Powrót na str. główną



ZABRAŁ GŁOS PIOTR GADZINOWSKI [VIII 2019 r.]

W trakcie krótkiej wymiany e-mail, którą niżej załączam, zdarzyło się, że Piotr Gadzinowski (PG) odpowiedział na moją uwagę. Fakt stanowi pozytywny wyjątek w powszechnie stosowanym przez lewicowych polityków i redaktorów pogardliwym traktowaniem opinii osób nienależących do wspomnianego gremium. Panuje tam bowiem obowiązek przemilczania tego, co mówią i piszą wszyscy lewicowcy spoza zaufanego grona. Nawet, jeżeli zdarzy się, że jakiś mniej lub bardziej prominentny lewicowiec odpowie gemainowi (wg mojego doświadczenia czyni to regularnie prof. Tadeusz Iwiński, raz zdarzyło się prof. Jerzemu Wiatrowi, no i ostatnio redaktorowi PG o czym wyżej) odbywa się to wyłącznie skrycie, w prywatnej korespondencji, jakby pod presją obawy środowiskowego ostracyzmu motywowanego "pospolitowaniem się". Widać to wyraźnie na witrynie SLD (aktualnie Lewica), która nawet nie zawiera strony umożliwiającej członkom "brać udział w dyskusjach wewnątrzpartyjnych", co gwarantuje statut, widać w tym że zarówno "Przegląd Socjalistyczny", jak i "Zdanie" nie tylko nie mają działu "listy do redakcji", ale w ogóle w ich treści nie potrafię znaleźć choćby śladu zainteresowania tym, co myślą czytelnicy czy szeroko pojęta publiczność (dotyczy to również, twórczości red. Gadzinowskiego) itd.

O ile jednak należy docenić ten akt wyłamania się z obowiązującej w środowisku osób uważających się za elitę lewicy pogardy dla myśli spoza tego towarzystwa wzajemnej adoracji, to jestem zmuszony zastrzec kilka uwag krytycznych. Przede wszystkim zastanawia fakt, że PG zainteresował się moją, marginalną uwagą do apelu Władysława Bujwida (WB), nie zwracając uwagi na sam apel. Mamy tu wyraźnie ukazany sposób traktowania: oto jakiś nikomu nie znany WB wymyślił coś, niech więc sobie roi swoje fantazje, to nikomu nie przeszkadza, natomiast jakiemuś innemu jedermanowi (czyli mnie) przyszło do głowy wątpić w możliwości elity, a to może być zaraźliwe, więc ostatecznie można poświęcić chwilę, by przywołać smarkacza do porządku. Nie chodzi przy tym o przekonanie kogoś, co wymagałoby zażądania ode mnie argumentacji uzasadniającej dyskryminującą ocenę i dyskusji równego z równym. Po prostu: "Źle ci się wydaje" i to powinno gemainowi wystarczyć.

I druga nasuwająca się uwaga, to wynikający z tego, jak reaguje redaktor PG na głosy pospolitych osób, wniosek, że moja opinia o "zlepku dziwacznych postaci zwącym się lewicą" znajduje potwierdzenie. Jest bowiem PG typowym członkiem owej grupy, zaś jego wykazane solipsystyczne nastawienie łączone w jego osobie z lewicowością tworzy zestaw cech przeczących sobie, dziwacznych.

Jak jednak, pomijając typowość PG można opisać "dziwaczność" np. trzech głównych postaci aktualnie pokazywanych we wszystkich mediach jako uosobienie świeżo powstałego tworu reprezentującego lewicę w nadchodzących wyborach? Przede wszystkim Włodzimierz Czarzasty (WC - pisałem o nim w artykule dostępnym z http://stachglabinski.pomorskie.pl/lewica2.html#0) - niby lewicowiec ale dostosowujący się do wyżej opisanego dystansowania się od członków partii, której sam przewodniczy, partii w której notorycznie łamany jest statut, co nb. odbywa się za świadomym ogólnym przyzwoleniem stanowiącym rodzaj zbiorowej aberracji moralnej i umysłowej panującej w tej organizacji. Na dziwaczność dwu pozostałych członków tego triumwiratu składa się szereg czynników, z których wspólnym jest "niedostrzeganie" wspomnianych cech u WC. Niejednokrotnie bowiem obaj koalicjanci krytykowali WC i jego partię, nigdy jednak nie wysuwali zastrzeżeń do jego opisanej wyżej, a zasadniczej dla lewicowca, postawy. Do tego u Biedronia dochodzi jego wątpliwa lewicowość, do której przyznaje się jedynie w momentach wymagających tego rodzaju deklaracji podczas, gdy nieraz od lewicy się odżegnuje. Wątpliwa jest także jego zdolność do dialogu, co wyżej wypomniałem lewicowym "elitom". Brakuje tego istotnego dla demokratyzmu czynnika także Adrianowi Zandbergowi, który aczkolwiek w tym towarzystwie jest najbliższy ideałom lewicy, to podobnie jak wielu innych pojmuje tą ideę jako filantropię, działanie "znającego istotę problemów" mędrca dla dobra bezrozumnych mas, bez ich świadomego i aktywnego udziału. Jest to zresztą błąd popełniany przez socjaldemokratów tak często, że stał się niezauważalnym.

