Powrót do spisu tematów



LIST DO JOLANTY SZYMANEK-DERESZ (z ramienia SLD posłanka Sejmu RP) [XII 2009 r.]

Od: "Stach" Do: "Jolanta Szymanek-Deresz"
DW: "SLD Redakcja Biuletynu" ; "SLD Rada Krajowa" ; "Wojciech Olejniczak" ; "Grzegorz Napieralski"
Temat: ad Art 8 Statutu SLD
Data: 25 grudnia 2009 19:06

W trakcie spotkania zorganizowanego 2009-12-21 przez Klub Współczesnej Myśli Politycznej w Gdańsku z pani udziałem, w toku dyskusji pojawiły się dwa wątki, które przypominają bolesną sprawę niezachowania gwarantowanych w art. 8 Statutu SLD podstawowych warunków demokratyzmu wewnątrzpartyjnego. Mam na myśli (1) podaną przez panią informację o utworzeniu czegoś w rodzaju komitetu ekspertów d/s międzynarodowych oraz (2) dyskusję nt. wypowiedzi Olejniczaka [Przewodniczący SLD] w TV.

W pierwszej wymienionej sprawie ujawnił się fakt nieinformowania członków partii o ważnych wydarzeniach. Nie tylko bowiem utworzenie tej komórki nie było oznajmione nam na witrynie internetowej www.sld.org.pl, lecz nawet nie istnieje procedura wg której członek partii zgodnie z art. 8.2c Statutu mógłby zwracać się z odpowiednim pytaniem (2009-11-13 na spotkaniu w Gdyni Grzegorz Napieralski na pytanie o taką procedurę nie był łaskaw mi odpowiedzieć, zarazem na listy e-mail wysyłane na adresy centralnych instytucji partyjnych ani nikt odpowiedzi nie udziela, ani nie ma na nie jakiejkolwiek widocznej reakcji). Z tego też względu nie jestem w stanie podać prawidłowo podanej przez panią nazwy wspomnianego komitetu, której nie zdążyłem zanotować.

Podkreślam, że pominięcie wspomnianej informacji jest jedynie jednym z wielu zdarzeń tego rodzaju, gdyż w ogóle istotne dla działania SLD fakty nie są przez Zarząd przedstawiane członkom, nawet gdy o to oni dopominają się. Dotyczy to np. utworzonych ongiś Platform Programowych, rozliczenia się SLD ze spadkiem (w postaci afer, udziału w awanturze irackiej itd.) po autokratycznych rządach Millera, braku regulaminu Rady Krajowej SLD (sesje tej rady są prowadzone wg. widzimisię prezydium obrad), braku programu działania strony internetowej (nazwano ją "strona SLD", w rzeczywistości zaś jej treść nie jest nadzorowana, czy choćby omawiana ani przez ogół członków, ani nawet przez Radę Krajową), proponowanej na ostatnim Zjeździe przez dolnośląski oddział zmiany w Statucie itd. I nie chodzi o to, żeby wszystkie te kwestie objaśnić na stronach naszej witryny internetowej. Być może jest to niewykonalne ze względu na ograniczony czas, którym dysponują kompetentne w tych sprawach osoby, jednak fakt, że ŻADNA z wymienionych i podobnych im kwestii nie została przedstawiona członkom, że nawet zostaliśmy pozbawieni wiadomości o tym, że ktoś dopomina się o ich wyjaśnienie, czy że Zarząd z jakiś względów nie może się wywiązać z tego obowiązku, jest karygodny. A dzieje się to wówczas, gdy na stronie internetowej SLD jesteśmy zarzucani obfitością informacji o zastrzeżeniach do PO i PiS i o lokalnych wydarzeniach jak np. kontrowersje dotyczące teatru w którymś z miast. Te zdarzenia mają swoją wagę, jednak jest ona dla nas nieporównanie mniejsza od tego, co dotyczy żywotnych spraw organizacyjnych i programowych całej partii.

Podobną wymowę ma casus telewizyjnego wywiadu Olejniczaka. Oto okazuje się, że nie ma szans na omówienie wewnątrz SLD różnicy zdań np. jak w tym wypadku dotyczących oceny postępowania generał Jaruzelskiego, a ujawnienie tego rodzaju kontrowersji jest możliwe dopiero w mediach niekontrolowanych przez Zarząd partii. To samo mieliśmy wielokrotnie. Podobnie Napieralski i Olejniczak, gdy powstała między nimi jakaś różnica zdań (nb. do dziś dnia nikt nie wyjaśnił, o co im poszło), jeden wyżalał się w Gazecie Wyborczej, drugi przed jakimś "Radio Z", a wcześniej Miller wypłakiwał się w jakimś gazecidle prawicowym. Jakakolwiek dyskusja wewnątrz SLD jest niemożliwa do przeprowadzenia: strona internetowa jest pod tym względem ściśle cenzurowana, a na sesjach Rady Krajowej, na radach wojewódzkich, czy na spotkaniach prominentów z plebsem, próby podjęcia niewygodnego dla zarządów tematu są skutecznie wytłumiane.

