wpływa na przedstawianie partii publiczności. Otóż w wywiadach udzielanych przez nasze członkinie i naszych członków, w przemówieniach, oraz w postach i rozmowach uderza traktowanie naszego demokratyzmu jako sprawy drugorzędnej, czego ostatnim przykładem jest występ Adriana Zandberga w krakowskiej Kuźnicy. Z reguły prezentuje się różne akcje i zamierzenia w sposób typowy dla szukających taniej popularności partyjek, a wyróżniający nas demokratyzm (choć daleki od doskonałości), równość i koleżeństwo pokazujemy publiczności jako mało znaczący dodatek. Ba, nieraz nawet traktujemy przejawy demokratyzmu jako sprawę wstydliwą, którą należy ukrywać (przejawy tego można zauważyć na forum w niektórych postach z dyskusji tematów takich jak np. Krzysztofa Sroki "Wyciek informacji przez linki na forum (potencjalny? :P)" wg Archiwum/Problemy (2015-2017) 2017-05-11, Marcina Wrońskiego " Wynoszenie treści z forum" wg Nasza partia od wewnątrz 2017-04-11 itp.). Jeszcze raz powtarzam, że nie wolno nam dopuścić do tego, by ograniczanie jawności zmniejszało efekt wynikający z zasady "niech mówią o nas dobrze albo źle, byle mówili dużo i często". Sam - na wszelki wypadek wyjaśniam - jestem zwolennikiem pełnej jawności, ale jest to moje prywatne przekonanie bez znaczenia dla sensu artykułu.

Ta naiwna obawa przed kompromitacją wskazuje na potrzebę obszerniejszego omówienia. Brak świadomości tego, że lewica realizuje się w szczerej wymianie opinii, wywołuje również bezsensowne obawy w kontaktach z publicznością. Tu muszę przypomnieć ważną prawdę obowiązującą nie tylko w polityce, lecz również we wszelkich działaniach społecznych: "Nie ważne, czy mówią i piszą o nas dobrze czy źle. Ważne, by mówili i pisali dużo oraz często". Jest to prawda tak oczywista, że wprost trudno sobie uświadomić te własne, wewnętrzne opory powstające w momencie, gdy prawdę tą mamy zastosować wobec siebie. Nie potrafimy zwłaszcza przezwyciężyć obaw wobec oskarżeń, które przecież stwarzają specjalną szansę przedstawienia własnych zalet, lub oczyszczenia się z podejrzeń o tolerowanie i ukrywanie własnych wad. Efekt zaś starcia z krytyką czy hejtem zależy wyłącznie od tego, jak reagujemy, o czym parę słów niżej.

Po pierwsze należy pamiętać o tym, że w praktyce nasza odpowiedź rzadko przekonuje kontrdyskutantów, natomiast bardzo silnie wpływa na opinię o nas, którą wyrobią sobie osoby obserwujące spór. Stąd kilka konkretnych wskazań: nie podnosić głosu, nie dostosowywać się do formy wypowiedzi krytykującego, wypowiadać się szczerze, lecz pamiętać o bezwzględnym zachowaniu szacunku dla każdego, nawet najgorzej nastawionego człowieka, nie podchlebiać, nie stroić się w pozory doskonałości moralnej czy intelektualnej, umieć odważnie i odpowiedzialnie przyznać się do błędu lub wskazać błąd rozmówcy, nie lękać się użycia słowa "przepraszam", itd. Śmiałe wychodzenie na scenę, gdzie jest się oglądanym, ocenianym, obgadywanym itd. stresuje, lecz niezależnie od potknięć i błędów powoduje, że publiczność nieomylnie określi, czy dążymy do bycia razem ze społeczeństwem, czy chodzi nam o słupki poparcia decydujące o szansach uzyskania intratnych posad dla wybrańców. Nie jest to łatwe, gdyż wrogie krzyki, gwizdy i śmiech są głośne, lecz przy właściwej postawie własnej są jedynie zasłoną przykrywającą na pozór niewidoczny sukces w zdobywaniu zaufania większości.

