Powrót na str. główną



OBJAWIENIE KOLEJNEGO UZDROWICIELA [II 2017 r.]
Uwagi

Na łamach "przegląd-socjalistyczny.pl" opublikowano oświadczenie krakowskiej "Kuźnicy". Tekst ten, jest to kolejny po różnych wyczynach takich jak "inicjatywa" Genowefy Grabowskiej, Jana Hartmana, Kazimierza Kika i Magdaleny Środa, Andrzeja Ziemskiego "10 wskazań dla lewicy" i wiele innych podobnych dzieł, charakteryzujących się przekonaniem Autorów, że - być może - właśnie tym razem uda się trafić na zaklęcie, które w cudowny sposób uratuje polskie społeczeństwo, a ściślej - przywróci do życia zdychającą polską lewicę. Wszystkie te inicjatywy odznaczają się jeszcze jedną istotną cechą: uzdrowieńcze zaklęcia nie są poprzedzone opisem poprzedzających stan obecny wydarzeń, prowadzącym do wykrycia przyczyn klęski. Szczególnie zaś uderza brak pytania o własną odpowiedzialność, próby oceny własnych czynów. Zasada wg której naprawianie zarówno świata jak i lewicy należy zaczynać od siebie i od swego środowiska jest tym wszystkim paniom i panom obca.

Widoczne jest to także w omawianym oświadczeniu Kuźnicy. Mamy tam apel o zaprzestanie jakiś "ataków" i apel o wspólne zwalczanie "szału ekstremizmów, narodowych egoizmów, etnicznych i religijnych konfliktów". Obydwa apele są bez sensu i nie pozostawiają wątpliwości co do tego, że ich Autorzy, wg własnego mniemania, w niczym nie przyczynili się do powstania zła i sami nie potrzebują zmienić swojego postępowania.

Co do pierwszego "apelu", ponieważ Autorzy nie wyjaśnili, jakie konkretnie "ataki" mają na myśli, spróbowałem odnaleźć je na łamach - przede wszystkim "Zdania", ale również - Przeglądu Socjalistycznego, "lewica.pl", Krytyki Politycznej, a na koniec na stronach internetowych partii lewicowych. Owszem, znalazłem tam obfitość "ataków", lecz prawie wyłącznie skierowanych na "ratowanie od szału ekstremizmów" upostaciowanych przez PiS, Kaczyńskiego itp., a więc zgodnych z tym, czego w "drugim apelu" życzy sobie "Kuźnica". No, owszem, udało się znaleźć kilka zdań oskarżających SLD o wodzostwo i ciągoty prawicowe. Rezygnacja jednak z omawiania poczynań lewicy oznacza przekonanie, że jeśli nie będziemy mówili o błędach, to one po prostu znikną, jak śmieci ukryte pod pięknym dywanem.

Nie wołają się więc Autorzy apelu o krytyczne myślenie, lecz przeciwnie, proponują bezmyślność. I tu nasuwa się podejrzenie, że wszyscy nasi naprawiacze lewicy, zarówno z Kuźnicy jak i poza nią, są zafascynowani powodzeniem w rodzaju tego jakie osiągnęli Jan Paweł II, Rydzyk, Kaczyński, Wałęsa, a dawniej Hitler i Mussolini. Wyobrażają sobie, że ruch społeczny może osiągnąć sukces jedynie przez bezmyślne i bezwzględne poddanie się autorytetowi. Nie wiedzą, że autorytaryzm sprawdza się jedynie na prawicy, na lewicy zaś zawsze w historii, poczynając od Robespierre'a, a kończąc na Stalinie, prowadzi do klęski. Lewica może funkcjonować tylko w warunkach racjonalności i demokratyzmu, przy szczerym do bólu omawianiu własnych zarówno błędów jak i osiągnięć, czy szans.