Podkreślić należy, że aczkolwiek za stan ten ponoszą odpowiedzialność wszyscy członkowie partii, którzy to łamanie statutu biernie tolerują, to wina członkiń i członków Zarządu Krajowego jest niewspółmiernie większa. Nie można przy tym tłumaczyć, jak to mieliśmy w czasach PRL, że kompromis sumienia został podjęty w imię uzyskania możliwości działania dla korzyści społecznych, które w tamtych warunkach były niezaprzeczalne. W moim przekonaniu, jeżeli sytuacja nie ulegnie wyraźniej poprawie, ma pani trzy możliwości: albo wymóc ujawnienie (np. na stronie internetowej SLD) swojego krytycznego w tej sprawie stanowiska, albo rezygnacja z członkostwa w Zarządzie, albo świadomy udział w haniebnym procederze.

Stach Głąbiński Członek koła SLD Gdańsk-Wrzeszcz


Od: "Stach"
Do: "Jolanta Szymanek-Deresz"
Temat: ad Art. 8 Statutu SLD
Data: 8 stycznia 2010 14:13

Powtórnie wysyłam do pani list, na który nie otrzymałem odpowiedzi, choćby w formie zawiadomienia o braku czasu na zajęcie się przedstawioną sprawą, istnieje bowiem możliwość, że z jakiś przyczyn nie mogła pani zapoznać się z jego treścią. Ponieważ jednak wspomniana możliwość jest mało prawdopodobna, przypuszczam, że podobnie do pozostałych osób zajmujących stanowiska we władzach partii lekceważy pani członków spoza tego towarzystwa. Przypominam jednak, że niezależnie od zobowiązań jakie każdy (a szczególnie obejmujący odpowiedzialne stanowisko partyjne) członek partii socjaldemokratycznej ma wobec pozostałych członków, obowiązek odpowiedzi na list należy do podstawowych wymogów kultury. Tak to każdy aparatczyk okazując innym swoją dla nich pogardę kompromituje się zarówno jako będący zaprzeczeniem socjaldemokraty jak również jako cham.


Od: "Jolanta.Szymanek-Deresz"
Do: "Stach"
Temat: Re: ad Art. 8 Statutu SLD
Data: 10 stycznia 2010 18:17

Witam, Szanowny Panie,
Dziękuję za Pańskie uwagi. Pani Poseł Jolanta Szymanek-Deresz do 4 stycznia była na urlopie. Na dyżurze poselskim, o ile warunki pogodowe na to pozwolą, będzie 11 stycznia. Oczywiście przekaże  Pańską korespondencje. Z poważaniem,
Litosława Koper Dyrektor Biura Poselskiego Posłanki na Sejm RP Jolanty Szymanek-Deresz ul. Stary Rynek 27 09-400 Płock tel. 024 364 41 51 kom 668 37 31 31
On Fri, 8 Jan 2010 14:13, Stach wrote: Powtórnie wysyłam ...

Powrót na str. główną



KRYTYCZNE SPOJRZENIE NA SLD [7 XII 2014 r.]

"Uwagi po wyborach ..." z XI 2014 zaowocowły wymianą korespondencji. Ponieważ jednak dyskutantki (okazuje się, że panów sprawa nie zainteresowała) nie tyle komentowały, lecz głównie pisały o tym, co dotyczy partii w ogóle, treści listów potraktowałem jako osobny temat
SG

Danuta Seyda 27 Nov 2014 13:45:09
Drogi Kolego, Stachu cenne są Twoje uwagi, ale dla mnie zbyt ogólnikowe i ideowe. Praktyka partyjna SLD rozmija się z teorią i nic dziwnego.Praktyka jest najważniejsza w polityce. Według mnie nic się nie zmieni. Od listopadowej konwencji gdańskiej SLD mamy co mamy. Ci którzy zdobyli przywództwo zrealizowali swoją wizję udziału SLD w wyborach. Efekty są znane. Rządzi beton partyjny. Nie ma to nic wspólnego z metryką ale raczej z mentalnością. Szkoda. Cztery lata zostały stracone. Ja powróciłam do SLD, ale takie SLD mnie nie potrzebuje. Struktura jest skostniała. Jeżeli ten wynik wyborczy w pomorskim województwie nie będzie ostatecznym ostrzeżeniem i Ci Panowie, którzy wywierają największy wpływ nie odejdą sami, to przyjdzie im " sztandar wyprowadzić".

