Powrót na str. główną



MARKSIZM. MOJE POSTY NA FORACH INTERNETOWYCH [2016-2017 r.]

2016-11-22 http://smp.edu.pl/marks-dlug-publiczny-i-neoliberalizm/#comment-28
Na omawiany artykuł zwróciłem uwagę, gdyż poza sztampowym wypominaniem wad kapitalizmu i piętnowaniem fałszerstw demokracji podporządkowanej finansjerze, Autor przypomniał o tym, że "Marks i Engels sformułowali ogólne założenia strategii i taktyki rewolucyjnego ruchu robotniczego wobec podatków i długu publicznego w warunkach rewolucji burżuazyjno-demokratycznej". A niestety w praktyce zapominamy, że głównym zadaniem marksistów nie jest - bardzo ważne, lecz drugorzędne - opisywanie wad panującego systemu. Marksizm albo będzie stanowił platformę do tworzenia strategii działania w warunkach, jakie aktualnie istnieją, albo pozostanie atrakcyjną i bezużyteczną ciekawostką filozoficzną, czy socjologiczną lub politologiczną. Niestety w naszym stowarzyszeniu trudno dopatrzyć się wypowiedzi skierowanych na rozpoznanie aktualnych warunków i na wynikające z tego próby formułowania elementów strategii.

Stach Głąbiński 14 grudnia 2016 o 10:21 https://mail.google.com/mail/u/0/#inbox/158f92497743398b
W apelu należy zwrócić uwagę na myśl zawartą w zdaniu „przetestowano różne warianty „aktualizacji” czy „dostosowania do realiów” idei demokracji robotniczej opartej na teorii marksizmu ze skutkiem widomym dziś”. Jestem bowiem głęboko przekonany, że panująca obecnie „tendencja do odrzucenia dziedzictwa Rewolucji Październikowej w imię samowystarczalności idei demokracji burżuazyjnej” wynika z błędów popełnionych w trakcie wspomnianego „testowania idei demokracji”. Nie tyle więc jest potrzebne prostowanie błędnych interpretacji wydarzeń 1917 roku, ile wskazanie wypaczenia idei demokracji takiej, jak ją pojmowali Marks i Lenin. Ogół nie pojmuje sensu i znaczenia Rewolucji Październikowej, gdyż zasłania je obraz współczesnej lewicy skompromitowanej wodzostwem i arogancją liderów z jednej i bezmyślnością hurrarewolucyjnych haseł popartych pustą frazeologią z drugiej strony. Nie zaniedbując prostowania błędnych wyobrażeń o historii, w pierwszej jednak kolejności musimy w szczerej do bólu dyskusji omówić popełniane przez nas błędy.