I tu kolej na objaśnienie drugiego "apelu". Nie ma sensu "ratowanie od szałów", które powstają jako wynik pustki spowodowanej przez zanik racjonalności i demokratyzmu. Historia dowodzi niezbicie, że okresy tryumfu miraży prawicowych następują tylko wtedy, gdy lewica zdradza swoje zasady, odchodzi od pobudzającej myśl dyskusji, traci zaufanie, zrywa więź ze społeczeństwem pozostawiając wolne pole demagogom.

W tym momencie narzuca się okazja do wypomnienia Kuźnicy, oraz wydawanemu przez nią kwartalnikowi "Zdanie" jednego z własnych błędów. Otóż uderza u nich lekceważenie czytelnika, a raczej - bardziej ogólnie - odbiorcy myśli, których generowanie stawia sobie za cel - przynajmniej formalnie - każde ugrupowanie epatujące się określeniami kultura, społeczność czy intelektualizm. A przecież w "Zdaniu" nie ma nawet tak powszechnego w prasie działu "Listy od czytelników", w publicystyce zaś nie ma śladu zainteresowania odbiorem przedstawianych treści, nie mówiąc już o podmiotowym traktowaniu czytelników, o uznaniu, że mają oni jakieś własne poglądy, z którymi musi publicysta liczyć się, jeśli chce przekonywać swoją argumentacją. Wszystkie artykuły są to monologi, których znakomici Autorzy nie rozumieją tego, że na lewicy, wbrew pozorom, nie ma biernych, pragnących bezmyślnego poddania się autorytetowi odbiorców kazań. Publicystyka nasza ma sens tylko wówczas, gdy nie jest kazaniem, nauczeniem "ciemnego ludu", lecz prowadzi do dialogu. Artykuł albo inicjuje dialog obejmujący czytelników, innych autorów i działaczy politycznych, albo jest pomyłką. Z kolei zaś sam dialog, by zawiązał się na kanwie inicjującego artykułu, wymaga zachowania proporcji: minimum 50 % słuchania racji innych, minimum 30 % rozważania tego, co sądzą inni i maximum 20 % własnego mądrzenia się.

W konkluzji proponuję zastąpienie obu apeli jednym - o odrzucenie praktykowanego solipsyzmu, o zainteresowanie się opiniami innych - poza samym sobą - autorów artykułów, listów, czy tzw. postów na forach. Niech każdy z publikujących w Zdaniu, w Przeglądzie Socjalistycznym, w Krytyce Politycznej itp. choć częściowo opanuje przemożną chęć zajmowania się wyłącznie własnymi pomysłami i niech spróbuje szczerze opisać, co sądzi o poglądach przedstawianych przez koleżeństwo po piórze i przez czytelników. Obecna, bezkonfliktowa, zgniła atmosfera towarzystwa wzajemnej adoracji, w którym obowiązuje zasada wzajemnej bezwzględnej tolerancji i "niedostrzegania" błędów, jest odpowiedzialna za widoczne totalne ogłupienie, zostawiające wolne pole demagogii i szaleństwom.

Powrót na str. główną





NA LEWICY BEZ ZMIAN [XI 2016 r.]
Refleksje po utworzeniu organizacji p. n. „Partia Socjaliści".

