Powrót na str. główną



NASZE STRONY INTERNETOWE
Artykuły omawiające publicystykę przedstawianą na stronach internetowych Sojuszu Lewicy Demokratycznej.



Uwagi wstępne do strony „Moim zdaniem”

Wyjaśnienie: strony w 2006 roku otrzymała tytuł „SLD-owcy piszą”, a w 2011 roku została zlikwidowana wraz z całą witryną gdańskiej organizacji SLD.

Statut SLD w artykule ósmym gwarantuje nam, wszystkim członkom tej partii, wpływ na decyzje, udział w ogólnej dyskusji, w wymianie poglądów obejmującej wszystkich należących do naszej wspólnoty obywateli o przekonaniach lewicowych. Zdajemy sobie sprawę, że zebrania kół i rad spełniają ten warunek jedynie w ograniczonym zakresie zarówno ze względu na ulotny charakter przekazu słownego, jak i małą ilość zgromadzonych słuchaczy. Przedstawienie w formie dokumentu – czemu ma służyć ta strona internetowa - naszych przemyśleń w daje znacznie większe możliwości pod tym względem. Dochodzi dodatkowy wzgląd przemawiający za potrzebą redagowania tej strony:

W trakcie licznych spotkań, które mamy w naszym gronie członków SLD można zauważyć, że często wypowiadamy się niezdarnie i w sposób mało przekonywujący. Widać stąd, że z jednej strony odczuwamy konieczność podzielenia się swoimi spostrzeżeniami, a z drugiej nie stwarza się nam warunków do tego, by przy swoim braku obycia z publicznymi występami, przy braku ukształtowanej umiejętności krytycznej analizy formy, jaką nadajemy swojej myśli podczas pospiesznej werbalizacji, możliwe było dla nas osiągnąć wzajemne zrozumienie ze słuchaczami. W wyniku tego, zdając sobie sprawę z tego, że próba nawiązania kontaktu chybiła, zniechęcamy się, podobnie zresztą jak i pozostała część zgromadzenia.

Należy więc stworzyć warunki do tego, by jak największa ilość takich nieuformowanych dyskutantów uzyskała sposobność opracowania tekstu w sposób kontrolowany (w trakcie mówienia sprawdzenie tego, czy własne myśli są należycie werbalizowane i porządkowane, jest bardzo utrudniona i wymaga zarówno odpowiednich predyspozycji psychicznych jak i obycia, rutyny), oraz by wypowiedź miała - przed upublicznieniem szansę krytycznego oglądu w ograniczonym kręgu osób, by autor już we wstępnej fazie otrzymał sygnały o błędach, dłużyznach itd.. W ten sposób, metodą seminaryjną, i autor i recenzujący krytycy będą doskonalić swoją umiejętność komunikowania się, a czytelnicy (gdyż z góry zakładam, że w tych - jak to nazwałem - poszukiwaniach korzystanie ze słowa mówionego musimy wykluczyć) uzyskają możność poznania sądów innych ludzi, porównania ich ze swoimi przekonaniami i podjęcia dyskusji - również "szlifowanej" z korzyścią jw..

Stach Głąbiński 03.11.2005 r.

Powrót na str. główną



Uwagi nt. strony Internetowej Rady Krajowej SLD

Często czytam wiadomości umieszczane w witrynie www.sld.org.pl., szczególnie zaś korzystam z felietonów w zakładce "Galeria opinii". Felietony te - w sposób charakterystyczny dla tego gatunku literackiego - umacniają przekonanie o słuszności programu naszej partii, a także informują o tym, że nasi posłowie oraz inni przedstawiciele, w trudnej sytuacji powstałej po ostatnich wyborach, postępują na ogół prawidłowo. Dostarczają również materiału do dyskusji, jaką każdy członek prowadzi w swoim środowisku, nieraz w sytuacji, gdy otoczenie jest nastawione względem SLD niechętnie. Ponadto, jestem przekonany, że wspomniane felietony mają dużą moc oddziaływania na osoby spoza szeregów partii, odwiedzających - nieraz przypadkowo - stronę RK SLD. Mając to na względzie należy przemyśleć sposoby prowadzące do zwiększenia wspomnianych walorów strony internetowej.