2017-05-07 założyłem temat "Aksjologia marksistowska" w dziale Burza mózgów/Nasza partia od wewnątrz https://dyskusje.partiarazem.pl/t/aksjologia-marksistowska/19546/11
Jak to objaśniłem na slacku, do uczestnictwa w RAZEM dołączają ludzie wychodzący z różnych aksjologii, powodujący się czy to myślą chrześcijańską, czy humanistyczną, patriotyczną itp. Spróbuję przedstawić swoje podstawowe wyobrażenia o ładzie społecznym nazywając je marksizmem. Jest to nie tyle system pojęć, ile metoda uznawania wyłącznie racji rozumowych opartych na doświadczeniu. Doświadczenie, czyli wiedzę o zjawiskach społecznych czerpiemy z historii, przy tym w pierwszej kolejności wiedza ta ma dotyczyć sklasyfikowania czynników kształtujących społeczeństwo, które z nich odgrywają rolę wiodącą, które zaś są wtórne. Analizy takiej, nazwanej materializmem historycznym dokonał Marks. Wynika z niej, że społeczeństwo istnieje w pierwszej kolejności dzięki temu, że wytwarzanie dóbr potrzebnych do życia jest wydajne tylko w działaniu zespołowym. Fundamentem ładu społecznego jest więc system zorganizowania produkcji zwany bazą. System ten nie może działać bez nadbudowy czyli systemu praw, obyczajów, wierzeń i mentalności (hipoteza memów Dawkinsa). Historia ludzkości jest formowana głównie przez postęp technologiczny udoskonalający bazę i przez dostosowywanie do niej nadbudowy. Aby określić aktualne potrzeby społeczne, należy określić istniejący stan technologiczny i organizacyjny produkcji, oraz rozpoznać konieczne działania, by nadbudowę (ustrój, prawo, szkolnictwo itp.) dostosować do istniejącej bazy. W tej chwili - w moim przekonaniu - jedynym stronnictwem w Polsce zdolnym do efektywnego działania w tym kierunku jest RAZEM.
Jest to oczywiście bardzo uproszczony szkic, czy szkielet, który trzeba uzupełnić szczegółami, co mam nadzieję prowadzić w formie dyskusji i tworzenia nowych tematów na forum.
[Kilka godzin po zapisaniu tego posta, zgłosił się do dyskusji igromencel:] byłoby super, gdybyśmy mieli wewnątrzpartyjny kurs marksizmu dla chętnych.
[Ja:] Proponowany kurs, to może przesada. Powiem: porozmawiajmy o marksizmie. Przede wszystkim należy zastrzec, że wokół tego pojęcia wytworzono ogromne zamieszanie. Obfita mnogość znawców marksizmu spowodowała, że Kołakowski orzekł, iż marksizmów jest wiele, z czym z kolei ja się nie zgadzam. Marksizm, rozumiany zgodnie z treścią tzw. Manifestu komunistycznego (http://www.marxists.org/polski/marks-engels/1848/manifest.htm1) jako czynnik pobudzający przemiany, jest jeden, a za owo rozmnożenie odpowiedzialni są filozofowie, którzy - wbrew zastrzeżeniom Marksa - usiłują z niego zrobić niezwykle skomplikowaną doktrynę filozoficzną. Jestem przekonany, że rację ma Chris Harman (http://pracdem0.republika.pl/grafika/marksizm.w.działąniu.chris.harman.pdf4), który napisał "Bardzo rozpowszechnionym mitem jest pogląd, że marksizm jest czymś trudnym. ... W rzeczywistości podstawowe założenia marksizmu są niezwykle proste".
Tyle wstępu, a jako zaczątek dyskusji proponuję próbę zdefiniowania marksizmu wg http://klubwmpg.pomorskie.pl/teksty/opinie-3.html#34.
10 V 21:31 [agochnio:] Czy ktoś dobrze obeznany z marksizmem jest mi w stanie opisać, co autor tych określeń miał na myśli?
[ja:] Absolutnie nie przyznaję się do "dobrego obeznania z marksizmem", co więcej, przekonany jestem, że aby "być marksistą", czyli posługiwać się w działalności politycznej marksizmem bez popełniania błędów, nie trzeba zgłębiać dzieł teoretycznych. Mimo iż więc nie spełniam podstawowego, postawionego przez AG warunku, spróbuję odpowiedzieć. Otóż wszystkie, z jakimi zetknąłem się, teksty dezawuujące marksizm wychodzą z błędnego wyobrażenia o tej nauce. Nie spotkałem dowodzenia próbującego zaprzeczyć słuszności podstawowej dla niej metodzie określania czynników kształtujących bieg historii, ani pierwszemu wynikającemu z tej metody wnioskowi, iż główną rolę odgrywają tu względy bytowe (byt określa świadomość), dalej że społeczeństwo jest tworem pracy wykonywanej zespołowo, a na koniec, że powoduje to powstawanie niedopasowanie nadbudowy ustrojowej do bazy ekonomicznej. Trudno sobie w ogóle wyobrazić jakimi argumentami można by podważać te - jak podkreślam - quasifundamentalne twierdzenia. Wszystkie znane mi polemiki dotyczą tego, co z tych twierdzeń wynika i to przy błędnym tych wniosków opisie, ale o tym można by mówić jedynie na jakimś konkretnym przykładzie.
22:38 [BobrowiczG:] Nie wierzę też, żeby kapitalizm udało się zlikwidować, bez dużej dozy przemocy.
[ja:] Też wydaje mi się to niemożliwe, jednak należy pamiętać, że marksista nie jest futurologiem, próbuje on na podstawie znajomości historii i stanu aktualnego określić tendencję zmian narzucającą decyzje co do działania w chwili bieżącej. Trzeba oczywiście przewidywać skutki długookresowe, a w braku innych możliwości wykonujemy ekstrapolację. Często zarzuca się Marksowi nieuprawnione wizje futurologiczne (społeczeństwo bezklasowe, wolne od konfliktów, raj na ziemi). Wizja taka była potrzebna ludziom dla zaspokojenia naturalnej żądzy dążenia do ideału. Czy Marks tą swoją wizję traktował dosłownie? Możliwe, że tak, jednak w takim razie, w tym szczególe oczywiście błądził.