Do przypomnienia faktu wyrażonego w tytule skłoniło mnie powstanie nowej (z dat na forum wynika moment utworzenia IV-V 2016), bardzo lewicowej i prawdziwie socjalistycznej partii (celowa ironia wyrażająca moje przekonanie o braku u inicjatorów niezbędnej dozy sceptycyzmu przy nadmiarze przekonania o wartości własnego ego), która na swojej witrynie internetowej przedstawiła deklarację ideową i program. Obydwa te dokumenty bardzo, nie tylko - jak to wspomniałem - lewicowe i socjalistyczne, ale również prospołeczne, równościowe, sprawiedliwe itd. itp. nie wyjaśniają, jak partia ma zamiar komunikować się ze społeczeństwem, któremu w założeniu ma służyć. Powstaje więc wątpliwość, czy może jednak po uzyskaniu od ogółu obywateli mandatu do sprawowania władzy będzie uszczęśliwiała nas tak, jak to czyniło ongiś SLD, bez porozumiewania się ze społeczeństwem,? Czy swoje zamiary, a także sukcesy i błędy (te przecież zawsze się zdarzają, przecież errare humanum est) będzie omawiała w ogólnie dostępnym dyskursie, czy raczej tak, jak to czynił Miller poprzestanie na komunikatach i pouczaniu? A właśnie czytelnik owych dokumentów, zachęcany zakładką „Dołącz do nas" widzi, że od czasów wspomnianego premierowania w wykonaniu Leszka Millera wciąż mamy „na lewicy bez zmian". I nie jedynie brak odpowiedniej deklaracji spowoduje sceptycyzm czytelnika, lecz również widoczny, typowy dla wszystkich polskich ugrupowań lewicowych brak zainteresowania jakimkolwiek dialogiem. Poza wspomnianym bowiem brakiem wyraźnego stwierdzenia w „deklaracji" woli zerwania z tradycją lekceważenia opinii swoich członków i zwolenników (nie wspominając o równie ważnym braku zainteresowania opinią publiczną, czyli całym społeczeństwem) uderza na witrynie brak miejsca przewidzianego na komentowanie korespondencji napływającej na adres podany w zakładce „Kontakt".

Podobnie niezrozumiały w kontekście deklarowanej lewicowości i otwarcia na jakąś współpracę jest brak określenia swojego stosunku do istniejących przecież innych lewicowych ugrupowań zarówno oficjalnie określających swoją tożsamość organizacyjną jako partie, stowarzyszenia, fundacje itp., jak i innych, jak np. skupionych wokół redakcji czasopism, witryn internetowych itd.. Ba, PS wyraźnie stwierdza, że owa niesprecyzowana współpraca dotyczy jedynie „organizacje pozarządowe oraz zwykłych ludzi lewicy" i to nie wszystkich, lecz jedynie ludzi „lewicy socjalistycznej, walczącej o interesy większości". Zastanawia w tym ostatnie zawężenie zakresu współpracy. Wobec pominięcia w deklaracji o współpracy istniejących ugrupowań przypisujących sobie lewicowość, powstaje przypuszczenie, że wykluczenie dotyka wszystkich zbrukanych członkostwem w innych niż PS związkach.

Jest więc w „deklaracji" wezwanie „zapraszamy do współpracy wszystkie organizacje pozarządowe oraz zwykłych ludzi lewicy" i westchnienie o „kongres prawdziwej lewicy", nie mamy jednak wyjaśnienia, ani jak ma wyglądać „współpraca", ani wg jakich kryteriów mają być rozpoznawani ludzie „lewicy socjalistycznej, walczącej o interesy większości - o interesy pracownicze", ani czym się różni od nieprawdziwej - „prawdziwa lewica" zasługująca na udział w kongresie. Nieuprzedzony a posiadający z codziennej obserwacji praktyczną wiedzę o polskiej lewicy czytelnik wnioskuje z tego pisania, że w sposób typowy „Socjaliści" uważają siebie za „prawdziwych", a co do reszty, to osąd zależy od chwilowego widzimisię jakiegoś wodza, lub grupki tworzącej tzw. „towarzystwo wzajemnej adoracji" samozwańczo ukonstytuowane wewnątrz nowego tworu. W wypisywaniu bowiem postulatów i obiecywaniu „gruszek na wierzbie" obiektywny obserwator nie jest bowiem w stanie dostrzec różnicy między „Socjalistami" a innymi stronnictwami (nie tylko zresztą lewicowymi!).