Kopia kilku listów e-mail zainicjowanych przez Władysława Bujwida:
Temat: Jaka przyszłość po wyborach
Data: 2019-08-04 17:25
Nadawca: "wbujwid@wp.pl"
Adresat: "Rada Krajowa SLD"; "Przewodniczący SLD"; "Sekretarz SLD"; "Partia Razem"; "Polska Partia Socjalistyczna"; "PPS Przewodniczący Wojciech Konieczny"; "Robert Biedroń"; "Ruch Odrodzenia Gospodarczego"; "Socjaldemokracja Polska"; "Unia Pracy"; " Andrzej Ziemski"; " Pracownicza Demokracja"; "Piotr Ikonowicz"; "Ruch Sprawiedliwości Społecznej"; "Rada Krajowa FMS"; "Prezes Sławomir Broniarz"; "Przewodnicząca Dorota Gardias"; "Wiceprzewodnicząca OPZZ"; "prof dr hab Paweł Bożyk";
DW: "Eurodeputowany Bogusław Liberadzki"; "Jacek Uczkiewicz"; "Piotr Gadzinowski"; "Klub Współczesnej Myśli Politycznej"; "Lucyna Rutkowska"; "Przeglad"; "PTE Biuro";
      Do kierownictw organizacji lewicowych. Witam. Uprzejmie proszę o rozważenie: Jaka przyszłość czeka nas po wyborach? PIS rozdaje konsumentom dysponowane pieniądze, umożliwiające zakupy dóbr, wyrobów i usług, wytworzonych przez pracowników i twórców, lekceważąc ich poglądy i potrzeby. Niewiele robi dla zwiększania zdolności i poprawiania warunków pracowników i twórców do wytwarzania tych dóbr. Korzysta z dobrej koniunktury i zaciąganych kredytów, które spłacać będą również pracownicy i twórcy. Nasuwają się pytania:
      - Z czego będą spłacać zaciągnięte długi, nie mając większych zdolności i warunków do wytwarzania wyrobów i usług?
      - Co będzie jak pogorszy się koniunktura lub przyjdzie kryzys?
      Odpowiedź jest jedna: Trzeba będzie ograniczyć konsumpcję i odbierać to co się rozdało. Jak można tego uniknąć? Trzeba zwiększać zdolności i poprawiać warunki pracowników i twórców do wytwarzania wyrobów i usług. Kto to zapewni? Ten kto zorganizuje ciągłe doskonalenie systemu społeczno gospodarczego, opisane w opracowaniu zatytułowanym „Doskonalenie Systemu Społeczno Gospodarczego", szeroko rozpowszechnionym od 2016 roku w kręgach lewicy i nauki polskiej. Adres internetowy tego opracowania: http://klubwmpg.pomorskie.pl/dokumenty/bujwidds.pdf Nasuwa się pytanie: Czy lewica tego się podejmie? Odpowiedź da kampania wyborcza, która wkrótce się rozpocznie. Efekty będziemy przeżywać po wyborach. Pozdrawiam i życzę trafnych i pożytecznych decyzji.
Władysław Bujwid wyborca

Dnia 4 sierpnia 2019 18:22 Stach G. napisał(a):
      Wydaje się, że nawet jeżeli PiS zostanie odsunięty od władzy, to nie będzie można mówić o sukcesie: utrzymująca chwiejną większość, rażąca swoją nijakością PO nie zdobędzie się na inicjatywę, a o zlepku dziwacznych postaci zwącym się lewicą lepiej nie wspominać. Wygląda na to, że maximum, na co stać tych państwa, to wyżebranie u publiczności poparcia o ułamek procenta przekraczającego próg wyborczy zapewniając kilku kombinatorom diety poselskie.

Temat: Odp: Re: Jaka przyszłość po wyborach
Data: 05.08.2019 09:21
Od: gadpig@wp.pl
Do: Stach G.
      Źle ci się wydaje. Piotr Gadziniowski

KOMENTARZE:
Genowefa Janczewska - Korczagin 7 sie 2019, 13:07
      Dziękuję za informacje. Czasy się zmieniły bo zmienił się styl komunikacji między ludźmi. Egocentryzm przerasta wszelkie możliwości współpracy za pomocą słowa, które jest narzędziem komunikacji. Jedynym mi znanym i mądrym człowiekiem jest dr Zandberg, którego znam. Lewica jest taka sama jak i wcześniej: składała się z egocentryków, którzy myślą o sobie że są centrum świata a świat kręci się wokół nich.