2017-05-13
[katarzyna.sobczak.pz] gospodarka oparta na własności prywatnej i dążeniu do zysku jest znacznie bardziej efektywna
[ja:] Kłopot w tym, że własność prywatna przedsiębiorstw właściwie nie istnieje. Własność polegająca na tym, że właściciel ma nieograniczone prawo decyzji, istniała realnie u średniowiecznych rzemieślników, zwłaszcza gdy takowy był partaczem, a więc nie zależał od cechu i rady miasta, względnie od magnata będącego właścicielem miasta. Obecnie nawet nieliczne przedsiębiorstwa nie będące własnością spółki akcyjnej są w podejmowaniu wszelkich decyzji bardzo uzależnione od prawa, decyzji urzędników, banków, związków zawodowych itd. Nie ulega przy tym wątpliwości, że ograniczenia te sprzyjają efektywności. Gdyby tak nie było, przemysł rozkwitał by w tych krajach, w których wspomniane ograniczenia są fikcją, a państwa takie jak Szwecja klepały by biedę. Oczywisty jest także wniosek, że stopień i forma uspołecznienia własności, nie mogą być zadekretowane w sposób dowolny, bez rozpoznania marksowskich warunków bazowych, winny być dostosowane do istniejącej bazy.
2017-05-19 https://dyskusje.partiarazem.pl/t/aksjologia-marksistowska/19546/26
[zesgiepisu:] gospodarka oparta na własności prywatnej i dążeniu do zysku jest znacznie bardziej efektywna ... Sądzę, że - paradoksalnie - oboje macie rację.
[ja:] Wg Marksa poszczególne sposoby produkcji są efektywne na określonym etapie rozwoju. O kształcie sposobu produkcji w istotnej mierze decyduje forma własności środków produkcji. Własność prywatna dawała efekty, gdy technika wytwarzania nie narzucała konieczności współpracy ogromnych zespołów i nie była tak zależna od wielkości środków potrzebnych do uruchomienia przedsięwzięcia realizowanego nieraz w b. długiej perspektywie (np. badanie przestrzeni kosmicznej), zaś ludzie nie byli mentalnie należycie przygotowani do współdziałania. Widoczne zmiany techniki, organizacji i wykształcenia sprawiają, że efektywność bardziej uspołecznionego pojmowania własności wzrasta, a posiadanie indywidualne coraz częściej powoduje zdarzenia szkodzące zarówno zainteresowanym osobom jak i społeczeństwu.

2017-05-21 https://dyskusje.partiarazem.pl/t/aksjologia-marksistowska/19546/28
[m_imielowski:] Nie ma chyba tematu na tym forum o wizjach postkapitalistycznej gospodarki albo o celach socjalizmu
[ja:] Wiele jest spraw wartych poznania, jednak marksizm w pierwszej kolejności jest nastawiony na rozpoznanie istniejących warunków i wydedukowanie z nich wskazań działania w chwili obecnej. Do tego potrzebna jest m. in.znajomość warunków stwarzanych przez aktualny stan techniki i organizacji produkcji (baza). By na tej podstawie określić jakie przy tych warunkowaniach prawa (m. in. dotyczące posiadania środków produkcji) i umiejętności (a więc m. in. edukacja) - czyli nadbudowa - stwarzają warunki rozwoju, należy znać historię kształtowania się bazy nadbudowy (materializm historyczny), co - moim zdaniem - po śmierci Marksa zaniedbano. Uzupełnienie tego braku jest jedną z ważniejszych potrzeb chwili. Rozprawianie o tym i o innych, równie ważnych "potrzebach" wymaga ogromnej wiedzy, osiąganej jedynie zespołowo i możliwej do ujęcia w obszernych tekstach. W praktyce musimy zadowolić się wnioskowaniem uproszczonym, co odbywa się także na nin. forum w tematach nieraz formalnie z marksizmem niezwiązanych.