Tak więc nadal na lewicy mamy wyłącznie grupki szermujące frazesami, przekonane o swojej wyjątkowości, w praktyce zaś niezdolne do porozumiewania się ze społeczeństwem, z ludźmi takimi, jacy rzeczywiście istnieją.

Polemiki i komentarze.
Edward Karolczuk:
Stachu, może wyjaśnisz co to za kategorie do analizy partii: „zerwania z tradycją lekceważenia opinii swoich członków i zwolenników"; „równie ważnym braku zainteresowania opinią publiczną, czyli całym społeczeństwem"; „niezdolne do porozumiewania się ze społeczeństwem, z ludźmi takimi, jacy rzeczywiście istnieją"; „po uzyskaniu od ogółu obywateli mandatu do sprawowania władzy"; „niezdolne do porozumiewania się ze społeczeństwem"???
J.Tittenbrun:
Przyznaję, że niezupełnie pojmuję motywy wzburzenia, jakie w panu stanisławie Głąbińskim wzbudziła inicjatywa grupy osób o lewicowych poglądach, które postanowiły założyć partię pn. Socjaliści. Zaciekłość krytyka tym bardziej budzi zdziwienie, że nie polemizuje on merytorycznie z programem grupy inicjatywnej, opatrując go jedynie ironicznym lecz w sumie bezprzedmiotowym komentarzem, skoro składa się on z nie wiadomo na jakiej podstawie sformułowanych prześmiewczych zarzutów w rodzaju 'arcylewicowości' i 'supersocjalistyczności', do czego dodana zostaje kolejna kropla dziegciu w postaci arbitralnego stwierdzenia, jakoby autorom manifestu chodziło jedynie i wyłącznie o zareklamowanie własnego ego. W takim stylu trudno prowadzić polemikę, jeśli ma ona mieć jakąkolwiek wartość dla jednej i drugiej strony. Przecież to są gołosłowne stwierdzenia, albo w najlepszym przypadku - co też autora nie ratuje - wyprowadzone dedukcyjnie per analogiam do jakichś innych partii i ugrupowań, które widocznie dla autora funkcjonują wyłącznie jako trampolina dla promocji swych przywódców, cierpiących na rozdęte ego. W polemicznym zapale S. G. macha swym orężem trochę na oślep, nie bacząc już za bardzo, czy to co pisze przylega do tekstu do jakiego si`ę odnosi. I tak np. grupa inicjatywna rzeczonej partii charakteryzuje zwięźle, ale treściwie czołowe partie polityczne działające obecnie w kraju, a mimo to S. G. z jakiegoś powodu zarzuca im brak odniesienia się do tychże partii. I tak źle,i tak niedobrze.
ja:
Nie zgadzam się z zarzutem braku argumentacji. Postawiony PS przeze mnie zarzut zamknięcia się na porozumienie (dialog) zarówno ze społeczeństwem traktowanym jako całość, jak i z jego składnikami (partie, stowarzyszenia itp.) objaśniony w następnych zdaniach jest - jak sądzę - przedstawiony na tyle konkretnie, że jego zanegowanie wymaga uzasadnienia. Zarazem nie potrafię znaleźć zdania, w którym PS wyjaśnia potrzebę uzupełnienia spektrum ugrupowań lewicowych dodatkową partią. W powodzi frazesów nie mogę dopatrzyć się istotnej różnicy między propozycją, a tym, co już mamy.
Tu należy wspomnieć, że - jak to wynika z tytułu "na lewicy bez zmian". zawiązanie PS jest jedynie pretekstem dla pobudzenia dyskusji o przyczynach katastrofalnego stanu naszej formacji ideowej. Konkretnie zaś mam na myśli zjawisko nieuwzględniającego rzeczywiste potrzeby tworzenia bezsensownych inicjatyw. Od momentu ostatecznej kompromitacji SLD w 2005 roku mieliśmy tego mnóstwo, że wspomnę dla przykładu Centrum im. Daszyńskiego, partię tworzoną przez Środę, Hartmana i kilka innych osób, Reykowskiego nawoływanie do dyskusji ... i w reszcie omawiana PS oraz mający się odbyć Kongres Lewicy. Wszystkie te inicjatywy cechuje zamknięcie na dialog i brak rzeczowej analizy stanu środowisk lewicowych. Ich ciąg przypomina chocholi taniec, który należy przerwać. W moim przekonaniu głównie chodzi o odbudowę zanikłych demokratyzmu i racjonalizmu. Sądzę, że SMP może przyczynić się do tego podejmując dyskusję nad tym, co to jest marksizm, jak należy pojmować dyktaturę proletariatu i jaki jest sens marksowskiego wezwania do jedności.
Edward Karolczuk:
Stachu, każdy rzeczywisty ruch jest ważniejszy niż najsłuszniejsze jego deklaracje. Deklaracja ich jest rzeczywiście bardzo ogólnikowa, ale myślę, że warto im coś podpowiedzieć, ale pisowcom ona zapewne nie odpowiada - nie przesadzaj... Deklarację zawsze można zmienić i uzupełnić...
ja:
Deklarację zmienić można, ale jak to ma nastąpić, gdy PS nie dopuszcza dialogu i z góry dystansuje się od wszystkich nie będących "prawdziwymi socjalistami". Przy tym wiele oznak (np. brak reakcji np. na polemikę podjętą przez Ewę Balcerek kilka miesięcy temu) wskazuje, że "prawdziwym socjalistą" można stać się jedynie bezkrytycznie przyjmując twierdzenia głoszone przez PS.
Edward Karolczuk
Jak mogą się dystansować, skoro wśród założycieli jest niebylejaki członek SMP. Napisz do niego ... Wyjaśnienie: z ostatniej rady Edwarda Karolczuka nie skorzystałem, gdyż wspomniany czlonek SMP (konkretnie Jerzy Kochan) niejednokrotnie dał się poznać jako nieuznający dyskusji. Po prostu nie odpowiada na uwagi odnoszące się bezpośrednio lub pośrednio do jego wypowiedzi.