Zbyszek Sowa śr., 7 sie 2019 o 18:47
      Przeczytałem Pana tekst dotyczący postaw i reakcji tzw. "liderów" lewicy. Niestety, podzielam Pana uwagi i opinie o w/w. Kol. Bujwida znam osobiście i często otrzymywałem Jego teksty, które niezwłocznie przekazywanej do aktywu ROG oraz zamieszczłem na fb z prośbą o opinię, proponując dyskusję i wymianę poglądów. Natomiast co do postaw "liderów", to całkowicie się z Panem zgadzam. Nawet dziś rozmawiałem z jednym z członków ZK - jednym z "Baronów" - sam tego doświadczyłem i wprost powiedziałem, jeźeli w ten sposób będziecie reagowali na głosy-opinię "dołów", to przegracie wybory.

Stach Głąbiński. czw., 8 sie 2019 o 10:40
      O ile otrzymywałem listy wyrażające zgodność sądu, Pan jako pierwszy piszesz "wprost powiedziałem, jeżeli w ten sposób będziecie reagowali na głosy-opinię dołów, to przegracie wybory". Nie wystarczy mieć właściwy pogląd, konieczne jest czynne jego propagowanie przez możliwie liczne osoby. I na tym chyba polega główną słabość lewicy w Polsce. Przecież gdyby w 2004 roku 3/4 członkostwa SLD, zamiast wyrzucać legitymacje, wspólnie zażądało przestrzegania statutowego demokratyzmu, sytuacja była by zupełnie inna! Ten brak zaufania do mądrości grupowej i do sprawczej siły wspólnoty jest naszą słabością, którą często zarzucają Polakom obiektywni obserwatorzy. Brak przekonania o potrzebie łączenia indywidualnych poczynań, obawa przed podjęciem inicjatywy "której przecież pewnie nikt nie poprze", wtrącają nasze społeczeństwo w drętwotę, powodują bezmyślne poparcie dla kolejnego lidera, oczekiwanie na pojawienie się charyzmatycznego wodza. W atmosferze takich przesądów trudno o prawdziwy demokratyzm i tym bardziej o lewicowość czy ściślej - socjalizm. W jednym z artykułów opublikowanych w trakcie inicjatywy zwanej "Kongres obywatelski" napisał ktoś, że podobnie jak w XIX stuleciu potrzebna jest nam "praca u podstaw". Całkowicie się z tym zgadzam. Działania w zakresie polityki i organizowania się lewicy są potrzebne, lecz nie będą skuteczne, jeżeli nie poruszymy mas ludzkich. A tego bez szczerej rozmowy, bez obywatelskiego dialogu nie uzyskamy. Mam więc nadzieję, że tych, którzy ośmielają się żądać prawa do głosu dla wszystkich, będzie przybywało.

czw., 8 sie 2019 o 20:09 Iwona Lewandowska z zespołu Aktywistek i Aktywistów Akcji Demokracji (AD):
      Pana listy są dla mnie zawsze ciekawą lekturą, chociaż nie czuję się kompetentna do dyskusji czy też polemiki z Panem. Ma Pan pełne prawo do własnego zdania. Mój świat jest jednak trochę mniej czarny, możliwe że naiwnie.

Stach Głąbiński pt., 9 sie 2019 o 10:07:
      Doprawdy, można się załamać wobec tak uporczywego (nawiązanie do wcześniejszej dość obfitej korespondencji z AD) zaprzeczania podstawowym regułom moralności, odpowiedzialności i dobrze pojmowanej własnej korzyści! Przecież nie chodzi o to, czy coś jest czarne, czy białe (nie jest takim ani Akcja Demokracja, ani PiS, ani nikt inny), lecz o to, że nie wolno uniemożliwiać wołania o potrzebę naprawiania błędów, że należy postępować tak, by patrząc w lustro szczerze powiedzieć: zawsze staraliśmy się nie kłamać i nie ukrywać prawdy i o to, by nie stać się osobą pozbawioną szacunku i zaufania u innych ludzi, by inni mając z nami do czynienia nie myśleli, iż - może są u nich dobre zamiary, ale znamy ich nieszczerość, więc ... Polskie problemy są wtórnymi przejawami braku zaufania i solidarności wywołanych powszechnością relatywizmu moralnego widocznego także w waszym postępowaniu. Zwalczając PiS usiłujecie wyleczyć chorobę usuwając jej objawy (to też jest potrzebne) a nie przyczynę. I nie wmawiajcie sobie, że ludzie tego nie dostrzegają, że nie zmniejsza to skuteczności waszych usiłowań.

Władysław Bujwid pt., 9 sie 2019 o 15:41
      Ocena jest trafna. Na moje listy do Kierownictw organizacji lewicowych, poruszające poważne problemy, bardzo rzadko dostaję odpowiedź i to lakoniczną. Ale, jak można temu zaradzić?