Stach Głąbiński 29 Nov 2014 14:52:15
Nie mogę zgodzić się z widocznym w Pani liście przekonaniem o przeciwstawności teorii i praktyki oraz z równie dającym się zauważyć fatalizmem czyli przekonaniem, że nic się nie da zrobić dla poprawienia złego stanu zarówno SLD jak i całej lewicy.
Gdy chodzi o pierwszy z dwu wymienionych przedmiotów niezgody, przypomnę znane powiedzenie: "nie ma nic bardziej praktycznego niż dobra teoria". Teoria i praktyka nie przeszkadzają sobie, lecz uzupełniają się. Teoria oderwana od praktycznego jej stosowanie jest bezpłodnym filozofowaniem, od którego odżegnywał się Marks, który oburzał się, gdy mówiono o nim jako o filozofie. Z kolei praktyka pozbawiona podstaw ideowych jest tym, co pogardliwie nazywamy politykierstwem, widocznym u naszych aparatczyków, którzy w zapamiętaniu myślą jedynie o uzyskaniu dla siebie i swoich wspólników możliwie licznych głosów wyborczych. Sprawa jest tym bardziej oczywista, że w naszej wymianie korespondencji chodzi o ideologię w znaczeniu zawężonym do treści statutu partii. Wyobrażenie, że możliwe jest efektywne działanie partii bez ścisłego przestrzegania zasad zapisanych w statucie zaprzecza zarówno zdrowemu rozsądkowi, jak i doświadczeniom znanym z historii. Np. wymaganie podporządkowaniu zarządu (w tym oczywiście też lidera) ogółowi członków nie jest wymysłem utopisty, lecz powstało jako wniosek z tragicznych często doświadczeń zebranych w ciągu co najmniej ostatnich 300 lat i nadal jest stosowane z powodzeniem przez wszystkie efektywnie działające organizacje. Wszystkie gremia, które nie przestrzegają tej zasady, doznają uszczerbku proporcjonalnego do skali, w jakiej dokonują odstępstwa.
Szczególnie przy tym ważna jest - ograniczana w SLD niezwykle ostrą cenzurą informacji - jawność dyskusji, bez której nie daje się ani nadzorować pracę zarządu ani uzyskać aktywności czy zaangażowania członków, którzy zamieniają się w bierne, pozbawione inwencji manekiny, lub po prostu odchodzą. Przecież jedną z przyczyn upadku Rewolucji Francuskiej było tępienie wszelkiej krytyki poczynań Robespierre'a, podobnie było ze Stalinem, zaś z przeciwnej strony, wiadomo powszechnie, że przedsiębiorstwa i zespoły naukowe najlepsze mają wyniki, gdy menadżer toleruje uwagi i wnioski podległych sobie osób. Z kolei zaś nie znamy udanego, konstruktywnego a wymagającego udziału większej ilości osób przedsięwzięcia, które przygotowywane i wykonywane było bez nieograniczonego porozumiewania się kierownictwa ze współpracownikami, co jest równoznaczne z jawnością. Gdyby te zasady były przestrzegane w SLD, nie mógłby Miller w latach 2000 do 2004 kompromitować partię swymi flirtami z liberałami i klerykałami czy udziałem w awanturze irackiej, a rozmiary blamażu wywołanego aferą Rywina, czy korupcją sld-owskich prominentów były by znacząco mniejsze. Nb. ostatnio nasz lider po raz kolejny, nie licząc się ze zdaniem partii, naraził partię opinii publicznej współdziałając z Kaczyńskim w burzeniu ładu konstytucyjnego.
Apeluję więc do wszystkich: nie dajcie sobie wmówić, że statut i zasady etyczne są tylko dla ozdoby i głośno sprzeciwiajcie się tak kreowanej działalności! Przestrzeganie ich i w życiu osobistym i w polityce jest konieczne nie tylko ze względów moralnych, lecz także po to, by przedsiębrana działalność dała efekty konstruktywne. A jeżeli przemyślimy sprawę, okaże się, że i wypomniane na wstępie przekonanie o nieskuteczności działań naprawczych jest niesłuszne.

Danuta Seyda 29 Nov 2014 15:10:23
Bardzo dziękuję za odpowiedź, z którą się całkowicie zgadzam, co nie jest w kolizji z moimi gorzkimi uwagami. Nie mam nic przeciwko ujawnianiu mojego nazwiska [dotyczy opublikowania korespondencji - wyjaśnienie SG]. Nie wstydzę się swoich poglądów. Wróciłam 4 lata temu do SLD właśnie z nadzieją na większą otwartość i zmiany.