http://smp.edu.pl/manifest-partii-komunistycznej-a-komunizm 26 maja 2018 o 14:01
Mój komentarz do artykułu Edwarda Karolczuka p. t. „Manifest Partii Komunistycznej” a komunizm
Sensu napisanego przez Karola Marksa i Fryderyka Engelsa na przełomie lat 1847 i 1848 Manifestu Partii Komunistycznej (MK) nie można omawiać w oderwaniu od próby jego realizacji, którą była tzw. I-sza Międzynarodówka (IM). Np. takie odniesienie nasuwa natychmiastową refleksję dotyczącą pojmowania użytych w MK zwrot ów „walka” i „zdobycie władzy politycznej przez proletariat”, lub „wydźwignięcie proletariatu w klasę panującą”, które to dwa ostatnie wyrażenia wielu po prostu zastępuje słowem „dyktatura”. Wbrew bowiem częstemu przekonaniu, zgromadzenie to nie zajmowało się kwestią organizowania bojówek, a praktyka IM nie będc oczywiście kopią liberalnego parlamentu miała ściśle demokratyczny charakter. Podobnych uwag nasuwa się wiele, niestety jednak w literaturze marksistowskiej zbyt mało poświęca się uwagi znaczeniu IM.

Powrót na str. główną





SPOSTRZEŻENIE FUKUYAMY [I 2015 r.]
Tekst ten rozesłałem przez e-mail 2015-01-04

Otrzymałem list zawiadamiający o dostępnej w Internecie interesującej wypowiedzi Franciszka Fukuyama. Za wiadomość jestem nadawczyni bardzo wdzięczny, co chcę wyrazić przedstawiając zarazem swoje uwagi, które powstają w wyniku pobudzenia wyobraźni przez poruszające zdarzenie. W tym wypadku chodzi o przekonanie, iż treść omawianego wywiadu zdradza istnienie błędu i to nie tylko popełnionego przez Autora, lecz również, pośrednio nasuwa przypomnienie potrzeby refleksji nad stanem lewicy. W szczególności mam na myśli lewicę przyznającą się do marksizmu.

Otóż Fukuyama otwarcie przyznaje się do przekonania, iż bieg dziejów nie podlega żadnym poznawalnym prawom pozwalającym przewidywać przyszłe wypadki i skutecznie modyfikować ich szczegóły wg zasady maksimum korzyści przy minimum strat. Marksizm, jak wiadomo zajmuje stanowisko przeciwstawne. Prawa rządzące rozwojem społeczeństwa są poznawalne (materializm), a jedynie skomplikowane zależności tych praw od warunków bazowych i splątanie ich z kształtem nadbudowy (dialektyka) sprawiają, że zdobycie wiedzy o tych regułach jest zadaniem trudnym i - ze względu na zmienność warunków w czasie - wymagającym nieustannego powtarzania, aktualizacji.

Zauważmy krótką wzmiankę we wprowadzeniu do omawianego wywiadu. Chodzi o słowa "... był Marks. Zdaniem Fukuyamy na tym jednak koniec ...", w których zawarto przekonanie FF o wartości i znaczeniu marksizmu, zamykając je jednak w czasie przeszłym. Dlaczego człowiek, którego inteligencja ujawniła się w tym, że mimo wyznawanego agnostycyzmu w kwestiach społecznych zdolny jest docenić wartość sprzecznej z uznawanymi przezeń poglądami metody badania, widzi wartość marksizmu w przeszłości, a nie dostrzega tego współcześnie? Czy zawiodła go ta inteligencja, czy rzeczywiście współczesny marksizm utracił dawniej posiadane walory? Twierdzę, że ani jedno, ani drugie, lecz po prostu wszyscy ci, którzy obecnie deklarują się jako marksiści, marksistami są jedynie z nazwy, co sprawia, iż postronny a prawidłowo rozumujący obserwator spostrzega związane z tytułem "marksizm" wartości jedynie w czasie przeszłym.

Jedni więc z uważających się za marksistów usiłują uczynić z tej naukowej teorii filozofię, co czynią wbrew Marksowi, który swą gruntowną znajomość filozofii traktował jedynie jako narzędzie na równi z ekonomią, antropologią itp.. Należą do nich np. Etienne Balibar ("Filozofia Marksa"), Alain Badiou ("Etyka. Szkic o świadomości zła"), Louis Althusser ("W imię Marksa") i inni. Do zamieszania przyczyniają się zresztą również niemarksiści, którzy posuwają się dalej, wmawiając marksizmowi, że stanowi on system filozoficzny konstruujący światopogląd, w czym wyróżniają się filozofowie chrześcijańscy ze zmarłymi niedawno papieżem Janem Pawłem i księdzem Tischnerem na czele, a w sposób umiarkowany sugeruje taki pogląd niezależny filozof Andrzej Walicki ("Marksizm i skok do królestwa wolności: dzieje komunistycznej utopii") a także najbliższy - jak sądzę - oryginalnej myśli Marksa György Lukács.