Te wskazania wynikłe ze wspomnianego na wstępie faktu postrzegania naszej partii w konfrontacji z SLD nie wyczerpują dyskusji o potrzebie zmian. Dużo w tej kwestii zawierają materiału artykuły z mównicy, ja natomiast przygotowując się do kongresu muszę podjąć kolejną próbę utworzenia komunikatora łączącego partię ze społeczeństwem. Chodzi bowiem o to, że choć jest ważne, by o nas mówiono, to nie da rezultatu, jeśli sami nie stworzymy narzędzi porozumienia ze społeczeństwem. Podstawę tu stanowią spotkania osobiste, demonstracje, plakaty, dyskusje internetowe itp., co wykorzystujemy w stopniu zadawalającym, bardzo brakuje nam natomiast komunikatorów.

Mamy już jeden, całkiem niezły (zwrócę uwagę na odnośniki do prasy i pomysłowe linkowanie do Fb) ukierunkowany na aktualia. Niestety ubogi tematycznie i rozprowadzany wyłącznie wewnątrz partii. No i ten tytuł ("Newsletter") czyli nazwa zmałpowana z modnej obecnie angielszczyzny. Przecież były na forum przedstawiane propozycje, z których popieram "Razeta" wyraźnie wskazującą tematykę (informacje aktualne). Koniecznie na naszej stronie internetowej, nie oglądając się na to, czy ktoś z oferty skorzysta czy nie, trzeba dać okienko do zapisywania się na darmową jego e-prenumeratę. Dopominam się również o podanie składu redakcji i o uregulowanie jej działalności regulaminem wyjaśniającym cel wydawania komunikatora, reguły przyjmowania materiału informacyjnego i sposób komunikowania się z czytelniczkami/czytelnikami.

Bardzo natomiast brakuje nam komunikatora nastawionego na rozszerzone omawianie problemów z zakresu polityki, społecznikostwa i kultury. Tu mam propozycję nazwania go "Razemis", gdzie trzy litery występujące w słowie "miesiąc" sugerują, że nie będzie w nim mowy głównie o aktualiach. Taki miesięcznik, rocznik, czy w ogóle nie trzymający się kalendarza twór e-prenumerowany winien stanowić zarazem łącznik partii z publicznością o większych niż przeciętne wymagania intelektualne, oraz na wzór Przeglądu Socjalistycznego, Zdania, czy Forum Klubowego stać się zalążkiem nieformalnego partyjnego centrum myśli społecznej i politycznej. Brak takiego komunikatora jest zresztą niezrozumiały, gdyż widać na mównicy, że nie brakuje osób zainteresowanych publicystyką, a w takim środowisku inicjatywa wydawnicza pojawia się spontanicznie, jednak moje kilkakrotne apele o wspólne utworzenie grona redakcyjnego nie dały rezultatu. Być może, jest to wynik nadmiernego zainteresowania własnymi pomysłami ze szkodą dla twórczości cudzej, gdy w pracy redakcyjnej wymagania są dokładnie odwrotne. Wygląda więc na to, że bez pomocy ZK, a nawet mającego wkrótce odbyć się Kongresu nie uda się zebrać odpowiedniego grona do pracy wcale nie wymagającej dużo czasu ani specjalnych umiejętności.

Jak widać z dokonanego przeglądu, uważam, że szanse na zdobycie zaufania społeczeństwa partia RAZEM ma. Należy jednak popracować nad tym, by stała się bardziej autentyczna i odpowiedzialna wobec celów statutowych, szczególnie by stała się zdolna do szczerego i efektywnego komunikowania się ze społeczeństwem.

Powrót na str. główną



WYBRANE MOJE OPINIE I PROPOZYCJE [III 2017 r.]

Post na forum z 2017-03-10. Temat: NASZE BŁĘDY

Kompromitacja lewicy, jej utrata zaufania społecznego powstała jako wynik tego, że ugrupowania (partie, zespoły redakcyjne, stowarzyszenia itp.) tej orientacji odrzuciły zasady demokratyzmu, utworzyły wewnątrz swoich struktur podział na elitę i nie mającą znaczenia resztę, nie szukają porozumienia ani z ogółem obywateli ani ze swoimi członkami, idee i zasady zachowują jedynie pozornie - jako fasadę - w działaniu zaś posługują się prymitywną socjotechniką. Ta opinia, niestety, obejmuje również naszą partię, co skazuje RAZEM na pozycję marginesową. Należy zdiagnozować, jakie popełniamy błędy utrwalające ten stan i, wyciągając wnioski, w osobnym wątku określić co mamy uczynić, by spowodować widoczność spraw wyróżniających nas od skompromitowanych gremiów lewicowych. Moim zdaniem główne nasze błędy to: 1) widoczny brak otwartości na dialog ze społeczeństwem, 2) brak określenia się w stosunku do innych grup lewicowych, 3) brak programu politycznego, czyli opisującego nasz pogląd na sprawowanie władzy w państwie. Specjalnie należy zwrócić uwagę na punkt (1). Prowadzący do porozumienia dialog nie może pomijać spraw trudnych dla każdej z obu stron, wymaga poważnego traktowanie zarzutów i rzeczowego ich rozpatrywanie. Nie może też zawierać wykluczeń: jeżeli powiemy, że bezwarunkowo nie chcemy mieć nic wspólnego z np. PiS-em, SLD, Nowacką czy kimkolwiek innym, postronny obserwator, nawet jeżeli jest wrogo nastawiony do tych wymienionych, odbierze to jako wykluczającą szczere porozumienie się z kimkolwiek skłonność do fundamentalizmu.