Genowefa Janczewska - Korczagin 30 Nov 2014 10:17:55
Przecież dla zwykłego obywatela w lewicy nie ma miejsca. Liczy się władza i kasa! Problem religijny to wybór obywatela! Ale praca dla młodych to nikt z lewicy nie chce tego problemu ani analizować ani podejmować się dyskutowania. Nasi władcy mają zabezpieczenie....ja przecież nie jestem członkiem lewicy. Ale nie ma wyboru pracy, młodzi uciekają bo są najczęściej zatrudniani na mieśiąc a potem na kilka miesięcy a potem następny....a potem kolejny następny....nasza lewica ma problem nie tylko z rozumem ale efektem bezrozumia jest brak umiejętności budowania strategii osiągania sukcesów. pozdrawaiam. A strategia budowania sukcesów to nie jest ani marketing ani zarządzanie....

Powrót na str. główną



ŚLEPOTA I OCZEKIWANIE CUDU[V 2020 r.]

2020-04-27 "Akcja Demokracja" [AD] ogłosiła kolejną ankietę w ramach uwierzytelniania powtarzanego sloganu, iż "Akcja Demokracja ..., dajemy możliwość działania na rzecz lepszego, bardziej sprawiedliwego, polskiego społeczeństwa". Niestety to "dawanie możliwości" najwyraźniej dotyczy tylko działań "słusznych" ("sprawiedliwych", "mądrych" lub może jeszcze inaczej?), do których jednak postulowana przeze mnie dyskusja o przyczynach obecnego zamieszania widocznie nie należy. We wszystkich bowiem ankietach i przy innych okazjach o taka rozmowę dopominam się, jednak AD nie tylko nie próbuje mi "dać możliwość" w tej sprawie, lecz nawet pilnie zabiega o to, by wiadomość o takim (domyślam się, że uznanym za "niebezpieczny"?) pomyśle nie dotarła do czytelników obficie produkowanych apeli i ankiet. Widocznie bowiem towarzystwo zarządzające AD uważa, że o ile ankieta poruszająca jedynie kwestie "bezpieczne", "słuszne" i "mądre" "daje możliwość działania" wszystkim w dostatecznej mierze, to zatajenie propozycji wykraczających poza tak określony obszar nie tylko nie jest sprzeczne z "dawaniem możliwości dzałania", lecz wręcz jest obowiązkiem ustrzeżenia publiczności przed czymś w rodzaju zgubnego wpływania.

AD nie jest w tej sprawie oryginalna, nawet więcej, taką troskę o morale społeczeństwa narzucają sobie wszystkie miarodajne organizacje i media w naszej "semidemokracji" (vide Mirosław Matyja "Polska semidemokracja" wyd. WPG 2019 r.), co mniej lub bardziej wyraźnie można zauważyć w praktyce PiS, PO, SLD, Kongresu Obywatelskiego itp., a także na łamach wszystkich mediów łącznie z Gazetą Wyborczą, Przeglądem Socjalistycznym, Tygodnikiem Powszechnym, Kulturą Liberalną, TVP, TVN itd itp., które zgodnie ignorują i przemilczają, czy to wspomnianą nawiasowo książkę M. Matei, czy badania społeczeństwa dokonane przez Fundację Batorego, czy opinie osób (dotyczy także niżej podpisanego) spoza kręgu uznanych przez kręgi opiniotwórcze.

Powrót do spisu tematów



PODMIOTOWOŚĆ CZŁOWIEKA[VI 2020 r.]

Słusznie przywiązujemy wagę do godności człowieka, jednak pojmowanie tego określenia jest często błędne, więc bardziej odpowiada mi nazwanie zjawiska podmiotowością, z której uznanie godności po prostu wynika jako jej częściowa realizacja. Gdy bowiem zabiegamy o godność, często zatrzymujemy się i skupiamy na przestrzeganiu omijania słów, które mogą urazić nazywanym z angielska "political correctness". Określenia: murzyn, Żyd, pedał, komuch, faszysta rzeczywiście używane są w warunkach pogardy, nienawiści itp., co powoduje, że przypisujemy tym słowom moc wywoływania odczucia poniżenia. Jest to jednak uproszczenie. Znamy zarówno przykłady nienawiści wyrażanej np. czynem przy zachowaniu pozorów uprzejmości, jak i użycia dyskryminujących słów dla wyrażenia sympatii.