Przede wszystkim poważną wadę przedstawionej publicystyki widzę w jednostronnym nastawieniu na krytykę rządów PiS-u. Obawiam się, że odwiedzający naszą stronę odniesie wrażenie, że potrafimy jedynie krytykować, nie mamy natomiast własnych osiągnięć i przekonywujących propozycji programowych. Stanowczo twierdzę, że poważnym błędem jest, iż taki (bardzo dobry i aktualny mimo dość odległej daty jego redakcji) tekst jak "Zarząd Krajowy SLD - Realizacja Programu Wyborczego SLD 23 września 2004", obecnie dostępny jest jedynie w materiałach z III Kongresu SLD, gdzie naprawdę trudno do niego trafić, podczas gdy, ze względu na swe walory, powinien być eksponowany co najmniej równie skutecznie jak wspomniane felietony. Podobnie co do innych podsumowań, jak inaczej ujęta i bardziej szczegółowa "Informacja o stanie realizacji programu wyborczego koalicji SLD-UP" z Krajowej Konwencji 03 07 2005, oraz do propozycji programowych. Należy jednak stwierdzić, że w tym drugim przypadku sytuacja jest gorsza, gdyż jedyny tekst, który sobie przypominam, to "7 kotwic", obarczony wadą ogólnikowości i pozbawiony odniesienia do poprzednich programów SLD, oraz zupełnie niedostępny (?). Uważam, że te i podobne opracowania trzeba umieścić w osobnej, podobnej do "Galeria opinii" zakładce zatytułowanej np. "Nasze osiągnięcia" i na stronie głównej umieścić wyraźną zachętę do zapoznania się z jej treścią.

Inny niedostatek omawianych felietonów wynika z charakteru tej formy literackiej i polega na braku danych i materiałów źródłowych. Pod tym względem przykład bliski ideału stanowi notatka "Trybuna: PiS karmi swoich 01.03.2006" w zakładce "Aktualności". Mamy w niej atrakcyjnie sformułowany, zdolny przyciągnąć uwagę przypadkowego internauty, wstęp do obszerniejszego artykułu w "Trybunie". Zarazem obok, w ramce, bardziej dociekliwy czytelnik zostaje skierowany linkiem do obszernego tekstu, rzeczowo i szczegółowo, z podaniem źródeł dokumentujący przedstawione tezy, a w reszcie (szczególnie cenne!) punktujący porównania poszczególnych "osiągnięć" PiS-owskiego rządu ze stanem osiągniętym w poprzedniej kadencji.

Jako przykład felietonu pozbawionego niestety podobnego uzupełnienia można wziąć "Mniej igrzysk, więcej chleba" w "Galeria opinii". Weźmy choćby zdanie obrazujące brak kultury i znajomości podstawowych zasad dyplomacji:

"… Rozmowy, owszem, ale nie w Moskwie i nie w Petersburgu! Może na neutralnym gruncie – zaproponował Putinowi dwornie z Waszyngtonu, w przerwie między brekfestem a lunchem, nasz obecny pan prezydent;".

Jeśli miałbym powołać się w dyskusji - np. ze zwolennikiem PiS-u - na opisany incydent, musiałbym dokładniej znać okoliczności, w jakich została zgłoszona ta propozycja, oraz coś wiedzieć o źródle. Podobnie bowiem jak większość ludzi jestem niestety nie dość uważnym i wytrwałym czytelnikiem prasy, by orientować się w tej sprawie bez pomocy.

Podobnie następne zdanie:

"… Jastrzębski?, kto to jest Jastrzębski - krętacz do zleceń specjalnych („GW”), kremlowski urzędnik średniego szczebla (publicysta „Wprost” oraz Donald Tusk);"

w którym podane nazwisko nic mi nie mówi, a bez znajomości n-ru "GW" czy "Wprost" oraz tytułu artykułów w tych czasopismach, względnie bez wskazania innych źródeł nie potrafię tego braku wiedzy uzupełnić. Sądzę zarazem, że to samo dotyczy milionów innych naszych rodaków.

Tyle uwag wynikających z lektury felietonów. Jeśli jednak mówimy ogólnie o brakach strony, nie sposób pominąć zasadniczą kwestię informowania członków o tym, co dzieje się w partii. Szczególnie pozbawieni jesteśmy wiedzy o tym, jakie opinie czy propozycje są dyskutowane w kierownictwie i na zebraniach naszych delegatów do Rady Krajowej, oraz kto reprezentuje jakie stanowisko. W tych sprawach jedynym źródłem informacji są plotki i media publiczne, zarówno w jednym jak i w drugim przypadku zabarwione sensacją i skandalem w rodzaju: "Miller zwalcza Oleksego i Kwaśniewskiego", czy "Janik i jego klika podgryza koterię Olejnika". Jedyny sposób na zapobieganie rozprzestrzenianiu się takich pomówień jest jawność dyskusji, przedstawienie ogółowi członków partii możliwie szerokiego spektrum ścierających się opinii, oraz objaśnianie trybu, w którym kierownictwo ze wspomnianych licznych stanowisk wybiera materiał do sporządzenia dyrektywy działania. Również takie informacje winny być na omawianej stronie internetowej.