Post na forum z 2017-03-24. Temat: CZEGO OCZEKUJĘ OD KONGRESU

Uważam że Kongres zapowiedziany na 2017-05-27/28 w Krakowie powinien uchwalić:

1) nowelizację programu partii (jest aktualnie omawiana na forum),
2) wykładnię podstaw ideowych partii, (tekst na równi z programem ma objaśnić cele, które sobie stawiamy),
3) stanowisko partii w sprawie tzw. jedności lewicy,
4) stanowisko partii w sprawie zasad organizowania władz państwowych,
5) stanowisko przedstawiające wyobrażenie partii o prawidłowym realizowaniu konstytucyjnie ustalonych kompetencji władz państwowych.

Dokładniej treść każdej z proponowanych uchwał przedstawię jako odrębny temat na forum. Całość będzie dostępna w internecie pod adresem http://stachglabinski.pomorskie.pl4

Wyjaśnienie.

Sens istnienia partii politycznej polega na tym, że w wielomilionowej społeczności demokratyczne zarządzanie państwem wymaga jednoczenia się obywateli celem uzyskania realnego wpływu. Jednoczymy się po to, by w Sejmie przeforsować wspólny jeden wybrany postulat (w naszym wypadku "lewicowość"). Jest to zasadniczy cel istnienia partii, wszystkie zaś podejmowane zadania, jak np. udział we władzach lokalnych, akcje propagandowe itd. są to działania jedynie pomocnicze, umacniające jedność i uwiarygodniające partię wobec społeczeństwa. Cel istnienia partii wyrażony w statucie pozostaje stały, natomiast, w imię zachowania jedności, uzgadniamy, że wszystkie inne kwestie ma ustalać uprawniony organ. Organem tym w partii demokratycznej jest ogół członków, w innego rodzaju organizacjach może nim być albo przywódca, albo nieformalnie ukonstytuowany tzw, aparat partyjny, lub naśladujące system demokracji przedstawicielskiej, w praktyce zaś charakterem zbliżone do wspomnianego aparatu, grono wybieranych wielostopniowo przedstawicieli. Podstawową różnicą między zarządzaniem przez przedstawicieli i przez członków jest pełny w tym drugim przypadku dostęp członków do informacji, do udziału w omawianiu procedowanych uchwał i do dyskusji o stanie partii. Jest oczywiste, że fikcją jest lewicowość partii działające w innym niż demokratyzm systemie.

Uzyskanie wpływu partii na zarządzanie państwem zależy od zaufania udzielonego przez możliwie dużą liczbę obywateli. Historia dowodzi, że stosowanie demagogii i socjotechniki daje pod tym względem szanse jedynie partiom prawicowym bazującym na emocjach pobudzanych hasłami pseudoreligijnymi, pseudopatriotycznymi, grupowego egoizmu itp. Lewicowość uznanie zdobywa jedynie przeczącą tym iluzjom racjonalnością, czego dowodzi m. in. stan obecny tzw. lewicy w Polsce. Musimy więc wykazać, że nasza partia podejmuje zobowiązania rzeczowo i odpowiedzialnie, nie w momencie zabiegania o sukces wyborczy, lecz długofalowo, a do współobywateli zwraca się szanując ich podmiotowość i intelekt.