Twierdzę, że pytanie "do czego zmierzasz (Żydzie, murzynie, komuchu, faszysto itd.) nawet zadane w atmosferze wrogości zostanie przyjęte jako zapowiedź tworzenia wzajemnej empatii i zrozumienia, jeżeli będą potraktowane jako wyraz rzeczywistego zainteresowania myślą konkretnego człowieka, który jako homo sapiens jest podmiotem tworzącym swój świat uczuć, poglądów, pytań i zainteresowań. Swiat, który niezależnie od jego zasobności (na ogół większej u profesora uniwersyteckiego niż u piwosza w knajpie), zasługuje na uznanie i poznanie. To tak, jak (z prowokacyjną przesadą) twierdził Sokrates: ja nie wiem nic, ty nie wiesz nic, zastanówmy się razem nad naszą wspólną niewiedzą, a być może obydwaj odniesiemy z tego korzyść.

Nie można kwestii upodmiotowienia człowieka i przeciwnego temu uprzedmiotowienia, ograniczyć do przedstawionej sytuacji pytania, które zależnie od decyzji uczestników tej wymiany słów, może być zarówno wstępem do dialogu (platońskiego czy sokratejskiego), jak i do wybuchu agresji. Niemal w każdym zdarzeniu człowiek świadomie lub nieświadomie odczuje albo uznanie swej podmiotowości, albo iż potraktowano go jako przedmiot, który wprawdzie (co skłonni jesteśmy uznać) odczuwa emocje (co wymaga zachowania wobec niego zasad "political correctness"), ale nawet jeśli jest zdolny do myślenia, to produkty tego nie mają realnej wartości. A jest to fakt o ogromnym znaczeniu dla stosunków społecznych, gdyż jak twierdzi psychologia (zwłaszcza psychologia rozwojowa), (najczęściej nieuświadomione) poczucie braku uznania podmiotowości powoduje skłonność do agresji, niechęć i nieufność do otoczenia, skłonność do uprzedzeń, do poglądów radykalnych i inne zachowania aspołeczne, czyli te zjawiska, które są odpowiedzialne za patologie życia społecznego, politycznego, kulturalnego i umysłowego widoczne m. in. także w Polsce.

Brzemienne skutkami przypadki uprzedmiotowiania człowieka widzę zwłaszcza w mediach informacyjnych. Należy pomówić o nich, gdyż w tym środowisku szczególnie łatwo można uzyskać poprawę. W naszej publicystyce mamy bowiem zupełny brak dialogu, nadmiar monologów i kazań przy niezrozumiałym, wręcz patologicznym braku zainteresowania ze strony redakcji i autorów reakcją odbiorczyń i odbiorców (zwłaszcza czytelników obojga płci), co dokładniej objaśniłem w artykułach dostępnych w internecie z mojej prywatnej witryny http://stachglabinski.pomorskie.pl. Szczególnie dotyczy to tytułów "Ślepota i zakłamanie" oraz "Diagnoza i apel" (w innym brzmieniu dostępny również ze strony http://wyborcza.pl/7,95891,23189969,dlaczego-pietnowanie-bledow-pis-jest-nieskuteczne.htm)

Powrót do spisu tematów



HEJT, KULTURA I DEMOKRATYZM[VI 2019 r.]

Gazeta Wyborcza głosi zagrożenie hejtem (mowa nienawiści) i piętnuje to zjawisko, co ponoć ma spowodować opamiętanie operujących wyzwiskami i insynuacjami uczestników internetowych połajanek oraz awantur ulicznych. W ostatnich dniach ukazały się dwa teksty szczególnie zabarwione emocjami i iście bigoteryjnym przekonaniem o posłannictwie i własnej doskonałości. Są to:
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,100865,24886943,musial-wieniawa-kurdej-szatan-na-idoli-mlodego-pokolenia.html - 11.06.2019 Żaneta Gotowalska. "Musiał, Wieniawa, Kurdej-Szatan - na idoli młodego pokolenia wylała się fala hejtu za udział w Paradzie Równości" oraz http://wyborcza.pl/7,162657,24885523,700-komentarzy-pod-jednym-tekstem-o-glosujacych-na-pis-kazdy.html - 10.06.2019 20:58 "700 komentarzy pod jednym tekstem o głosujących na PiS. Każdy zawzięty antypisior powinien to przeczytać" listy do redakcji, odpowiedź Grzegorza Wysockiego.