Stach Głąbiński sob., 10 sie 2019 o 10:19
       Sądzę, że najwłaściwszym sposobem zaradzenia anomaliom społecznym jest pisanie i mówienie o ich przyczynach, dążenie do tego, by sprawę uświadomić możliwie dużej części społeczności, domaganie się od wszystkich, by wobec zjawiska zajęli odpowiedzialne stanowisko. Błędem częstym natomiast jest zwracanie się w takim razie głównie do elity, do jednostek wyróżnionych mocą urzędu lub autorytetu, traktowanie ich nie jako ważnej części społeczności, lecz jako decydujących o biegu wydarzeń. Częste jest przy tak błędnym nastawieniu domaganie się zastąpienia "złego wodza" "dobrym". Jest bowiem faktem, że każdy, nawet najszlachetniejszy, gdy zajmie odpowiedzialne stanowisko i nie podlega stałej oddolnej presji obywatelskiej żądania demokracji i odpowiedzialności wobec ogółu, staje się dyktatorem. Wybór właściwych jednostek i stanowienie dobrego prawa są ważne, decyduje jednak poziom kulturalny, etyczny i cywilizacyjny mas. A formowanie tych cech u ludzi jest możliwe tylko przez dialog. Kazania, nauczanie, a tym bardziej pouczanie "ciemnego ludu" wykonywane przez "światłych mędrców" jest nieskuteczne, gdyż w rzeczywistości lud nie jest tak "ciemny", jak się wydaje, a "mędrcy" są "światli" tylko wtedy, gdy stale są pouczani przez ogół. Tak więc wracam do tezy z pierwszego zdania, że zaradzanie anomaliom społecznym należy przez upowszechnianie dialogu.

Powrót na str. główną





OBJAWIENIE KOLEJNEGO UZDROWICIELA [II 2017 r.]
Uwagi

Na łamach "przegląd-socjalistyczny.pl" opublikowano oświadczenie krakowskiej "Kuźnicy". Tekst ten, jest to kolejny po różnych wyczynach takich jak "inicjatywa" Genowefy Grabowskiej, Jana Hartmana, Kazimierza Kika i Magdaleny Środa, Andrzeja Ziemskiego "10 wskazań dla lewicy" i wiele innych podobnych dzieł, charakteryzujących się przekonaniem Autorów, że - być może - właśnie tym razem uda się trafić na zaklęcie, które w cudowny sposób uratuje polskie społeczeństwo, a ściślej - przywróci do życia zdychającą polską lewicę. Wszystkie te inicjatywy odznaczają się jeszcze jedną istotną cechą: uzdrowieńcze zaklęcia nie są poprzedzone opisem poprzedzających stan obecny wydarzeń, prowadzącym do wykrycia przyczyn klęski. Szczególnie zaś uderza brak pytania o własną odpowiedzialność, próby oceny własnych czynów. Zasada wg której naprawianie zarówno świata jak i lewicy należy zaczynać od siebie i od swego środowiska jest tym wszystkim paniom i panom obca.

Widoczne jest to także w omawianym oświadczeniu Kuźnicy. Mamy tam apel o zaprzestanie jakiś "ataków" i apel o wspólne zwalczanie "szału ekstremizmów, narodowych egoizmów, etnicznych i religijnych konfliktów". Obydwa apele są bez sensu i nie pozostawiają wątpliwości co do tego, że ich Autorzy, wg własnego mniemania, w niczym nie przyczynili się do powstania zła i sami nie potrzebują zmienić swojego postępowania.

Co do pierwszego "apelu", ponieważ Autorzy nie wyjaśnili, jakie konkretnie "ataki" mają na myśli, spróbowałem odnaleźć je na łamach - przede wszystkim "Zdania", ale również - Przeglądu Socjalistycznego, "lewica.pl", Krytyki Politycznej, a na koniec na stronach internetowych partii lewicowych. Owszem, znalazłem tam obfitość "ataków", lecz prawie wyłącznie skierowanych na "ratowanie od szału ekstremizmów" upostaciowanych przez PiS, Kaczyńskiego itp., a więc zgodnych z tym, czego w "drugim apelu" życzy sobie "Kuźnica". No, owszem, udało się znaleźć kilka zdań oskarżających SLD o wodzostwo i ciągoty prawicowe. Rezygnacja jednak z omawiania poczynań lewicy oznacza przekonanie, że jeśli nie będziemy mówili o błędach, to one po prostu znikną, jak śmieci ukryte pod pięknym dywanem.

Nie wołają się więc Autorzy apelu o krytyczne myślenie, lecz przeciwnie, proponują bezmyślność. I tu nasuwa się podejrzenie, że wszyscy nasi naprawiacze lewicy, zarówno z Kuźnicy jak i poza nią, są zafascynowani powodzeniem w rodzaju tego jakie osiągnęli Jan Paweł II, Rydzyk, Kaczyński, Wałęsa, a dawniej Hitler i Mussolini. Wyobrażają sobie, że ruch społeczny może osiągnąć sukces jedynie przez bezmyślne i bezwzględne poddanie się autorytetowi. Nie wiedzą, że autorytaryzm sprawdza się jedynie na prawicy, na lewicy zaś zawsze w historii, poczynając od Robespierre'a, a kończąc na Stalinie, prowadzi do klęski. Lewica może funkcjonować tylko w warunkach racjonalności i demokratyzmu, przy szczerym do bólu omawianiu własnych zarówno błędów jak i osiągnięć, czy szans.