Tak przyjęte założenia wymagają przedstawienia nie tylko programu rzeczowych postulatów, lecz również wykazania, że wynikają one nie ze wskazań koniunkturalnych, lecz oparte są na stałych założeniach ideowych. Zarazem, zgodnie ze wspomnianym - w imię zachowania zasad - odżegnaniem się od koniunkturalizmu, wyborcy muszą wiedzieć jak zobowiązujemy się postępować w różnych układach powyborczych, a na koniec, jaka jest nasza wizja współdziałania władz państwowych co do szczegółów nieobjętych konstytucją.

Post na forum z 2017-03-24. Temat: PROPOZYCJA STANOWISKA PARTII W S. TZW. JEDNOŚCI LEWICY

Nawiązuję do mojego tematu pt. "Czego oczekuję od kongresu"

Proponowany tekst stanowiska:
Partia RAZEM uważa jedność, lub przynajmniej współdziałanie, lewicy za warunek konieczny dla pomyślności Polski. Uzyskanie tej jedności nie może się jednak odbyć z pogwałceniem podstawowych warunków, którymi dla lewicowości są: demokratyzm i podporządkowanie jednostki społeczeństwu. Tak więc jakiekolwiek rozmowy dotyczące czy to programu, czy innych szczegółów możemy rozpocząć jedynie, gdy ustalone zostaną, obowiązujące wszystkie przystępujące do porozumienia organizacje, zasady gwarantujące pełny udział w rokowaniach członków i zasady komunikowania się ze społeczeństwem, a w ustalaniach kandydatur wyklucza się typowe dla partyjniactwa targi o ilość i pozycje na listach wyborczych.

Wyjaśnienie.
Demokratyzm wewnątrzpartyjny na całej lewicy poza RAZEM praktycznie nie istnieje, co sprawia, że podjęcie przez nas rozmów z którymkolwiek ugrupowaniem aspirującym do miana lewicy wymaga od niego istotnej zmiany stosunków wewnętrznych. Podobnie z odnoszeniem się partii do społeczeństwa, jednak w tej sprawie wyjątku nie ma. RAZEM również dopiero musi wypracować sposoby i zachowania dające szansę prawdziwie lewicowej jedności z masami, o czym należy podjąć dyskusję w odpowiednich tematach na naszym forum. Zarazem przypominam, że decydującą rolę demokratyzmu wewnątrzpartyjnego można wykazać np. analizując wydarzenia prowadzące do osłabienia lewicy w Polsce, tak choćby, jak to przedstawiłem w artykule "Poszukiwanie przyczyn złej kondycji polskiej lewicy" (http://stachglabinski.pomorskie.pl/lewica1.html#6.

Post na forum z 2017-03-26. Temat: ROZMOWA PARTII ZE SPOŁECZEŃSTWEM

W wątku https://dyskusje.partiarazem.pl/t/nasze-bledy/18353/26 Zuzanna Jakowicka postawiła pytanie: "jak postrzegasz sprawę poinformowania ludzi, że Razem jest otwarte np. na swobodne dyskusje w internecie?". Odpowiedź - jak sądzę - ma sens jedynie w szerszym kontekście, ogólnego, nieograniczonego do internetu kontaktowania się partii z ludźmi.

Partia może być lewicową jedynie, gdy jest wtopiona w społeczeństwo, stanowi jego część. Podstawą tej jedności jest wzajemne porozumiewanie się, pełne, jak to w życiu bywa kłótni, nieporozumień, pretensji, ale polegające na zaufaniu, pozbawione niedomówień, utajniania wybranych kwestii. Tylko takie bowiem tworzą rzeczywistą więź. Porozumiewanie się takie da się osiągnąć jedynie, jeżeli odbywa się wieloma kanałami, m. in. także przez internet.

Najważniejszy kanał porozumiewania się tworzą osobiste kontakty poszczególnych członków w rodzinie, pracy, na spotkaniach towarzyskich, itp. w tym także (jako marginalny dodatek) na forach internetowych. Na takich kontaktach opierała się siła PPS i KPP nie tylko w warunkach konspiracji, ale i w II Rzeczypospolitej. Główną przy tym rolę odgrywała nie agitacja (często odbierana jako odstręczająca nachalność), lecz zwykłe gesty i słowa. Wynika z tego, że w Polsce, naprawdę lewicową może być tylko partia licząca nie mniej niż 100 000 członków, więc RAZEM tymczasem można jedynie określić jako aspirującą do lewicowości.