Stach Głąbiński 07.03.2006 r.

Powrót na str. główną



Demokratyzm a dyskusja

W biuletynie NI ("NEWSLETTER INFORMACYJNY") nr 3/06 mamy wiadomość o powołaniu Centrum im. Aleksandra Małachowskiego. Jak wyjaśnia Sławomir Wiatr:

"Jest to zbiór kilku różnych organizacji i środowisk, który ma stanowić zaplecze intelektualne dla lewicy w Polsce. Ma to być taka wspólna platforma wydawnicza, dyskusyjna i programowa. Na razie działa tymczasowy zespół koordynacyjny. Chcemy być zbiorem postępowej i lewicowej inteligencji."

W tym wyjaśnieniu najbardziej mnie zainteresowało wspomnienie o dyskusji, która ma szczególnie dotyczyć programu. Niepokojąco natomiast brzmi określenie "zaplecze intelektualne", które kojarzy się z zamkniętym kręgiem elity izolującej się od ciemnego plebsu. Jak bowiem tego sam doświadczyłem, w kręgach władzy SLD (a być może w ogóle partii lewicowych) istnieje tendencja do tworzenia takiego odizolowanego od reszty członków środowiska, do którego awans jest bardzo utrudniony. Obawę tą podtrzymuje fakt, iż w wymienionych w tekście środowisk zaproszonych do udziału w tworzeniu Centrum nie widzę przedstawicieli młodzieży lewicowej, która jedyna na swoich stronach internetowych przejawia skłonność do udzielania głosu osobom z poza kręgu wtajemniczonych. W rzeczywistości bowiem, o ile istnienie elity intelektualnej jest warunkiem istnienia lewicy, to winna ta elita być demokratyczną, zachować postawę służebną wobec partii, czy ogólniej środowiska lewicowego.

W tym momencie - przypuszczam - znowu naraziłem się redaktorowi biuletynu, p. Nielkowi, a być może nawet samemu p. Napieralskiemu, który - jak to zrozumiałem ze wzmianki we wstępniaku wspomnianego biuletynu - jest przekonany, że dopominanie się o powszechność prawa do pełnego udziału w dyskusji (nb. gwarantowanego w p. 8 Statutu SLD wszystkim bez wyjątku członkom) jest to "Krytykanctwo tych, którzy nic nie robią".

Po tych pełnych pesymizmu uwagach pragnę donieść, że na stronie Rady Miejskiej SLD w Gdańsku umieszczono obszerną, "obrazoburczą" wypowiedź podpisaną "Stanisław Nowak". Otóż znaczenie jakie przypisuję temu zdarzeniu, że usiłuję o nim zawiadomić możliwie liczne grono osób, wynika z tego, iż Autor jest szeregowym członkiem SLD, zgłasza uwagi krytyczne wobec władz partyjnych, a MIMO TO JEGO OPINIA ZOSTAŁA OPUBLIKOWANA! Oby to była jaskółka zwiastująca demokratyzację naszej partii!

Muszę jeszcze w formie wyjaśnienia dodać, że pana Nowaka nie znam, a z wielu jego tezami nie zgadzam się (mam zamiar przygotować krytyczne omówienie jego tekstu). Natomiast wiem z pewnością, że przedstawione przezeń sądy podziela wielu z nas, oraz że poruszone sprawy dotyczą nie tylko lewicowego środowiska w Gdańsku, a fakt, iż wyartykułowanie ich nastąpiło jedynie na lokalnej stronie internetowej, że na stronie internetowej Krajowej Rady SLD nie można się dopatrzyć śladu tej istniejącej od ponad roku kontrowersji, dowodzi wyobcowania się władz partyjnych z ogółu członków.

Stach Głąbiński 01.03.2006 r.

Powrót na str. główną



Niezwykła notatka na stronie internetowej Zarządu SLD.