Podstawę do sformułowania zarzutu bigoterii stanowi to, że Autorka, Autor i Redakcja omawiają treści tzw. komentarzy i dyskutują z nimi argumentami sformułowanymi z zachowaniem kultury języka i logiki bez dostosowywania się do niskiego nieraz poziomu adwersarzy. Postępowanie takie zasługuje bezwzględnie na uznanie. Niestety mamy tu typowe działanie "na pokaz", w którym GW usiłuje pokazać czytającym, jak to MY jesteśmy zdolni do dialogu z uznaniem godności przysługującej każdej osobie. Nie znam bowiem żadnego (poza dwoma wskazanymi wyżej) przypadku zainteresowania się autorskiego lub redakcyjnego treściami uwag czytelniczych. Publiczność jest traktowana jako osoby bezmyślne, zdolne jedynie do biernego wysłuchania kazań. A sprawa jest tym poważniejsza, że dotyczy to nie tylko GW, lecz wszystkich znanych mi lewicowych oraz liberalnych zarówno mediów, organizacji jak i członkiń i członków tego, co nazwę demokratyczną elitą intelektualną, że wymienię przykładowo kilka czasopism ("Przegląd Socjalistyczny", "Krytyka Polityczna", "Kultura Liberalna" i in.), blogów (Daniel Passent, Maria Szyszkowska i in.), inicjatywy jak Kongres Kultury i Kongres Obywatelski, oraz wszystkie partie polityczne. W polskiej demokracji dialog jako przejaw uznania zdolności do myślenia każdej jednostki nie istnieje.

We wspomnianych dwu artykułach wyczuwa się pozostawione bez odpowiedzi pytanie o źródło niszczącego społeczeństwo zła, którego najbardziej widocznym przejawem jest hejt. A skoro nie znamy przyczyny, naiwnie sądzimy, że jedynym sposobem jest zwalczanie przejawów. I stąd wynika zarówno bezsilne piętnowanie hejterów jak i prawione im kazania, czy wołanie o kary dla nich. Przy tym wszystkie te sposoby są przywoływane już dość długo, by przekonać się, że są nieskuteczne, co niestety nie skłania do zastanowienia, czy aby nie popełniamy błędu. Szczególnie uderza staranne przemilczanie głosów wskazujących, że przyczyną zła może być coś, co zagraża dobremu mniemaniu o sobie wspomnianych wyżej mediów, organizacji i elity. A mam tu na myśli zwłaszcza książkę Mirosława Matyji "Polska semidemokracja", publikację Fundacji im. Stefana Batorego zatytułowaną "Partie polityczne a jakość polskiej demokracji" (autor Paweł Marczewski), oraz niedopuszczane do szerszego obiegu prywatne opinie. To ostatnie dotyczy m. in. pracy Władysława Bujwida p. t. "Doskonalenie Systemu Społeczno Gospodarczego" (http://klubwmpg.pomorskie.pl/dokumenty/bujwidds.pdf) oraz moich artykułów dostępnych ze strony http://stachglabinski.pomorskie.pl.

Proponuję więc wspólne zastanowienie się nad przyczynami popularności hejtu, który jest po prostu błędnym traktowaniem wymiany zdań, porozumiewania się, dyskutowania. I przedstawiam swoje w tej kwestii zdanie: Powołam się na znane z łaciny twierdzenie, że "scribere scribendo, dicendo dicere disces" (pisania uczysz się pisząc, mówienia zaś - rozmawiając), które wyraża przekonanie, iż umiejętności nabywamy głównie przez samokształcenie i praktykę. Nauczanie, przypominające tresurę prawienie kazań, ma sens jedynie na poziomie elementarnym, w miarę zaś rozwoju coraz większą rolę odgrywa własna inicjatywa, a dotyczy to zwłaszcza dyskursu. I tu właśnie mamy wyjaśnienie: gdy ci, którzy mają wyrobione zasady kulturalnego porozumiewania się, odmawiają prowadzenia dialogu, poprzestają na prawieniu kazań, jako pole zdobywania umiejętności komunikowania się pozostaje dla ogółu podwórko i Facebook, które ofiarują swoje wzory. I rezultat jest taki, jaki mamy. A jeśli nie zaczniemy rozmawiać, nic się nie zmieni.

Dla uproszczenia sprawy poruszyłem jedynie palącą sprawę mowy nienawiści, jednak problem jest znacznie szerszy i skomplikowany. Potrzebny nam jest przemyślenie wielu spraw dotyczących kultury i obywatelskości. Warunek: o dopuszczeniu do głosu musi decydować wartość argumentacji. Nie można pozwalać na to, by tak jak dzieje się to obecnie, pomijane były te opinie, które nie odpowiadają aktualnie lansowanej strategii politycznej, kwestionują autorytet "naszych" osób i organizacji, "mogą źle wpłynąć" na odbiór medium itp. O taki dyskurs apeluję.

Powrót do spisu tematów



O NIECENZUROWANĄ DYSKUSJĘ I O DEMOKRACJĘ UCZESTNICZĄCĄ [VI 2019 r.]