Drugi co do wielkości wpływu kanał porozumienia stanowi agitacja (wiecowa, bilboardowa, w manifestacjach itp.). Główną wadą tego kanału jest jego jednokierunkowość na ogół skażona prymitywem myśli skróconej do haseł, dostosowującej argumentację nie do konkretnej osoby, lecz do tłumu jedermanów, istnienie których jest fikcją. Bardzo ograniczona tu jest możliwość powstania, dającej rzeczywistą więź międzyosobową, wymiany opinii.

Tej wady pozbawione jest oddziaływanie przez media, tu jednak występująca mnogość możliwych konkretnych sposobów realizacji wyklucza omówienie w jednym temacie. Z tym założeniem sprawę oczywiście mam zamiar kontynuować.

Powrót na str. główną



WSKAZANIA DLA PARTII [XI 2015 r.]

Partia RAZEM powstała z niezgody na to, jak Polacy marnują możliwości stwarzane przez ustrój demokratyczny, a w szczególności z krytycznego spojrzenia na stosunki panujące na przeżywającej kryzys lewicy. Siłą rzeczy inicjatywa oparta na negacji spowodowała, że obecnie zachodzi konieczność określenia programu pozytywnego zastępującego program utworzony na potrzeby akcji wyborczej w pośpiechu, bez należytego przemyślenia pytania o to, czy wysunięte postulaty stanowią dostateczną gwarancję uleczenia lewicy. Teraz, po gorączce agitacji wyborczej jest czas, by brak ten uzupełnić. A sądzę, że przemyślenia mogą być przydatnymi także innym partiom lewicowym, a może nawet i prawicy.

Istnienie partii jest sednem demokracji czyli udzielenia każdemu obywatelowi jednakowej szansy wpływania na zarządzanie państwem. Jest bowiem oczywiste, że pojedynczy głos nie będzie dosłyszany w wielomilionowym kraju. Stąd powstaje konieczność jednoczenia się tych, którzy zgadzają się co do tego, jakie wybrane sprawy uważają za najważniejsze i jak należy je rozwiązać.

W normalnym trybie postępowania tych kilka uzgodnionych zasad (założeń strategicznych) ujmuje statut zawierający poza tym opis procedur obowiązujących przy ustalaniu rozwiązań problemów o wtórnej wadze. W partii demokratycznej obowiązuje zasada, że wskazania taktyczne ustalane są wg zdania większości członków ustalanej w głosowaniu poprzedzonym ogólną dyskusją regulowaną i ograniczaną jedynie postanowieniami statutu. I tu właśnie powstają wątpliwości, nad którymi każda partia analizująca swoje postępowanie i szukająca wskazań na przyszłość musi się zastanowić.

Jeżeli bowiem popatrzymy na partie lewicowe, to o ile ich statuty poza ogólnikowością celów strategicznych i zasad nie budzą zastrzeżeń, to realizacja postanowień w nich zawartych przedstawia się fatalnie. Darmo, z jednej strony, na stronach internetowych i w publikacjach partyjnych szukać śladu dyskusji niekontrolowanej przez aparat zarządzający, z drugiej zaś powszechne są – przynajmniej u wybijających się na lewicy osobowości – oznaki braku poszanowania woli większości. Znane mi postępki Ikonowicza, Borowskiego, Millera, prof. Szyszkowskiej i wielu innych dowodzą, że pojmowanie demokracji przez nich samych jak i przez ich otoczenie bardzo szwankuje. Brak zainteresowania poglądami innych, niechęć, a raczej niezdolność do podejmowania równoprawnej dyskusji, chorobliwe przekonanie o własnej racji i brak poszanowania woli większości są powszechne, a co gorsza, nie są piętnowane. To szkodliwe tolerowanie łamania zasad demokratyzmu, wynikające z fałszywego wyobrażenia o potrzebie bezwzględnej jedności, powoduje rezygnację z samodzielnej myśli, całkowite poddanie się autorytetowi jakiegoś wodza. A lewica ma być wrośnięta w społeczeństwo, które przecież w większości składa się z jednostek samodzielnych, świadomych swojej wartości, odrzucających kandydatów do pełnienia odpowiedzialnych funkcji, jeżeli swoim postępowaniem zaprzeczają oni prawu obywateli do własnego sądu .To właśnie niedostosowanie do wymagań ogółu jest główną przyczyną słabości lewicy.