I tu kolej na objaśnienie drugiego "apelu". Nie ma sensu "ratowanie od szałów", które powstają jako wynik pustki spowodowanej przez zanik racjonalności i demokratyzmu. Historia dowodzi niezbicie, że okresy tryumfu miraży prawicowych następują tylko wtedy, gdy lewica zdradza swoje zasady, odchodzi od pobudzającej myśl dyskusji, traci zaufanie, zrywa więź ze społeczeństwem pozostawiając wolne pole demagogom.

W tym momencie narzuca się okazja do wypomnienia Kuźnicy, oraz wydawanemu przez nią kwartalnikowi "Zdanie" jednego z własnych błędów. Otóż uderza u nich lekceważenie czytelnika, a raczej - bardziej ogólnie - odbiorcy myśli, których generowanie stawia sobie za cel - przynajmniej formalnie - każde ugrupowanie epatujące się określeniami kultura, społeczność czy intelektualizm. A przecież w "Zdaniu" nie ma nawet tak powszechnego w prasie działu "Listy od czytelników", w publicystyce zaś nie ma śladu zainteresowania odbiorem przedstawianych treści, nie mówiąc już o podmiotowym traktowaniu czytelników, o uznaniu, że mają oni jakieś własne poglądy, z którymi musi publicysta liczyć się, jeśli chce przekonywać swoją argumentacją. Wszystkie artykuły są to monologi, których znakomici Autorzy nie rozumieją tego, że na lewicy, wbrew pozorom, nie ma biernych, pragnących bezmyślnego poddania się autorytetowi odbiorców kazań. Publicystyka nasza ma sens tylko wówczas, gdy nie jest kazaniem, nauczeniem "ciemnego ludu", lecz prowadzi do dialogu. Artykuł albo inicjuje dialog obejmujący czytelników, innych autorów i działaczy politycznych, albo jest pomyłką. Z kolei zaś sam dialog, by zawiązał się na kanwie inicjującego artykułu, wymaga zachowania proporcji: minimum 50 % słuchania racji innych, minimum 30 % rozważania tego, co sądzą inni i maximum 20 % własnego mądrzenia się.

W konkluzji proponuję zastąpienie obu apeli jednym - o odrzucenie praktykowanego solipsyzmu, o zainteresowanie się opiniami innych - poza samym sobą - autorów artykułów, listów, czy tzw. postów na forach. Niech każdy z publikujących w Zdaniu, w Przeglądzie Socjalistycznym, w Krytyce Politycznej itp. choć częściowo opanuje przemożną chęć zajmowania się wyłącznie własnymi pomysłami i niech spróbuje szczerze opisać, co sądzi o poglądach przedstawianych przez koleżeństwo po piórze i przez czytelników. Obecna, bezkonfliktowa, zgniła atmosfera towarzystwa wzajemnej adoracji, w którym obowiązuje zasada wzajemnej bezwzględnej tolerancji i "niedostrzegania" błędów, jest odpowiedzialna za widoczne totalne ogłupienie, zostawiające wolne pole demagogii i szaleństwom.

Powrót na str. główną





NA LEWICY BEZ ZMIAN [XI 2016 r.]
Refleksje po utworzeniu organizacji p. n. „Partia Socjaliści".

Do przypomnienia faktu wyrażonego w tytule skłoniło mnie powstanie nowej (z dat na forum wynika moment utworzenia IV-V 2016), bardzo lewicowej i prawdziwie socjalistycznej partii (celowa ironia wyrażająca moje przekonanie o braku u inicjatorów niezbędnej dozy sceptycyzmu przy nadmiarze przekonania o wartości własnego ego), która na swojej witrynie internetowej przedstawiła deklarację ideową i program. Obydwa te dokumenty bardzo, nie tylko - jak to wspomniałem - lewicowe i socjalistyczne, ale również prospołeczne, równościowe, sprawiedliwe itd. itp. nie wyjaśniają, jak partia ma zamiar komunikować się ze społeczeństwem, któremu w założeniu ma służyć. Powstaje więc wątpliwość, czy może jednak po uzyskaniu od ogółu obywateli mandatu do sprawowania władzy będzie uszczęśliwiała nas tak, jak to czyniło ongiś SLD, bez porozumiewania się ze społeczeństwem,? Czy swoje zamiary, a także sukcesy i błędy (te przecież zawsze się zdarzają, przecież errare humanum est) będzie omawiała w ogólnie dostępnym dyskursie, czy raczej tak, jak to czynił Miller poprzestanie na komunikatach i pouczaniu? A właśnie czytelnik owych dokumentów, zachęcany zakładką „Dołącz do nas" widzi, że od czasów wspomnianego premierowania w wykonaniu Leszka Millera wciąż mamy „na lewicy bez zmian". I nie jedynie brak odpowiedniej deklaracji spowoduje sceptycyzm czytelnika, lecz również widoczny, typowy dla wszystkich polskich ugrupowań lewicowych brak zainteresowania jakimkolwiek dialogiem. Poza wspomnianym bowiem brakiem wyraźnego stwierdzenia w „deklaracji" woli zerwania z tradycją lekceważenia opinii swoich członków i zwolenników (nie wspominając o równie ważnym braku zainteresowania opinią publiczną, czyli całym społeczeństwem) uderza na witrynie brak miejsca przewidzianego na komentowanie korespondencji napływającej na adres podany w zakładce „Kontakt".