Upominam się o obie, gdyż demokracja bez czynnego udziału informowanych i dopuszczanych do głosu obywateli jest fikcją, a ponieważ porozumiewanie się zarówno władzy ze społeczeństwem jak i wewnątrz każdego z tych dwu składników państwa praktycznie nie istnieje, dyskusja w tej sprawie jest koniecznością. Pisałem o tym wielokrotnie (np. ostatnio p. t. „Nadal to samo") uzasadniając zarazem swe przekonanie o powszechnym braku więzi porozumienia wysyłając te uwagi do redakcji (m. in. Przegląd Socjalistyczny, Gazeta Wyborcza, Trybuna, OKOpress, Zdanie, Krytyka Polityczna), które chyba powinny się sprawą zainteresować. Nie otrzymałem odpowiedzi nawet zdawkowej, co potwierdza fakt braku woli zrozumienia potrzeby dialogu obywatelskiego. Jedyny wyjątek w tej sprawie stanowi postępowanie grupy "Akcja Demokracja" (AD). Niestety ci państwo również nie uznają dialogu prowadzonego jawnie, w sposób umożliwiający udział osób postronnych, gdyż nie tylko treść wymienianej korespondencji nie publikowano, lecz nawet liczne osoby odbierające komunikaty AD nie zostały poinformowane o tym, że ktoś głosi przekonanie o niezbędności porozumiewania się. Sprawa dotycząca potrzeb społeczeństwa została zamknięta w prywatności, co jest pogwałceniem jawności czyli podstawy demokracji uczestniczącej. W tej sytuacji uważam za swój obowiązek opublikowania ostatniej mojej dyskusji e-mail z AD.

śr., 29 maj 2019 o 20:32 Justyna Samolińska Akcja Demokracja napisał(a): Dzień dobry Stach, w zeszłą niedzielę cała Unia Europejska wybierała europosłów i europosłanki. Nad Wisłą wyniki nie nastrajają optymistycznie. Zwyciężyła konserwatywna wizja Polski i Europy. Blisko przekroczenia progu była skrajnie prawicowa Konfederacja. Niepokój budzą także wybory w innych krajach Unii – we Włoszech, Francji czy Austrii bardzo duże poparcie zdobyły faszyzujące partie antyeuropejskie. Są też jednak powody do radości – w Polsce mieliśmy w tym roku rekordowo wysoką frekwencję, co zawsze jest dobrą wiadomością. Bliskie nam wartości, takie jak solidarność, wspólnota, równość, praworządność i troska o środowisko, wciąż mają silną reprezentację w Parlamencie Europejskim, a skrajnie konserwatywne i nacjonalistyczne frakcje pozostają w mniejszości. To zasługa także ruchów obywatelskich, których częścią jest Akcja Demokracja i wiele innych organizacji w Polsce i Europie. Czas po wyborach wykorzystać chcemy na refleksję – zastanówmy się wspólnie, jak najlepiej zaplanować nasze działania przed kolejnym sprawdzianem. Na jesieni odbędą się wybory parlamentarne. To szansa, której nie możemy zmarnować. Pomyśl, które wartości są dla Ciebie najcenniejsze i jak możemy wspólnie o nie zawalczyć – zarówno przy urnie wyborczej, jak i w codziennym życiu obywatelskim. W jaki sposób możemy przekonać innych do tego, żeby dokonali lepszych wyborów jesienią? Już w przyszłą środę będziemy zaczynać pracę nad wyborczym planem działania. Zaangażuj się w przygotowania i pomóż wybrać najważniejsze tematy! To były pierwsze wybory europejskie, do których się przygotowywaliśmy i przy których mobilizowaliśmy społeczeństwo do głosowania – było to możliwe także dzięki Tobie i Twojemu wsparciu. W momencie refleksji nad ich wynikami i dalszymi planami, również potrzebna jest zbiorowa mądrość ruchu Akcji Demokracji. Dołącz swój głos i pomóż sprawić, aby nasze wspólne wartości wygrały. Wskaż, które tematy powinny być priorytetowe w najbliższym czasie. Kliknij temat, który jest Ci najbliższy! PRAWORZĄDNOŚĆ, PRAWA KOBIET, ANTYFASZYZM, KLIMAT, ZDROWIE, INNY TEMAT, Z pozdrowieniami, Justyna Samolińska z zespołu Akcji Demokracji PS Jeśli masz inny pomysł, refleksję czy myśl – podziel się nimi, kliknij tutaj. Zespół Akcji czeka na Twój głos i opinię!

W odpowiedzi na ankietę wybrałem „INNY TEMAT" i objaśniłem wpisując do „okienka":
Potrzebny jest nam dialog obywatelski. W pierwszej kolejności niecenzurowana dyskusja nad jego istotą i sposobami realizacji.