Liczniejszą grupę stanowią jednak i zarazem powodują większy zamęt ci, którzy naśladują metodę księdza Benedykta Chmielowskiego zastosowaną w dziele zatytułowanym "Nowe ateny, czyli ..." na przykładzie konia, którego opisywać i definiować nie ma sensu, gdyż "koń jaki jest, każdy widzi", nie zawracają sobie głowy ani wyjaśnianiem, co rozumieją przez marksizm, ani jakie kryteria stosują przy rozróżnianiu, kto jest marksistą, a komu przyznawanie się do tej klasy myślicieli nie przysługuje. Po prostu przyjmuje się, że "marksizm jaki jest, każdy widzi", oraz iż "ja jestem" najdoskonalszym wcieleniem owego "każdego widzącego jaki jest marksizm". Do tej klasy "znawców marksizmu" zaliczam wszystkich znanych mi autorów deklarujących swoją marksistowskość, a także tych, którzy określają siebie jako uważających dzieła Marksa i Engelsa za "interesujące" zachowując ostrożny dystans wobec usiłowań ich kontynuowania. Ci drudzy są to wymieniając przykładowo tych, o których zdarzyło mi się pisać: Leszek Nowak, Slavoj Żiżek i Ernest Mandel.

W rezultacie mamy szereg rażących różnic między wzorcem i tym, co ma być kontynuacją. Najbardziej uderzającym wydaje się fakt, że o ile Marks za podstawę przyjmował fakty ustalane na podstawie gruntownych badań kronik, statystyk i prac naukowych, które poddawał analizie materialistyczno-dialektycznej (znaczenie tego określenia wyjaśniam w artykule pt. "Marksizm"), to jego następcy, w miarę upływu czasu coraz bardziej lekceważą żmudne gromadzenie wiedzy o faktach i poprzestają na spekulacjach przypominających arystotelesowską metafizykę: wytężenie wyobraźni, spojrzenie w niebo (ew. sufit) i przebłysk genialnej myśli rozstrzygającej wszelkie problemy.

O takim stanie rzeczy świadczy m. in. brak marksistowskiej analizy upadku I-szej Międzynarodówki, co o ile w odniesieniu do Marksa, Engelsa i im współczesnych można tłumaczyć brakiem dystansu czasowego, a do pokolenia pierwszej połowy XX wieku koniecznością rozwiązywania bieżących problemów, to obecnie jest dla mnie niezrozumiałe, jak można nie zdawać sobie sprawy z tego, że obecne trudności mają wiele wspólnego z tamtym fiaskiem.

Nie wiele lepiej przedstawia się rozeznanie okoliczności kształtujących np. rewolucje 1905 i 1917 roku, co do których obawiam się, że wartość mają jedynie pisma Lenina i - mimo znanych zafałszowań - prace niektórych teoretyków radzieckich, pozostali bowiem autorzy, w tym nawet tak znakomici jak Luxemburg czy Trocki traktują faktografię powierzchownie (możliwe zresztą jest, że opinia ta wynika z błędów popełnianych przez redakcje udostępniające materiały dotyczące historii marksizmu). Mamy więc z jednej strony szereg dobrych prac opisujących fakty (np. zbiór artykułów na www.1917.net.pl, książka Andrzeja Witkowica "Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923" i wiele innych) i z drugiej brak opracowań syntetyzujących, zestawiających fakty historyczne z tłem społecznym i ekonomicznym. Ilustruje to zaniedbanie fakt, że jako najlepsze całościowe opracowanie historii ZSRR rekomendowano (nie zapisałem kto i na której witrynie lewicowej) paszkwil na bolszewików zatytułowany "Odkłamana historia Związku Radzieckiego" (patrz moje uwagi o tym dziele).