Na wstępie muszę wyjaśnić, dlaczego, mimo braku tej informacji w nagłówku objaśniłem, że strona stanowi własność Zarządu Krajowego. Formalnie, zgodnie z widniejącym tytułem, jest to strona SLD - czyli całej partii, wszystkich członków. Jednak, gdy chodzi o konkrety, mamy informację, że redaguje ją jakiś p. Naczas, bez objaśnienia, czy jest on przed kimkolwiek odpowiedzialny, czy obowiązują go wytyczne, regulamin albo coś podobnego? W każdym bądź razie, z lektury sprawozdań obrad przedstawicieli ogółu członków (Rada Krajowa) wynika, że od tego gremium jest on całkowicie niezależny, że ani nie sprawozdaje tam swojej działalności, ani nie otrzymuje żadnych wskazówek. Brak na stronie również śladu prób jakiegokolwiek komunikowania się z czytelnikami, co byłoby poza wskazaną, nieistniejącą zależnością od gremium przedstawicieli, przejawem związku strony z partią. Z kolei powiązanie z Zarządem jest widoczne w obfitości tekstów podpisanych przez członków tego urzędu i osób, które - jak mi wiadomo - są z Zarządem powiązane, czy to wspólnotą koleżeństwa, czy interesów. Od pewnego czasu (chwała p. Naczasowi za tą - niewiele jednak znaczącą - innowację) mamy tam trochę informacji o prowincjonalnych ogniwach partii, niestety - podobnie jak cała zawartość witryny - ograniczają się one do komunikatów opisujących wydarzenia z całkowitym pominięciem treści przedstawiającej dyskutowane problemy.

I właśnie w tej ostatniej wymienionej wyżej sprawie nastąpiło wydarzenie, które - oby tak było - może być zapowiedzią przemiany strony z tablicy komunikatów i tekstów instruujących, w organ służący nie tylko grupie uprzywilejowanych osób, lecz całej partii. Otóż pod adresem http://www.sld.org.pl/aktualnosci/p-r-m-a-1974/informacje_lokalne.htm mamy Stanowisko FMS Małopolska z 24.03.2009, w którym - rzecz dotąd nie spotkana - wyrażono opinię odmienną od zdania Zarządu, oraz objaśniono (obawiam się że z niedopuszczalnym uproszczeniem) niezależną od władzy sprawę kryteriów wyłaniania kandydatów do Parlamentu Europejskiego.

Jednakże - o ile za samo umieszczenie tego komunikatu jestem p. Naczasowi wdzięczny - niepokoi wręcz demonstracyjny brak zainteresowania opisanymi postulatami. Przecież, jeżeli redakcja uznała (jak sądzę bardzo słusznie!), że przedstawiona w "Stanowisku" treść może zainteresować czytelników, to należałoby podać również informację o tym, jak ją ocenia bezpośrednio przecież zainteresowany tą konkretnie omawianą sprawą Zarząd, albo przynajmniej wyjaśnić, z jakich względów uzyskanie tej informacji będzie możliwe dopiero po jakimś, określonym czasie? Oczekiwał bym również powiadomienia o tym, czy i jak sprawa jest przez ogół członków komentowana? Bez spełnienia tych warunków podanie tekstu traci sens, okazuje się aktem czysto formalnym (kazali dać komunikat, no to go macie i nie zawracajcie głowy jakimiś pytaniami i wątpliwościami). Tymczasem, mimo upływu czasu dostatecznego dla zredagowania takich wyjaśnień, żadnego dalszego ciągu sprawy nie ma. Wyraźnie zarówno pan Naczas jak i jego mocodawcy bez oglądania się na opinię szeregowych członków partii uważają sprawę za niebyłą.

A jest się nad czym zastanowić, gdyż przedstawione kryteria wyboru kandydata na posła budzą wątpliwości. O ile zrozumiałe jest, że kandydowanie w okręgu wyborczym poza terenem zamieszkania powinno być praktykowane jedynie w wypadkach wyjątkowych, to sprzeciw budzi uznanie zaangażowania w sprawy lokalne za podstawę uznania kompetencji do pełnienia funkcji posła w Parlamencie Europejskim (a chyba także w Sejmie). Przecież to gremium ma się zajmować, nie drobiazgami małej skali, ale problematyką kontynentu, a nawet - w wielu sprawach - globalną! Owszem, aktywność w swoim mieście i regionie jest podstawą wyrobienia społecznikowskiego, bez czego działalność polityczna staje się bezdusznym urzędoleniem, a w kuluarach czy parlamentu czy sejmu zdarzają się warte wykorzystania okazje do promowania swojej okolicy, ale gdy odbywa się dyskusja nad zarządzaniem krajem czy kontynentem, przejęcie się sprawami lokalnymi podjęcie prawidłowej decyzji utrudni! Poseł do PE reprezentuje nie region, lecz Polskę, do tego pojmowaną jako komponent wspólnoty unijnej!