śr., 29 maj 2019 o 22:22 do: Justyna Samolińska | Akcja Demokracja kontakt@akcjademokracja.pl
Mimo dotychczasowych doświadczeń wciąż nie tracę nadziei, że jednak zrozumiecie, iż polityki nie da się realizować racjonalnie, gdy ograniczamy się do socjotechniki traktującej społeczeństwo jako bezmyślną masę poddającą się działaniu bodźców korzyści materialnej, emocji i stadnych odruchów. Na zmiany w polityce duży (wg mnie decydujący) wpływ ma ogólny poziom kultury, a podstawowym czynnikiem budującym w tej sprawie jest to coś, co ja nazywam dialogiem obywatelskim. Stach Głąbiński

pt., 31 maj 2019 o 00:16 Akcja Demokracja napisał(a):
Dzień dobry, całkowicie się zgadzamy z Panem i staramy się jak najwięcej osób zaangażować w obywatelski dialog. Pozdrawiamy serdecznie Iwona Lewandowska z zespołu Aktywistek i Aktywistów Akcji Demokracji www.akcjademokracja.pl

pt., 31 maj 2019 o 09:47 do: Akcja Demokracja kontakt@akcjademokracja.pl
To nieprawda. Nie tylko na łamach waszych e-maili nie ma dialogu, lecz nawet w waszych tekstach nie ma śladu zainteresowania porozumiewaniem się z kimkolwiek czy to w dialogu czy choćby w bardziej prymitywnej formie jak debata, wywiad, lub konstruktywna krytyka. Z pewnością zaś nie ma z dialogiem nic wspólnego ankietowanie, w którym przyjmuje się za pewnik, że ci do których zwraca się badanie, są durniami, że nie potrafią sami uświadomić sobie swoich potrzeb, że pozostaje jedynie zmusić ich do myślenia podsuwając pytania, których oni sami nigdy by bez tej podniety nie wymyślili. Stach Głąbiński

sob., 1 cze 2019 o 00:50 Akcja Demokracja kontakt@akcjademokracja.pl napisał(a): Dzień dobry, każda nasza ankieta zawiera pytanie otwarte o Państwa sugestie, wizje, pomysły. Otrzymujemy wiele odpowiedzi, zróżnicowanych i zaangażowanych. Zawarte w nich propozycje stanowią dla nas ważne informacje o Państwa oczekiwaniach. Nie zawsze są one możliwe do uwzględnienia, np. gdy są jednostkowe, nikt więcej poza jedną osobą nie jest zainteresowany daną sprawą. Pytania zamknięte są wskazówką, które problemy uważają Państwo za najważniejsze; pozwalają nam ocenić ich wagę w społecznym odczuciu. Tak więc dla nas jest to istotne. Jest to jeden ze sposobów porozumiewania się z Państwem. Szanujemy osoby badane i dlatego zwracamy się do nich poprzez ankietę o pomoc. Wiemy jednak, że każdy dysponuje niewielką ilością czasu, nie przepada za badaniami, a szczególnie za wielkimi epistołami. Pozdrawiamy serdecznie Iwona Lewandowska z zespołu Aktywistek i Aktywistów Akcji Demokracji www.akcjademokracja.pl

Stach Głąbiński sob., 1 cze 2019 o 09:09 do: Akcja Demokracja:
Pozostaje mi jedynie nadzieja, że może kiedyś przyjdzie chwila przezwyciężającego marazm zastanowienia się nad sensem i potrzebą dialogu, istotą demokracji uczestniczącej itp. podstawami kultury. Na razie, jak widzę, sprawa jest beznadziejna: wszelkie próby argumentacji wywołują jedynie potok frazesów przeczących temu, co dzieje się w realnym świecie. Stach Głąbiński

Akcja Demokracja pon., 3 cze 2019 o 21:47 do: stachgla@gmail.com
Dzień dobry, ciężko jest nam się porozumieć, ale ja bardzo Pana lubię i cenię Pańskie emocjonalne/racjonalne zaangażowanie. Pozdrawiam serdecznie Iwona Lewandowska z zespołu Aktywistek i Aktywistów Akcji Demokracji www.akcjademokracja.pl

Stach Głąbiński wt., 4 cze 2019 o 09:26 do: Akcja Demokracja:
Porozumieć się łatwiej jest w większym gronie, gdy argumentacja zostaje przedstawiona osobom o różnym nastawieniu. Dyskusja dostępna dla publiczności stanowi zarazem czynnik pobudzający myślenie, poczucie wspólnoty i inne składniki tego, co nazywamy kulturą. Właśnie rażący brak takiego - jak to nazywam - dialogu obywatelskiego jest w znaczącej mierze odpowiedzialny za niski poziom kultury powodujący m. in. tragiczny stan polityki. By nadrobić choć w części stratę wynikającą ze sprywatyzowania, a właściwiej utajnienia tej dyskusji, mam zamiar opublikować naszą korespondencję. Niestety moje możliwości pod tym względem są bardzo ograniczone.

Powrót do spisu tematów