Powrót na str. główną





PO RAZ KOLEJNY POWTARZAM [II 2016 r.]

Dziennik "Trybuna" ogłosił wypowiedź aktualnego lidera SLD. Treść tego artykułu sugeruje, że Autor usiłuje wmówić sobie i innym, iż wyraził jakieś nowe myśli. Sądzę również, że dotyczy to także kierownictwa partii, oraz redakcji gazety.

Tekstów w założeniu lewicowych a przy tym otwierających nową epokę mieliśmy już wiele. Były to m. in. "7 kotwic", "Konstytucja SLD" i wiele innych, wydrukowanych, wygłaszanych i wstukiwanych do internetu przez aparat zarządzający partią, a zaliczam do tej kategorii także liczne enuncjacje innego autorstwa takie, jak np. "List otwarty do partii" Sławomira Sierakowskiego. Na niektóre z nich próbowałem reagować pisząc komentarze, które są do wglądu na tej witrynie. Zostały one zresztą konsekwentnie zignorowane przez wszystkie, z wyjątkiem zlikwidowanego przed laty "DZIŚ", lewicowe redakcje i ugrupowania. Ponieważ zaś nigdy nie mogłem - mimo usiłowań - natrafić na rzeczowe omówienie kolejnej odkrywczej enuncjacji, jestem przekonany, że lewicowe media tak samo traktują każdego komentatora.

W tej sytuacji powstaje pytanie, jaki jest sens zabierania głosu, który najpewniej znowu zostanie odrzucony jako zakłócający miłą atmosferę nadziei na zapobieżenia całkowitemu zaniknięciu wszelkich możliwości utrzymania się z lewicowości, a nawet - nadziei na powrót dobrej koniunktury? Odpowiedź prosta: chcę móc bez żenady odpowiedzieć sobie i innym, że pozostałem wierny swoim przekonaniom, że przeciwstawiałem się zakłamaniu i głupocie. A wyjaśniam, że ze względu na perfidne milczenie "lewicowych" mediów, ten swój komentarz, wysyłam - podobnie jak i wszystkie poprzednie - do możliwie dużej ilości osób prywatnych, nieco zwiększając w ten sposób prawdopodobieństwo przerwania chocholego tańca lewicy.