Podobnie niezrozumiały w kontekście deklarowanej lewicowości i otwarcia na jakąś współpracę jest brak określenia swojego stosunku do istniejących przecież innych lewicowych ugrupowań zarówno oficjalnie określających swoją tożsamość organizacyjną jako partie, stowarzyszenia, fundacje itp., jak i innych, jak np. skupionych wokół redakcji czasopism, witryn internetowych itd.. Ba, PS wyraźnie stwierdza, że owa niesprecyzowana współpraca dotyczy jedynie „organizacje pozarządowe oraz zwykłych ludzi lewicy" i to nie wszystkich, lecz jedynie ludzi „lewicy socjalistycznej, walczącej o interesy większości". Zastanawia w tym ostatnie zawężenie zakresu współpracy. Wobec pominięcia w deklaracji o współpracy istniejących ugrupowań przypisujących sobie lewicowość, powstaje przypuszczenie, że wykluczenie dotyka wszystkich zbrukanych członkostwem w innych niż PS związkach.

Jest więc w „deklaracji" wezwanie „zapraszamy do współpracy wszystkie organizacje pozarządowe oraz zwykłych ludzi lewicy" i westchnienie o „kongres prawdziwej lewicy", nie mamy jednak wyjaśnienia, ani jak ma wyglądać „współpraca", ani wg jakich kryteriów mają być rozpoznawani ludzie „lewicy socjalistycznej, walczącej o interesy większości - o interesy pracownicze", ani czym się różni od nieprawdziwej - „prawdziwa lewica" zasługująca na udział w kongresie. Nieuprzedzony a posiadający z codziennej obserwacji praktyczną wiedzę o polskiej lewicy czytelnik wnioskuje z tego pisania, że w sposób typowy „Socjaliści" uważają siebie za „prawdziwych", a co do reszty, to osąd zależy od chwilowego widzimisię jakiegoś wodza, lub grupki tworzącej tzw. „towarzystwo wzajemnej adoracji" samozwańczo ukonstytuowane wewnątrz nowego tworu. W wypisywaniu bowiem postulatów i obiecywaniu „gruszek na wierzbie" obiektywny obserwator nie jest bowiem w stanie dostrzec różnicy między „Socjalistami" a innymi stronnictwami (nie tylko zresztą lewicowymi!).

Tak więc nadal na lewicy mamy wyłącznie grupki szermujące frazesami, przekonane o swojej wyjątkowości, w praktyce zaś niezdolne do porozumiewania się ze społeczeństwem, z ludźmi takimi, jacy rzeczywiście istnieją.