Takie lub inne opinie pewnie chcieli by wyrazić także inni członkowie, a o treści tych uwag nie tylko należy poinformować ogół, lecz również winien się do nich odnieść - choćby w ogólnym zarysie - Zarząd, którego stanowisko ma być jawne i poddane omówieniu w powszechnej dyskusji. To wszystko gwarantuje nam Statut (p. 8), a fakt, że wskazane warunki były i są we wszystkich znanych mi sprawach niedopełniane, uważam za skandal. Jak dotąd bowiem, czy w omawianej kwestii, czy ogólnie, Zarząd Krajowy (a w nieco mniej rażącej skali także zarządy wojewódzkie) wprost demonstracyjnie okazuje ogółowi członków lekceważenie niedopełniając obowiązku informowania o ważnych problemach wewnątrzpartyjnych i uchylając się od ich przedyskutowania.

Korzystając z faktu, że poruszona sprawa ma związek z bliskimi wyborami posłów do PE dodam kilka uwag. Otóż na swojej prywatnej stronie internetowej pan Naczas wspomina, że Internet odgrywa znaczącą rolę jako źródło informacji. W tej perspektywie działania SLD mające na celu uzyskanie poparcia wyborców oceniam jako niedostateczne, a jedyną szansę stwarza fakt, że współzawodniczące ugrupowania wykorzystują sieć równie niezdarnie.

I tak na stronie wejściowej witryny SLD choć pojawiają się wzmianki związane tematycznie z bliskim głosowaniem ("SLD: Mamy kandydatów na listy wyborcze do PE", "Siwiec: Klucz do „jedynek“ 30.03.2009" itp.) razi jednak ich charakter (dotyczy to zresztą - na co już wyżej zwracałem uwagę - wszystkich tekstów witryn SLD) komunikatu urzędowego, wypranego z wszelkiej refleksji związanej np. z widocznym brakiem zainteresowania Parlamentem Europejskim i znajomości jego specyfiki (tego m. in. dotyczy moja krytyczna uwaga o uchwale małopolskiego FMS).

Tragicznie przedstawia się, nie aktualizowana od trzech miesięcy strona internetowa Polskiej Delegacji Socjalistów w Parlamencie Europejskim (należy bezzwłocznie interweniować!). Nie ma na niej nawet linków do niezłych stron poszczególnych parlamentarzystów (nb. uważam, że niektóre, będące na dobrym poziomie, z nich powinny być silniej niż obecnie eksponowane w witrynie SLD - mogłoby to nieco ożywić jej urzędowy charakter!), co mogłoby przynajmniej częściowo zniwelować fatalne wrażenie szukającego informacji o naszej lewicowej reprezentacji w PE.

Z kolei w prywatnych stronach poselskich polskiej lewicy w PE, wśród których wyróżniają się informacyjne przekazy pani Lidii Geringer de Oedenberg i pana Liberadzkiego, razi brak zainteresowania wspólną witryną, o której pisałem wyżej. Jest to, jak sądzę, nadmiar skupienia się na własnym "interesie", brak poczucia jedności z grupą której częścią jest każdy szczery socjaldemokrata, czy ogólniej - lewicowiec. Poza tym, mam wrażenie, że jest to przejaw braku rozsądnej kalkulacji podobnego do błędu właściciela stoiska w supermarkecie, który wkładając wiele wysiłku w urządzenie wystroju swojej ekspozycji nie reaguje na - stanowiące antyreklamę również dla niego - brudy i obdrapane ściany całego budynku.

Widzę również inny przejaw tego - jak to nazwałem - szkodliwego, nadmiernego skupienia się na sobie. Chodzi o brak zainteresowania wyborcą jako osobą pragnącą być współuczestnikiem działania, które parlamentarzysta podejmuje przecież w zastępstwie obywateli swego okręgu wyborczego, jako wyraziciel ich woli i dążeń. Powiem, że nasi przedstawiciele demonstracyjnie na swoich stronach okazują, że opinie wyborców nic ich nie obchodzą, że traktują ich jako zdolnych jedynie do biernego odbioru bez prawa do wyrażenia swoich idei, propozycji i wątpliwości. Ten brak jest tym bardziej uderzający, że np. redakcja najprymitywniejszego gazecidła rozumie tą potrzebę i prowadzi choćby rubrykę wymiany opinii z czytelnikami zwaną "listy do redakcji", "czytelnicy piszą", "razem redagujemy nasze pismo" lub podobnie. A celem tego jest nie tyle obawa o brak własnej inwencji wydawcy, lecz świadomość, że brak choćby pozorów zainteresowania poglądami czytelników spowoduje, że ci przestaną kupować taki wyobcowany periodyk i przedsięwzięcie zbankrutuje.