A już zupełnie beznadziejnie przedstawia się kwestia objaśnienia teraźniejszości zwłaszcza w Polsce. Nasi lewicowcy bezradnie usiłują wyjaśnić, dlaczego mamy kompletną klapę i próbują znaleźć lekarstwo, unikając jednak przy tym krytycznej konfrontacji swoich hipotez z faktami. Jedyne opracowania, które uwzględniają wymóg wiązania zmian zakresu sympatyzowania społeczeństwa z faktami to wydane przez Centrum im. Daszyńskiego "Niezbędnik lewicowca" i Rafała Chwedoruka „Przyczyny i uwarunkowania porażki wyborczej SLD w 2011 roku”, których jednak nie można traktować poważnie. Chodzi m. in. o to, że np. Chwedoruk wymienia jako przyczyny ubytku poparcia dla SLD zdarzenia, dla których brak danych potwierdzających ten związek przyczynowy, a pomija te, (m. in. afera Rywina, zgoda na podatek liniowy), które korelują ze spadkiem w sondażach. Na dodatek, ponieważ ta subiektywna selekcja dotyczy faktów obciążających Millera, nasuwa się przypuszczenie, że ten polityk (aktualnie SLD i to przewodniczący, ale poprzednio różnie bywało) zarówno sponsorował obie wymienione prace jak i wymógł dalekie od obiektywizmu warunki konieczne do spełnienia w ich treści.

Jako wniosek z tych rozważań wywołanych uwagą FF wysnuwam apel o wspólne przemyślenie zarysowanego poglądu na błędy popełniane przy usiłowaniu wykorzystania marksizmu do rozwiązywania problemów.

Powrót na str. główną



MARKSISTA [IV 2015 r.]

Opierając się na objaśnieniu, czym jest marksizm, można wyrobić sobie prawidłowy sąd o tym, jakie zobowiązania nakłada na siebie osobnik stwierdzający, że jest marksistą. Ponieważ zaś twierdzę, że m. nie jest ani ideologią, ani doktryną filozoficzną, lecz nauką (gałęzią wiedzy o społeczeństwie), opisując tak określone warunki muszę konsekwentnie przyznać pierwszeństwo metodzie uzyskiwania twierdzeń, przed ich treścią. Np., jeżeli - jak to ma miejsce w przypadku mojej osoby - ktoś uważa, że konflikty międzyklasowe są jednym z podstawowych zjawisk decydujących o stanie współczesnego mi społeczeństwa, to istotny jest sposób, w jaki ten pogląd uzasadniam. Jeżeli uzasadniam to przekonanie tym, że należy ono do tradycji rewolucyjnej, lub że jego prawdziwość udowodnił Marks, albo że wynika ono z dążenia do sprawiedliwości społecznej itp., mam - być może - prawo nazwać siebie lewicowcem czy nawet socjalistą lub komunistą, lecz nie marksistą. Ten ostatni bowiem, owszem, korzysta z dorobku klasyków, którzy przekonująco wykazali, że walka klas kształtowała zarówno całą historię cywilizacji ludzkiej jak i czasy, w których żyli i działali Marks, Kautsky, Lenin i in., ale dodatkowo musi zadać pytanie, czy warunki stwarzające takie powiązanie zjawisk nie uległy zmianie i być gotowym do przemyślenia i przedyskutowania tej kwestii. I odwrotnie: jeżeli spotkam twierdzącego, że walka klas nie odgrywa obecnie zasadniczej roli, lub że ma ona postać inną niż za życia Marksa, nie mam podstaw do twierdzenia, iż nie jest on marksistą, jeżeli nie stwierdziłem u niego braku dążności do racjonalnego uzasadnienia jego przekonania, a przedstawienie mu argumentacji w powszechnym przekonaniu rozstrzygającej sprawę też go nie dyskwalifikuje, jeśli jego błąd współistnieje z gotowością do dyskusji i poszanowaniem mojego, sprzecznego z jego rozumowaniem, sądu. Podobnie winien przedstawiać się stosunek marksisty do innych tez - także tych uważanych za fundament marksizmu. Jeszcze raz podkreślam: marksizm określają nie poszczególne twierdzenia, lecz metoda ich zdobywania, modyfikacji i uzasadniania, co - jak wielokrotnie powtarzałem - dotyczy wszystkiego, co zasługuje na nazwanie nauką.