Polemiki i komentarze.
Edward Karolczuk:
Stachu, może wyjaśnisz co to za kategorie do analizy partii: „zerwania z tradycją lekceważenia opinii swoich członków i zwolenników"; „równie ważnym braku zainteresowania opinią publiczną, czyli całym społeczeństwem"; „niezdolne do porozumiewania się ze społeczeństwem, z ludźmi takimi, jacy rzeczywiście istnieją"; „po uzyskaniu od ogółu obywateli mandatu do sprawowania władzy"; „niezdolne do porozumiewania się ze społeczeństwem"???
J.Tittenbrun:
Przyznaję, że niezupełnie pojmuję motywy wzburzenia, jakie w panu stanisławie Głąbińskim wzbudziła inicjatywa grupy osób o lewicowych poglądach, które postanowiły założyć partię pn. Socjaliści. Zaciekłość krytyka tym bardziej budzi zdziwienie, że nie polemizuje on merytorycznie z programem grupy inicjatywnej, opatrując go jedynie ironicznym lecz w sumie bezprzedmiotowym komentarzem, skoro składa się on z nie wiadomo na jakiej podstawie sformułowanych prześmiewczych zarzutów w rodzaju 'arcylewicowości' i 'supersocjalistyczności', do czego dodana zostaje kolejna kropla dziegciu w postaci arbitralnego stwierdzenia, jakoby autorom manifestu chodziło jedynie i wyłącznie o zareklamowanie własnego ego. W takim stylu trudno prowadzić polemikę, jeśli ma ona mieć jakąkolwiek wartość dla jednej i drugiej strony. Przecież to są gołosłowne stwierdzenia, albo w najlepszym przypadku - co też autora nie ratuje - wyprowadzone dedukcyjnie per analogiam do jakichś innych partii i ugrupowań, które widocznie dla autora funkcjonują wyłącznie jako trampolina dla promocji swych przywódców, cierpiących na rozdęte ego. W polemicznym zapale S. G. macha swym orężem trochę na oślep, nie bacząc już za bardzo, czy to co pisze przylega do tekstu do jakiego si`ę odnosi. I tak np. grupa inicjatywna rzeczonej partii charakteryzuje zwięźle, ale treściwie czołowe partie polityczne działające obecnie w kraju, a mimo to S. G. z jakiegoś powodu zarzuca im brak odniesienia się do tychże partii. I tak źle,i tak niedobrze.
ja:
Nie zgadzam się z zarzutem braku argumentacji. Postawiony PS przeze mnie zarzut zamknięcia się na porozumienie (dialog) zarówno ze społeczeństwem traktowanym jako całość, jak i z jego składnikami (partie, stowarzyszenia itp.) objaśniony w następnych zdaniach jest - jak sądzę - przedstawiony na tyle konkretnie, że jego zanegowanie wymaga uzasadnienia. Zarazem nie potrafię znaleźć zdania, w którym PS wyjaśnia potrzebę uzupełnienia spektrum ugrupowań lewicowych dodatkową partią. W powodzi frazesów nie mogę dopatrzyć się istotnej różnicy między propozycją, a tym, co już mamy.
Tu należy wspomnieć, że - jak to wynika z tytułu "na lewicy bez zmian". zawiązanie PS jest jedynie pretekstem dla pobudzenia dyskusji o przyczynach katastrofalnego stanu naszej formacji ideowej. Konkretnie zaś mam na myśli zjawisko nieuwzględniającego rzeczywiste potrzeby tworzenia bezsensownych inicjatyw. Od momentu ostatecznej kompromitacji SLD w 2005 roku mieliśmy tego mnóstwo, że wspomnę dla przykładu Centrum im. Daszyńskiego, partię tworzoną przez Środę, Hartmana i kilka innych osób, Reykowskiego nawoływanie do dyskusji ... i w reszcie omawiana PS oraz mający się odbyć Kongres Lewicy. Wszystkie te inicjatywy cechuje zamknięcie na dialog i brak rzeczowej analizy stanu środowisk lewicowych. Ich ciąg przypomina chocholi taniec, który należy przerwać. W moim przekonaniu głównie chodzi o odbudowę zanikłych demokratyzmu i racjonalizmu. Sądzę, że SMP może przyczynić się do tego podejmując dyskusję nad tym, co to jest marksizm, jak należy pojmować dyktaturę proletariatu i jaki jest sens marksowskiego wezwania do jedności.
Edward Karolczuk:
Stachu, każdy rzeczywisty ruch jest ważniejszy niż najsłuszniejsze jego deklaracje. Deklaracja ich jest rzeczywiście bardzo ogólnikowa, ale myślę, że warto im coś podpowiedzieć, ale pisowcom ona zapewne nie odpowiada - nie przesadzaj... Deklarację zawsze można zmienić i uzupełnić...
ja:
Deklarację zmienić można, ale jak to ma nastąpić, gdy PS nie dopuszcza dialogu i z góry dystansuje się od wszystkich nie będących "prawdziwymi socjalistami". Przy tym wiele oznak (np. brak reakcji np. na polemikę podjętą przez Ewę Balcerek kilka miesięcy temu) wskazuje, że "prawdziwym socjalistą" można stać się jedynie bezkrytycznie przyjmując twierdzenia głoszone przez PS.
Edward Karolczuk
Jak mogą się dystansować, skoro wśród założycieli jest niebylejaki członek SMP. Napisz do niego ... Wyjaśnienie: z ostatniej rady Edwarda Karolczuka nie skorzystałem, gdyż wspomniany czlonek SMP (konkretnie Jerzy Kochan) niejednokrotnie dał się poznać jako nieuznający dyskusji. Po prostu nie odpowiada na uwagi odnoszące się bezpośrednio lub pośrednio do jego wypowiedzi.

Powrót na str. główną





PO RAZ KOLEJNY POWTARZAM [II 2016 r.]

Dziennik "Trybuna" ogłosił wypowiedź aktualnego lidera SLD. Treść tego artykułu sugeruje, że Autor usiłuje wmówić sobie i innym, iż wyraził jakieś nowe myśli. Sądzę również, że dotyczy to także kierownictwa partii, oraz redakcji gazety.