Otóż partia Razem, jako jedyna na lewicy postawiła sobie za cel odbudowanie zanikłego w tej formacji ideowej demokratyzmu. Tak więc w pospiesznie – jak to wspomniałem – przyjętych założeniach zastrzeżono odrzucenie funkcji lidera i umożliwiono członkom nieograniczoną swobodę wypowiadania się i wpływania na decyzje. Teraz nadszedł czas, by z namysłem ustalić dokładniej zasady zapewniające demokratyzm zarówno w partii, jak i w jej kontaktach z całym społeczeństwem.

Nie będzie to proste, gdyż w polityce wciąż znajdują uznanie przesądy, Jednym z nich jest przekonanie, iż partia musi mieć władającego nią lidera, co np. w SLD, w warunkach fałszywie rozumianej przez członków lojalności, doprowadziło do powstania wewnątrzpartyjnej dyktatury kompromitującej tą, dotąd najliczniejszą organizację lewicową. Jak wiadomo Razem odrzuca stanowczo tą możliwość, teraz powstaje konieczność takiego unormowania, by nie spowodować przegięcia w przeciwną stronę, by umożliwić wybijającym się jednostkom efektywne działanie podporządkowane jednak woli większości.

Innym z wielu problemów jest bardzo rozpowszechnione, mylne pojmowanie więzi ze społeczeństwem, co jednak wymaga obszernych wyjaśnień w osobnym felietonie. (Druga część artykułu będzie opublikowana w mieokreślonej przyszłości)

Powrót na str. główną



DECYZJA [VII 2015 r.]
Ten tekst został opublikowany w zeszycie z lipca i sierpnia wydawanego w Słupsku miesięcznika "Moje Miasto".

Zrezygnowałem z członkostwa w SLD i poprosiłem o przyjęcie mnie do „Razem”. Nie była to decyzja łatwa. W SLD działałem prawie 17 lat, poznałem tam wiele osób, których przekonania i wynikające z nich czyny powodują, że mam dla nich szacunek i niejednokrotnie wysokie uznanie, a jej Statut, czyli podstawowy, z założenia definiujący tą partię dokument, wyrażał moją lewicowość nie gorzej niż to dotyczyło innych partii i grup zaliczanych do polskiej lewicy. Nastąpiło, co prawda, pogorszenie pod tym względem, gdy dwa lata temu dokonano zmiany wyraźnie wzmacniającej wodzowski charakter funkcji przewodniczącego partii, lecz to nie przekreśliło, lecz jedynie pogorszyło demokratyzm organizacji. Rzeczywista słabość SLD, od samego początku jej istnienia, wynika z tego, że postanowienia Statutu dotyczące praw członków były i nadal są łamane. Zarząd partii działa niejawnie i skutecznie uniemożliwia dyskusje, co razem, przy biernej postawie członków sprawia, że formalnie odbywające się, w teorii mające wyrażać wolę większości głosowania, są fikcją.

Otóż zarówno projekt Statutu, jak i sposób postępowania widoczne w budowanej od podstaw partii RAZEM dają realną, jedyną na przestrzeni czasu od co najmniej 1998 roku szansę utworzenia ugrupowania lewicowego, zachowującego wewnętrzny demokratyzm, bez którego – w moim przekonaniu – lewicowość traci sens. Tak więc, o ile uprzednio wystąpienie z SLD, pozbawiając koleżeństwa z osobami szczerze zaangażowanymi politycznie po stronie ludzi pracy najemnej, odebrało by mi możliwości uczestniczenia w ruchu odpowiadającym moim przekonaniom, obecnie widzę szansę wejścia do wspólnoty spełniającej obydwa te warunki.

Nie ma oczywiście pewności, jak praktycznie ukształtuje się partia RAZEM, widzę jednak, że mam realną szansę oddziaływać na to, jaką ona będzie. W chwili bowiem obecnej na podejmowane w naszym gronie decyzje głównie wpływa siła argumentacji i zdolność przekonywania, nie zaś to, czy przedstawiająca swój sąd osoba jest szeregowym członkiem, czy uczestniczy w zarządzaniu partią.

Nie przywiązuję natomiast wagi do tego, czy wejdziemy do Sejmu. Jeżeli bowiem partia nie zdobędzie zaufania społeczeństwa, to jej lewicowość i przydatność pozostaną wątpliwe niezależnie od tego, czy i ilu posłami będzie się szczyciła, a jeśli ludzie uznają nas za szczerych i wiarogodnych, to bez specjalnych zabiegów, na naszych kandydatów zagłosują.

Powrót na str. główną