Marksista winien zarazem uczestniczyć w rozwijaniu tej nauki. Już dzieje jej fundatora wskazują na taką konieczność. Wiadomo bowiem, że poglądy Marksa wciąż ewoluowały zarówno w wyniku zdobywania bardziej szczegółowej wiedzy o czasach przeszłych, jak i wskutek zmiany warunków następującej w biegnącej z czasem rzeczywistości chwilowej, a obydwa te czynniki pozostają aktualne do naszej teraźniejszości, oraz nic nie wskazuje na to, by w przewidywalnej przyszłości coś się pod tym względem mogło zmienić. Owo zaś uczestnictwo jest oczywiście w pierwszej kolejności samokształceniem opartym na źródłach dostosowanych do własnych możliwości umysłowych i posiadanego wykształcenia. Po drugie polega ono na przyczynianiu się do kompletowania faktografii umożliwiającej drogą analizy uzyskanie wiedzy o stanie społeczeństwa. I na koniec - na najwyższej półce - jednostki wyróżniające się realizują tą analizę współtworząc aktualną dla danego momentu historii i dla danego obszaru, ideologię (program) marksistowską obejmującą zarówno twierdzenia dotyczące podstaw teoretycznych jak i wskazówki praktycznego działania. Nie powinien twierdzić o sobie: "jestem marksistą" ten, kto w dziedzinie wiedzy o społeczeństwie nie dokształca się, nie gromadzi wiedzy o wydarzeniach i nie włącza się do tworzenia programu działania przynajmniej jako krytyczny obserwator pracy ludzi bardziej od siebie kompetentnych.

Należy przy tym zwrócić szczególną uwagę na warunek nazwany przez mnie samokształceniem, gdyż nie tylko jest on dostępny i obowiązkowy dla wszystkich, lecz bez niego wypełnienie pozostałych dwu wskazań jest bardzo trudne, a nawet niemożliwe. Przykładem tu jest sam Marks, który aczkolwiek wykonał osobiście gigantyczną, stanowiącą wyżej opisany komplet, pracę, nigdy nie był mędrcem kontemplującym w samotności. Zarówno Engels, jak Lassalle, Dühring i in. przyczynili się do powstania teorii, czy to przez współpracę, zadawanie pytań, czy stawiając błędne tezy. Po prostu prowokowali oni potrzebę szczegółowych wyjaśnień, które okazują się istotnymi elementy teorii. Marksizm nie może istnieć bez przemian i rozwoju, bez ciągłego, krytycznego sprawdzania poprawności i aktualności uzyskanych teoretycznych wskazań, co bez nieustannego dyskursu jest niemożliwe. Przy tym, o ile samokształcenie jako proces ma charakter indywidualny, to baza faktograficzna może funkcjonować jedynie w zbiorowości, której uczestnicy wymieniają i korygują wzajemnie informacje, a ciągły proces formułowania, falsyfikowania i modyfikowania poszczególnych tez również jest możliwy tylko w procesie dyskursu między członkami środowisk o możliwie różnych doświadczeniach.

Słuszność takiego wyobrażenia o istocie bycia marksistą potwierdza się, gdy sięgniemy do historii, gdy wspomnimy okres najbardziej twórczy w rozwoju marksizmu, czas powstawania jego zrębów, lata pierwszej międzynarodówki. Mamy tam w zarysie widoczny opisany wyżej proces złożony z trzech elementów, proces, w trakcie którego, z udziałem szeroko pojętego, masowego uczestnictwa, następuje rozpoznawanie pojawiających się problemów i są podejmowane próby naprawiania błędów. Proces ten jest nieco zaciemniony przez obecność dominującej osobowości Marksa, co - jak sądzę - powoduje zauważalną u dzisiejszych zwolenników marksizmu skłonność ku fundamentalizmowi i do poszukiwania autorytetu czy nieomylnego wodza. Nie mniej ówczesne wydarzenia, nie dość co prawda niestety poznane i przemyślane, potwierdzają wyżej przedstawiony obraz.