I kolejna uwaga: wszystkie komentarze do tych licznych "rewolucyjnych" oświadczeń, apeli itp. sprowadzają się do jednego: "znowu pominięto fakt, że istotę słabości lewicy stanowią warunkujące się wzajemnie - zanik demokratyzmu i marazm intelektualny". Całe bowiem zło trapiące naszą formację ideową powstaje z zawłaszczenia przez kliki i kreowanych przez nie "wodzów" informacją i zarządzaniem, z niszczenia dyskursu, z tolerowania autorytaryzmu i z lekceważenia zasad, co szczególnie dotyczy łamania statutów i deklaracji ideowych traktowanych jako zadrukowane świstki papieru potrzebne tylko w okolicznościach uznanych przez aktualnie uzyskującą przewagę koterię. Uporczywe przemilczanie tej prawdy odbiera również sens temu, co pracowicie spisał pan Czarzasty.

Np. czytamy w jego elaboracie: "Jeśli ktoś uważa, że w ramach tych partii, w których jest, nie może realizować swych pomysłów, ..." Wolne żarty. Czy na lewicy istniej jakiekolwiek ugrupowanie (poza RAZEM i ew. Hartownią) stwarzające szansę "realizowania pomysłów" swoich, niezależnie od wąskich ram narzuconych przez władającą tam klikę, ocenianych merytorycznie i zgodnie z głoszonymi przez organizację zasadami, a nie pod kątem wygody i potrzeb aktualnie uznawanych w tym kręgu "świętych krów"? Który to zespół stwarza takie szanse? Może SLD, PPS, Krytyka Polityczna, Przegląd Socjalistyczny, Socjalizm Teraz? A może ktoś inny? Bardzo byłbym wdzięczny za informację potwierdzoną przykładami takiej tolerancji, gdyż ze strony wymienionych doświadczyłem w sposób niezbity, że tam lewicowość i wynikający z niej demokratyzm są pojmowane jako frazesy.

Pan Czarzasty pięknie pisze o potrzebie jednoczenia lewicy. Dlaczego jednak nie jest ona jednością? Z założenia istota organizacji, jej cele, zadania i sposoby postępowania powinny być zapisane w statucie partii. czy w deklaracji ideowej redakcji albo stowarzyszenia. Gdy czytam te dokumenty, widzę, że doskonale pasowałbym zarówno do SLD, PPS, czy do grona aktywnych czytelników Krytyki Politycznej, Przeglądu Socjalistycznego itd.. Istotnych różnic tam nie ma. Brak jedności wynika bowiem stąd, że w każdym z tych ugrupowań inna klika zawłaszczyła dysponowanie informacją, tworzeniem opinii oraz zarządzaniem i za żadne skarby nie zgodzi się na wstąpienie do wspólnoty, w której istnieje równoprawność członków, a o dopuszczeniu do sprawowania odpowiedzialnej funkcji decyduje opinia wszystkich zainteresowanych, a nie układ w gronie powiązanym wspólnotą osobistych korzyści. Po prostu: gdyby lewicowe partie i stowarzyszenia postępowały zgodnie z zasadami, gdyby przestrzegały stosowania zapisów w statutach czy innych definiujących je dokumentach, jedność nastąpiłaby niemal samoczynnie. Bez tego zaś nawoływanie do jedności (nb. w praktyce polegającej wyłącznie na uzgodnieniu list kandydatur w wyborach) jest pozbawione sensu.

Powrót na str. główną