Tekstów w założeniu lewicowych a przy tym otwierających nową epokę mieliśmy już wiele. Były to m. in. "7 kotwic", "Konstytucja SLD" i wiele innych, wydrukowanych, wygłaszanych i wstukiwanych do internetu przez aparat zarządzający partią, a zaliczam do tej kategorii także liczne enuncjacje innego autorstwa takie, jak np. "List otwarty do partii" Sławomira Sierakowskiego. Na niektóre z nich próbowałem reagować pisząc komentarze, które są do wglądu na tej witrynie. Zostały one zresztą konsekwentnie zignorowane przez wszystkie, z wyjątkiem zlikwidowanego przed laty "DZIŚ", lewicowe redakcje i ugrupowania. Ponieważ zaś nigdy nie mogłem - mimo usiłowań - natrafić na rzeczowe omówienie kolejnej odkrywczej enuncjacji, jestem przekonany, że lewicowe media tak samo traktują każdego komentatora.

W tej sytuacji powstaje pytanie, jaki jest sens zabierania głosu, który najpewniej znowu zostanie odrzucony jako zakłócający miłą atmosferę nadziei na zapobieżenia całkowitemu zaniknięciu wszelkich możliwości utrzymania się z lewicowości, a nawet - nadziei na powrót dobrej koniunktury? Odpowiedź prosta: chcę móc bez żenady odpowiedzieć sobie i innym, że pozostałem wierny swoim przekonaniom, że przeciwstawiałem się zakłamaniu i głupocie. A wyjaśniam, że ze względu na perfidne milczenie "lewicowych" mediów, ten swój komentarz, wysyłam - podobnie jak i wszystkie poprzednie - do możliwie dużej ilości osób prywatnych, nieco zwiększając w ten sposób prawdopodobieństwo przerwania chocholego tańca lewicy.

I kolejna uwaga: wszystkie komentarze do tych licznych "rewolucyjnych" oświadczeń, apeli itp. sprowadzają się do jednego: "znowu pominięto fakt, że istotę słabości lewicy stanowią warunkujące się wzajemnie - zanik demokratyzmu i marazm intelektualny". Całe bowiem zło trapiące naszą formację ideową powstaje z zawłaszczenia przez kliki i kreowanych przez nie "wodzów" informacją i zarządzaniem, z niszczenia dyskursu, z tolerowania autorytaryzmu i z lekceważenia zasad, co szczególnie dotyczy łamania statutów i deklaracji ideowych traktowanych jako zadrukowane świstki papieru potrzebne tylko w okolicznościach uznanych przez aktualnie uzyskującą przewagę koterię. Uporczywe przemilczanie tej prawdy odbiera również sens temu, co pracowicie spisał pan Czarzasty.

Np. czytamy w jego elaboracie: "Jeśli ktoś uważa, że w ramach tych partii, w których jest, nie może realizować swych pomysłów, ..." Wolne żarty. Czy na lewicy istniej jakiekolwiek ugrupowanie (poza RAZEM i ew. Hartownią) stwarzające szansę "realizowania pomysłów" swoich, niezależnie od wąskich ram narzuconych przez władającą tam klikę, ocenianych merytorycznie i zgodnie z głoszonymi przez organizację zasadami, a nie pod kątem wygody i potrzeb aktualnie uznawanych w tym kręgu "świętych krów"? Który to zespół stwarza takie szanse? Może SLD, PPS, Krytyka Polityczna, Przegląd Socjalistyczny, Socjalizm Teraz? A może ktoś inny? Bardzo byłbym wdzięczny za informację potwierdzoną przykładami takiej tolerancji, gdyż ze strony wymienionych doświadczyłem w sposób niezbity, że tam lewicowość i wynikający z niej demokratyzm są pojmowane jako frazesy.

Pan Czarzasty pięknie pisze o potrzebie jednoczenia lewicy. Dlaczego jednak nie jest ona jednością? Z założenia istota organizacji, jej cele, zadania i sposoby postępowania powinny być zapisane w statucie partii. czy w deklaracji ideowej redakcji albo stowarzyszenia. Gdy czytam te dokumenty, widzę, że doskonale pasowałbym zarówno do SLD, PPS, czy do grona aktywnych czytelników Krytyki Politycznej, Przeglądu Socjalistycznego itd.. Istotnych różnic tam nie ma. Brak jedności wynika bowiem stąd, że w każdym z tych ugrupowań inna klika zawłaszczyła dysponowanie informacją, tworzeniem opinii oraz zarządzaniem i za żadne skarby nie zgodzi się na wstąpienie do wspólnoty, w której istnieje równoprawność członków, a o dopuszczeniu do sprawowania odpowiedzialnej funkcji decyduje opinia wszystkich zainteresowanych, a nie układ w gronie powiązanym wspólnotą osobistych korzyści. Po prostu: gdyby lewicowe partie i stowarzyszenia postępowały zgodnie z zasadami, gdyby przestrzegały stosowania zapisów w statutach czy innych definiujących je dokumentach, jedność nastąpiłaby niemal samoczynnie. Bez tego zaś nawoływanie do jedności (nb. w praktyce polegającej wyłącznie na uzgodnieniu list kandydatur w wyborach) jest pozbawione sensu.

Powrót na str. główną