Obserwując i charakteryzując postępowanie Marksa (które - jak to zauważyłem na wstępie - stanowi zgodnie z nazwą wzór marksizmu) w trakcie udziału w Międzynarodówce, w pierwszej kolejności widzimy, że jako główny postulat widział on nie walkę klas czy rewolucję, lecz zorganizowaną jedność. Pojmował ją przy tym w formie demokratycznej, jako wynik porozumienia ludzi pracy o różnych przekonaniach. Porozumienia, w którym dominują siła argumentów i wola większości. Sam nigdy nie aspirował do formalnego przywództwa, to ma bowiem służyć głównie organizowaniu wymiany informacji, oraz zapewniać porządek obrad i głosowań. Jeśli następowały wykluczenia, to jedynie w przypadku rażącego sabotowania tych zasad (Bakunin). W marksowskiej Międzynarodówce poprawność ideologiczna, uznawanie poszczególnych haseł itp. miały drugorzędne znaczenie wobec zrozumienia potrzeby jedności działania i ponadnarodowej solidarności, czemu nie przeczy fakt, że wspomniana jedność w praktyce pozostawała odległa od ideału.

Dalsze obciążające marksistę zobowiązania wynikają z tego, iż marksizm ma na celu nie tyko poznawanie (interpretację) istniejących problemów, lecz także ich rozwiązywanie. Wynika z tego konieczność określenia 1-o celu, 2-o metody działania, co uzyskujemy w trakcie wspomnianych trzech czynności. Samokształcenie, udział w tworzeniu bazy faktograficznej i programowanie mają sens tylko o tyle, o ile dają jako rezultat jasno określone: cel i środki, które można i należy wykorzystać i to głównie w chwili bieżącej, ze świadomością ich ew. dezaktualizacji w miarę dokonujących się zmian społecznych i politycznych. Należy podkreślić, że - jak to czynił Marks - kwestie strategiczne, zastanawianie się nad odległą przyszłością, aczkolwiek konieczne do uwzględnienia przy opracowywaniu założeń taktycznych (chwilowych), należy traktować jako drugorzędne z dużą dozą sceptycyzmu. Np. zaangażowany w tworzenie ruchu robotniczego Marks nawet nie próbował opracowywać szczegółowych wskazań dla przewidywanych przyszłych ustrojów, zdawał sobie bowiem sprawę, że to może nastąpić tylko w konfrontacji z problemami stworzonymi przez rzeczywistość społeczną i gospodarczą chwili, w której socjalizm (a tym bardziej komunizm) będzie stawał się rzeczywistością, co wobec rozpadu międzynarodówki oddalało się w czasie. Wyidealizowana wizja komunizmu potrzebna była jedynie do pobudzenia wyobraźni i mobilizacji, konkretne zaś założenia programowe międzynarodówki dotyczyły wyłącznie uzyskania jedności organizacyjnej, podczas gdy nawet hasło rozpoczęcia rewolucji pozostawało jako propozycja na nieokreśloną przyszłość.

Kolejne, co musimy sobie uświadomić, to - często niestety pomijana prawda - że procesy społeczne, w tym także rewolucje, odbywają się spontanicznie, powodowane są zaś w decydującej mierze przez zjawiska z zakresu ekonomii. Wszelkie oddziaływania innego rodzaju (ideowe, socjotechniczne, demagogia, stosowanie przymusu administracyjnego itp) nie są w stanie wytworzyć nieistniejącego zjawiska społecznego. Możliwe jest jedynie wytworzenie impulsu lub stworzenia pretekstu do ujawnienia się istniejącego a nie dość uświadamianego problemu i ew. w ograniczonej skali wpływać na ten istniejący obiektywnie i już ujawniony proces.

Nie będę przy tym chyba posądzony o fundamentalizm, gdy powołam się jako na fakt, iż skuteczne działanie jest możliwe tylko przy zaangażowaniu się w organizacji licznej i mającej na celu zdobycie poparcia większościowego. Ideałem marksisty, człowieka świadomie przyjmującego zasady wypracowane przez Marksa za wytyczne swojego działania jest ten, kto dąży do uczestnictwa w partii spełniającej opisane warunki i uznającej materializm dialektyczny jako teoretyczną podstawę, co wyjaśniłem w przywołanym na wstępie artykule p. t. "Marksizm". Podkreślić należy przy tym, że rola działania zorganizowanego w opisany sposób stanowi jeden z ważniejszych składników dorobku naukowego Marksa, który choć w pracach teoretycznych nie został przez niego wyeksponowany, widoczny jest jako realizowany z pasją i niezmiennie. Np. zarówno Francis Wheen i Isaiah Berlin, opisując życiorys Marksa, wskazują, że główne swe zadanie widział on w stworzeniu podstaw dla zaistnienia organizacji wyrażającej wolę i interesy ludzi pracy całego świata.

Powrót na str. główną