Tą ostatnią uwagę dedykuję panu Naczasowi i jego mocodawcom. Może by tak, biorąc również to pod uwagę, zastanowili się, dlaczego SLD traci tylu członków, sympatyków i wyborców? Zalecam też, by nie ograniczając się do dyskusji w "swoim" gronie podzielili się wnioskami z takiej analizy z całą partią (choćby na łamach strony internetowej) prowadząc ogólnie dostępny dyskurs zgodnie z wymogiem p. 8. Statutu!

Stach Głąbiński 03.04.2009 r.

Uzupełnienie:

Tekst powyższy przesłałem pocztą sieciową do wymienionych w nim osób, m. in. do przewodniczącego SLD Grzegorza Napieralskiego. Jak na razie, zainteresowanie przedstawioną treścią przejawił jedynie pan Naczas, który nawiązał ze mną korespondencję narzucającą – jak sądzę – konieczność uzupełnienia tego, co napisałem. Pomijając, jako nie dotyczącą tematu, wzmiankę o nawale pracy związanej z redagowaniem strony internetowej, wyjaśnienia pana Naczasa zawierają bowiem kilka istotnych stwierdzeń, które cytuję niżej:

„Strona SLD.PL będzie kreowała swój wizerunek i formę - zgodnie z celami partii i będzie brała pod uwagę fakt, iż to jest środek przekazu na który mamy wpływ w pełni. Dobre imię partii przez Pana ironizowane jest dla nas najważniejsze ... Złożyłem Panu ofertę pisania tekstów - jako Redaktor Naczelny pozostawiam sobie możliwość ich publikacji lub nie ... polemikę dotyczącą funkcjonowania Zarządu może Pan wyrazić za pośrednictwem przedstawicieli w Radzie Krajowej SLD ... Powtórzę zatem: 1) Nie będziemy zamieszczać tekstów, które służą wskazywaniu na "niedociągnięcia" lub "elementy do poprawy" na stronie SLD.PL. Jeśli ma Pan taką uwagę - że coś źle funkcjonuje, pozostaję do Pana dyspozycji i postaram się wziąć pod uwagę”

Powrót na str. główną



Przeczytałem na internetowej stronie SLD

artykuł Lidii Geringer de Oedenberg zatytułowany Pechowe sieroty. Pani Lidia pisze o swoich bojach toczonych na forum Parlamentu Europejskiego w imię poszerzenia dostępności dóbr kulturalnych ograniczanej restrykcyjnym prawem autorskim, które nb. służy raczej nie samym twórcom, lecz głównie nastawione jest na zapewnienie zysków firmom własność tych dóbr wszelkimi sposobami przechwytującym. W omawianym przypadku chodzi jedynie o zmianę niewielką, o możliwość bezpłatnego korzystania z utworów tzw. sierocych, których autorstwa nie daje się ustalić. Gdyby propozycję pani Lidii PE przyjął, byłby to krok w kierunku upowszechnienia wartości marnujących się bezproduktywnie, gdy braki kultury powszechnie odczuwamy.

Jednak nie tylko waga tematu poruszonego w artykule skłania mnie do zapoznania się z nim czytelników naszej strony internetowej. Uwagę moją zwrócił uderzający kontrast tego artykułu z pozostałymi tekstami umieszczanymi na tej - przeznaczonej m. in. propagować naszą partię - witrynie, infantylnymi, schematycznymi, które albo opisując zdarzenia pozbawione są jakiejkolwiek refleksji, albo usiłują naiwnie agitować stosują prymitywne, demagogiczne chwyty. Pani Lidia w odróżnieniu od innych autorów, których teksty widnieją obok, pisze nie siląc się na uzyskanie efektów propagandowych, ubarwiając relację osobistymi spostrzeżeniami. Szczególnie uderza fakt, że jej pozbawiony nadmiarowo obecnych w otoczeniu elementów gry przedwyborczej tekst, bardziej niż inne zdolny jest oddziałać na wyobraźnię czytelnika i przekonać go o tym, że w SLD są osoby, którym można zlecić reprezentowanie w zabiegach o dobro społeczne.

Stach Głąbiński 2011-10-01